Poza głównym nurtem

Poza głównym nurtem

Pisałem jakiś czas temu o poprzedniej książce Patricka J. Buchanana, wybitnego amerykańskiego polityka i publicysty, doradcy i przyjaciela prezydenta Ronalda Reagana. Nowa jego książka również zasługuje na omówienie. W tym miejscu mogę to zrobić tylko bardzo skrótowo. „Churchill, Hitler i niepotrzebna wojna” (wydawnictwo Czerwone i Czarne) nie jest może pracą wykończoną, stanowi obszerny (ponad 500 stron) szkic do książki jeszcze nienapisanej. Można ją też inaczej zaklasyfikować: pisana w tym czasie co „Dzień sądu” daje historyczną perspektywę stanowisku, jakie autor tam zajął. Nie mam wyrobionego poglądu na historyczne, wysoce warunkowe rozważania Buchanana; nie jest on historykiem i nie zawsze przestrzega reguł tej dziedziny. Zbyt mocno przechyla się w stronę historii alternatywnej i rozważań, co by było gdyby. Szukam tego, co amerykański polityk o szerokich horyzontach może mi dać, i nie płaczę, że mi nie daje czegoś więcej. Nie czytam bestsellerów, ponieważ znajduje się w nich to, co wszyscy wiedzą, czytam natomiast zachłannie publikacje zwalczające poglądy „mainstreamowe” (omal mi się długopis nie złamał). To określenie na polski należałoby tłumaczyć jako „owczy pęd”.
Problemu: Buchanan a sprawa polska nie muszę zmyślać. Podnietą do napisania tej książki były rozważania na temat, jaki sens i jakie skutki miały brytyjskie gwarancje dane Polsce w 1939 roku („Andrew Roberts, Paul Johnson, Alan Clark i ja spieraliśmy się przez długie, zakrapiane popołudnie o gwarancję bezpieczeństwa dla Polski z marca 1939 roku. W czasie tego obiadu zrodził się pomysł napisania tej książki”, s. 438). Wielka Brytania nie mogła, nie była w stanie wywiązać się z tych gwarancji, Polsce one tylko zaszkodziły, ich szkodliwość polegała zaś na tym, że Anglia wmieszała się w wojnę hitlerowskich Niemiec z bolszewicką Rosją i przekształciła, rozszerzyła i spotęgowała ją do rozmiarów drugiej wojny światowej. Temat brytyjskich gwarancji bezpieczeństwa dla Polski z 1939 roku pojawia się ponownie w kontekście gwarancji, jakie Ameryka daje obecnie Litwie, Łotwie i Estonii. Personalnie najbardziej odpowiedzialnym za przystąpienie Anglii do wojny, która mogła jej nic nie obchodzić, był Winston Churchill i na nim skupia się najostrzejsza krytyka. Autor nie odmawia mu licznych zalet, wybitnej inteligencji, w przeszłości bohaterskich czynów, ale twierdzi, że jego wrodzona wojowniczość osłabiała trzeźwość sądu. Rozumowania autora dochodzą do takiej granicy, gdzie nie wiadomo już, kto, jego zdaniem, jest bardziej odpowiedzialny za drugą wojnę światową: Hitler czy Churchill. Führer Trzeciej Rzeszy dążył do wojny ze Związkiem Radzieckim dla zdobycia „przestrzeni życiowej” i zniszczenia bolszewizmu, lecz nie do wojny z Anglią. Należało więc nie wtrącać się do wojny dwóch totalitaryzmów, Stalina i Hitlera – radzi poniewczasie Buchanan. Twierdzi, że sprzymierzenie się ze Stalinem w celu pokonania Niemiec jest jedną z najbrzydszych plam na polityce Churchilla. Jakbyśmy słyszeli polski rząd w Londynie.
Odbrązawianie Churchilla, moim zdaniem zupełnie nieskuteczne, nie jest podyktowane pragnieniem oddania sprawiedliwości faktom. Brytyjski bohater narodowy jest także bohaterem Ameryki, jego popiersie stało w gabinecie prezydenta Busha młodszego, Stanom Zjednoczonym grozi – zdaniem Buchanana – że ich politycy będą się wzorować na tym agresywnym imperialiście, który wbrew intencjom przyczynił się do upadku imperium brytyjskiego.
Czytelnik tej książki ma prawo myśleć, że cała historyczna jej część ma służyć naprowadzeniu go na myśl o współczesnych Stanach Zjednoczonych. Pełnią one dziś rolę, jaką w przeszłości pełniło Imperium Brytyjskie. Bez ich udziału nie jest możliwa wojna światowa, ale ich ekspensywność militarna i szerzenie swojej ideologii, przeżywanej z religijną żarliwością, do trzeciej wojny światowej może doprowadzić. Mniejsza o to, czym ona grozi światu; dla Stanów Zjednoczonych byłaby tym, czym dla Europy były dwie wojny światowe: schyłkiem.
Książka zaczyna się mocnym uderzeniem. „Jedyne, co teraz widzimy wyraźnie, to że Zachód umiera. (…) Żaden naród europejski, z wyjątkiem muzułmańskiej Albanii, nie ma wskaźnika urodzeń, który dawałby mu szansę przetrwania tego stulecia. (…) Powoli znikamy z powierzchni Ziemi”. Początek upadkowi cywilizacji europejskiej dała wojna 1914-1918 (którą Brytyjczycy uczynili wojną światową), druga była konsekwencją pierwszej, jej dalszym ciągiem. Co będzie się działo dalej, zależy od Ameryki. Zdaniem Buchanana zwycięstwo w zimnej wojnie zawdzięcza ona pokojowemu wykorzystywaniu swojej potęgi i wzorem politycznego działania nie powinien być Churchill, lecz powojenni prezydenci od Trumana do Reagana, z wyłączeniem Clintona, który bombardował przyjazną Serbię, i Busha juniora, który stoczył bezsensowną wojnę z Irakiem. „Zamiast podążać za naukami Kennana, Eisenhowera i Reagana, Ameryka zaczęła powielać każde szaleństwo imperialnej Anglii z czasów jej powolnego upadku” – pisze Buchanan w roku 2008. Czy zmiany, jakie od tego czasu zaszły w polityce amerykańskiej, uspokoiły go – nie zdołałem się jeszcze tego dowiedzieć. Myślę, że niezupełnie. Co napisał nieco dalej, nie przestało być aktualne pod prezydenturą Baracka Obamy. „Tak jak Chamberlain udzielił Polsce gwarancji bezpieczeństwa, której nie był w stanie dotrzymać, tak Stany Zjednoczone dały natowskie gwarancje bezpieczeństwa sześciu państwom byłego Układu Warszawskiego, trzem republikom bałtyckim, a wkrótce też Ukrainie i Gruzji. (…) Niezależnie od tego, jak bardzo cenna jest dla Ameryki wolna Litwa, Łotwa i Estonia, ich niepodległość nie jest i nigdy nie była sprawą życia i śmierci dla Stanów Zjednoczonych. A groźba utraty tej niepodległości nie jest w stanie usprawiedliwić wojny z Rosją, zbrojną w bomby atomowe”. Czy wraz z końcem prezydentury Busha Ameryka przestała „pchać Rosję Putina w ramiona Chin i mieszać się do polityki Gruzji, Ukrainy i Białorusi”? Ameryka „ogłosiła, że jej polityką jest demokratyzacja całej planety, wprowadzenie w każdym państwie amerykańskich standardów sprawiedliwości społecznej i praw człowieka”, a nawet, dodam od siebie, amerykańskiego folkloru wyborczego. Misjonizm amerykański nie ma granic, „ale żadnemu innemu państwu nie wolno mieć własnej sfery wpływów. Amerykanie podnoszą krzyk, gdy cudzoziemcy finansują amerykańskie wybory, ale sami wdzierają się ze swoimi dolarami w wybory innych państw – aby głosić amerykańską religię demokracji” (s. 433, 434).
W Polsce ukazuje się wiele książek wyrażających treści mainstreamu amerykańskiej myśli politycznej. Warto wiedzieć, co się myśli poza tym głównym nurtem.

Wydanie: 13/2013

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy