Sewastopol i Wilno

Sewastopol i Wilno

Rząd węgierski oznajmił, że w sporze o Krym „nie jest stroną”. Podpisuję się pod tym stanowiskiem, mnie także jest obojętne, czy Krym będzie należał do Rosji, Ukrainy, czy po dwóch wiekach wróci do Turcji. Polscy politycy i dziennikarze fanatycznie obstają przy Krymie ukraińskim i planują wielkie zakupy wszelkiego rodzaju broni u Amerykanów, aby mieć czym w razie czego wspierać Ukrainę w wojnie z Rosją. Najgłośniej też ze wszystkich ludzi na świecie nawołują do obłożenia Rosji najsurowszymi sankcjami. Premier Tusk podobno przez pół godziny rozmawiał w tej bardzo nam, Polakom, doskwierającej sprawie z premierem Chin, ale ani słówkiem nie zdradził, co wskórał. A nie mówiłem, że olimpiady w Pekinie nie należało bojkotować?
Wielu się głowi, do czego można porównać zajęcie Krymu przez Rosję. Czy to był Anschluss, jak powszechnie piszą gazety niemieckie? Nie bardzo ten półwysep przypomina Austrię, która już przed Anschlussem przestała być niemal starożytnym cesarstwem niemieckim, z którego pozostała wielka głowa ze śladami dawnej wspaniałości, ale osadzona już tylko na karłowatym tułowiu i poszukująca rozwiązania swoich problemów w połączeniu się z wielkimi Niemcami, do czego w końcu dochodzi w najgorszym momencie i pod absolutnie najgorszym z możliwych przywództwem. Inni porównują Krym do Kosowa, oderwanego siłą od Serbii i zamienionego przez Amerykanów w niepodległe państwo. Oczywiste, że Kosowo jest i będzie kuszącym precedensem dla wszelkich secesjonistów, pragnących utworzyć własne państwo kosztem – że się tak po staropolsku wyrażę – macierzy, ale prędko mówiący demagodzy zaraz dodają, że kosowscy Albańczycy doszli do celu po trupach Serbów, co jest podobno najlepszą legitymizacją, a na Krymie nikt nie zginął. Na kosowski precedens lepiej się nie powoływać z innego powodu. Krymczanie ogłosili niepodległość – prawo narodów do samostanowienia im przysługuje jak innym – tylko na chwilę, a ich prawdziwym celem było przyłączenie się do Rosji.
Nikt na Krymie nie zginął, ale już wkrótce mogłoby być inaczej. Słyszymy od Julii Tymoszenko, że „kacapów” na Ukrainie należy unicestwić atomem. To nam trochę wyjaśnia, dlaczego i z ogłoszeniem niepodległości, i z przyłączeniem się do Rosji krymscy Rosjanie tak się spieszyli.
Jeśli nowe chcemy zrozumieć i ewentualnie ocenić przez porównanie ze starym, możemy w tym przypadku sięgnąć do sprawy Litwy Środkowej.
Po wojnie 1920 r. granica między Polską i Litwą pod naciskiem mocarstw zachodnich – Francji, a głównie Anglii – tak została poprowadzona, że Wilno znalazło się po stronie litewskiej. Ludzie zachodni nie byli w stanie wyobrazić sobie, czym dla Polaków było Wilno i otaczające je biedne i pustawe tereny. Jeszcze dziś to miasto ma dla nas jakiś czar i coś nostalgicznego w sobie, a jaką to wszystko intensywność musiało mieć w 1920 r.! W rozmowie z brytyjskim dyplomatą Piłsudski mówił: „Tylko w Wilnie jestem naprawdę szczęśliwy…”. Leon Wasilewski, bliski współpracownik Piłsudskiego, tylko raz widział, jak Marszałek płakał – gdy Armia Czerwona zajęła Wilno (Richard M. Watt, „Gorzka chwała”). Gdy projekty federacyjne upadły, Wilno należało odzyskać wbrew postanowieniom mocarstw zachodnich. Za wszelką cenę, ale w sposób zakamuflowany. Jak to przebiegło, było szeroko opisywane, powtórzę za cytowanym autorem. Piłsudski dał generałowi Lucjanowi Żeligowskiemu dyskretne polecenie, aby ze swoją dywizją „zbuntował się” i zajął Wilno. Żeligowski rozkaz wykonał na moje rozumienie znakomicie. Napotkawszy oddziały litewskie, nie strzelał, oficerów zapewnił, że „Polacy nie chcą wojny z Litwinami, tylko po prostu wracają po wojnie do swoich domów”. Pomysł nie gorszy niż kupić w sklepie mundury bez odznak. W Wilnie „zbuntowane” wojsko zostało powitane przez ludność polską z wielkim entuzjazmem. Żeligowski przejął kontrolę nad miastem i okolicą i proklamował powstanie Rządu Litwy Środkowej. „Wprawdzie »bunt« Żeligowskiego był jawnym oszustwem i generał niewątpliwie działał na podstawie rozkazów Piłsudskiego, ale rząd Polski przez pewien czas uparcie twierdził, że »rewolta« była jak najbardziej autentyczna”. Polska bardzo szybko uznała Litwę Środkową jako niepodległe państwo i nawet nawiązała z nią stosunki dyplomatyczne, Liga Narodów groziła sankcjami, ale polski rząd się nie przestraszył. Następnie odbyło się głosowanie nad przyszłością Litwy Środkowej, w którym przytłaczająca większość Polaków opowiedziała się za przyłączeniem do Polski. Sejm w Warszawie, nie zwlekając, „uchwalił akt zjednoczenia, na mocy którego Litwa Środkowa wraz z Wilnem stała się integralną częścią Polski”.
Dlaczego ja, Polak, mający w swojej historii narodowej takie chwalebne albo niechwalebne czyny, mam być stroną w sporze Ukrainy i Rosji o Krym? Dla Rosjan Sewastopol jest miastem tak samo owianym legendą jak dla mnie Wilno.

Poprzednie felietony na www.przeglad-tygodnik.pl

Wydanie: 14/2014

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy