Brunatni bombiarze

Brunatni bombiarze

Neonaziści zamierzali wysadzić w powietrze żydowskie centrum i prezydenta RFN

„Policja udaremniła jedną z najbardziej przerażających zbrodni w powojennych Niemczech”, stwierdził szef bawarskiego MSW, Günter Beckstein. Jego zdaniem, zagrożenie ze strony neonazistów w RFN nabrało nowego wymiaru. Skrajnie prawicowi fanatycy zaczynają tworzyć sieć terroru, coś w rodzaju Frakcji Brunatnej Armii.
Premier Bawarii, Edmund Stoiber, zażądał, aby tym, którzy zaplanowali tak szaleńczy czyn, została wymierzona surowa i odstraszająca kara.
Oto w Monachium aresztowano bandę neonazistów z organizacji Kameradschaft Süd (Związek Koleżeński Południe), którzy

knuli serię zamachów

bombowych. „Prawnukowie Hitlera” – jak określił ich magazyn „Rheinischer Merkur” – ułożyli już listę celów. Znalazło się na niej kilka meczetów, grecka szkoła, pomnik na monachijskim placu Ofiar Narodowego Socjalizmu i Muzeum Żydowskie w Fürth. W końcu neonazistowscy bojówkarze postanowili zdetonować silny ładunek wybuchowy podczas uroczystości położenia kamienia węgielnego pod budowę Centrum Żydowskiego (w skład którego wejdzie także synagoga) przy Jakobsplatz w Monachium. Ceremonia ta odbędzie się 9 listopada, w 65. rocznicę nocy kryształowej, kiedy w III Rzeszy siepacze Adolfa Hitlera dokonali pogromu Żydów, katowali i zabijali, palili miejsca kultu. Podczas tej orgii przemocy została zniszczona także monachijska synagoga przy Maxburgstrasse. „Prawnukowie Hitlera” zamierzali za wszelką cenę nie dopuścić, aby w bawarskiej stolicy znów powstało centrum żydowskiego życia. W uroczystości położenia kamienia węgielnego zapowiedzieli udział prezydent RFN, Johannes Rau, przewodniczący Rady Żydów w Niemczech, Paul Spiegel, premier Stoiber oraz kilkuset prominentnych gości. Atak terrorystyczny mógł więc doprowadzić do masakry. Przewodnicząca Izraelickiej Wspólnoty Kultowej w Monachium, Charlotte Knobloch, pewna jest, że celem zamachu „miały być nie budynki czy też plac budowy, ale ludzie”.
Na czele terrorystycznej bandy stał 27-letni Martin Wiese, który przybył do Monachium z Anklam (Meklemburgia-Pomorze Przednie), a więc ze Wschodnich Niemiec. Wiese brał udział w hałaśliwych demonstracjach neonazistowskich w rocznicę śmierci zastępcy Hitlera, Rudolfa Hessa. W styczniu 2001 r., kiedy ekstremista z Anklam obchodził w restauracji swoje urodziny, w pobliżu przechodził na swe nieszczęście pewien młody Grek. Troje neonazistów wybiegło z lokalu i

skatowało obcokrajowca

prawie na śmierć. Sprawcy zostali aresztowani, jeden z nich zdecydował się zeznawać w nadziei na łagodniejszy wyrok. Policja miała odtąd pod baczną obserwacją Kameradschaft Süd. Organizacja ta zradykalizowała swe poglądy, odkąd jej przywódca Norman Bordin został skazany za napad na 15 miesięcy więzienia. Nowy „führer” Wiese zaczął namawiać swoich kompanów, aby dokonali wreszcie „czegoś poważnego”. Tak się zaczęły przygotowania do zamachów bombowych. Nawiązano kontakty ze skrajnie prawicowym ugrupowaniem Combat18 w Wielkiej Brytanii. „Prawnukowie Hitlera” w Monachium zaczęli studiować metody terroru lewackiej Frakcji Czerwonej Armii (RAF) oraz Al Kaidy Osamy bin Ladena.
Jak poinformowała „Süddeutsche Zeitung”, na początku września Wiese udał się z Monachium do Brandenburgii nad polską granicę. Podobno krążył w przygranicznym lesie. Funkcjonariusze Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji przypuszczają, że umówił się tam z polskimi kryminalistami, od których kupił 1,7 kg trotylu. Na razie nie ma na to dowodów (podczas przesłuchań neonazista utrzymuje, że materiał wybuchowy znalazł w lesie, w co trudno uwierzyć). Agenci federalni przez cały czas śledzili Wiesego. Zamierzali aresztować go na gorącym uczynku, gdy wracał z trotylem. Został skuty kajdankami 6 września w Norymberdze. Zdążył się pozbyć trotylu, lecz pies policyjny wyczuł resztki materiału wybuchowego. Ostatecznie 1,7 kg TNT policja znalazła w miejscu pracy innego członka „Kameradschaft Süd”, Alexandra Metzinga. Wkrótce potem siły bezpieczeństwa dokonały serii zatrzymań w Monachium, Brandenburgii i Meklemburgii. Specjalne jednostki policyjne przystąpiły do akcji o 6 rano, rozbijały drzwi mieszkań stalowymi taranami. Ogółem do aresztu trafiło dziewięcioro podejrzanych, w tym 17-letnia dziewczyna z Baldham, stojąca na czele brunatnego Związku Kobiet, mająca opinię wyjątkowo gorliwej bojowniczki ruchu. Policja przejęła 14 kg materiałów wybuchowych (największa ilość skonfiskowana przestępcom w Niemczech od 10 lat). W mieszkaniach neonazistów znaleziono także dwa pistolety Mauser, granat ręczny, topór i materiały propagandowe.
Eksperci biją na alarm – liczba brunatnych fanatyków w RFN wprawdzie spada, ale ci, którzy pozostali, stają się coraz bardziej skłonni do przemocy. Coraz więcej jest też przestępstw o podłożu rasistowskim czy też skrajnie prawicowym.

„Prawnukowie Hitlera”

nie tworzą scentralizowanej organizacji, lecz formują luźne komórki – Kameradschaften. Jest ich w RFN około 160. Ich członkowie zbezcześcili w tym roku żydowskie cmentarze w Zittau, Dortmundzie, Kassel, Bad Kreuznach, Zwickau i w Neustad/Holstein, gdzie rzucili na grobową płytę wypatroszonego prosiaka. W grudniu zapowiadają podwójną demonstrację w Cottbus i w Hoyerswerda. Jak pisze magazyn „Stern”, czegoś takiego w Niemczech nie było od lat.
Politycy i intelektualiści wzywają społeczeństwo do przeciwstawienia się brunatnej zarazie. „Te ataki nie są skierowane przeciwko Żydom, lecz przeciwko demokracji i człowieczeństwu w tym kraju”, ostrzega Paul Spiegel.

 

 

Wydanie: 39/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy