Busola Halla

Busola Halla

„Jaka Polska” to kredo polityka, który nie mieści się w żadnej partii

Decyzja Aleksandra Halla, aby nie zajmować miejsca w Sejmie, które się zwolniło po wyborach do Parlamentu Europejskiego, zasługuje na szacunek i jest zrozumiała. „Gdy dzisiaj zdarza nam się wstydzić za posłów w naszym Sejmie (…), musimy pamiętać, że w czasach, gdy Anglicy kształtowali swoje obowiązujące do dzisiaj parlamentarne obyczaje i konwenanse, my przez ostatnie trzy stulecia – z wyjątkiem dwudziestolecia międzywojennego – mieliśmy państwo chore albo obce”, pisał niedawno. Można do tego dodać, że w Sejmie panuje bijatyka polityczna, w której zbyt często chodzi o władzę i pieniądze oraz o doraźne sukcesy, a nie o spójną wizję państwa. W rezultacie mamy niby-lewicę, która jest wolnorynkowa, proamerykańska i prokościelna, oraz niby-liberałów, którzy boją się homoseksualistów, bronią restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej i są nieufni wobec Europy.
Aleksander Hall – intelektualista, czytelnik i autor książek, m.in. biografii de Gaulle’a – do takiego Sejmu nie pasuje. Swoje kredo wyłożył ostatnio w niewielkiej, ale ważnej

książce „Jaka Polska?”.

Busola Halla wskazuje kierunek na chrześcijaństwo jako jeden z fundamentów systemu wartości. Autor jest zdeklarowanym chrześcijaninem, ale zarazem nie podziela poglądu, że od czasu Rewolucji Francuskiej i Oświecenia trwa proces destrukcji naszej cywilizacji. „Obecnie nie da się postawić znaku równości pomiędzy pojęciami chrześcijaństwo i Zachód, gdyż w obrębie zachodniej cywilizacji występują silne prądy wrogie chrześcijaństwu”, stwierdza. Ograniczanie współczesnego duchowego kształtu Europy do chrześcijaństwa nie odpowiadałoby realiom i „takiej próby nie należy podejmować”, pisze, co można odczytać w kontekście niedawnego sporu o preambułę konstytucji europejskiej.
W odróżnieniu od wielu polityków polskich Hall nie jest galopującym liberałem w sferze gospodarki. Uważa, że w Polsce nie było warunków do bezkrytycznego przyjęcia amerykańskiej wersji liberalizmu gospodarczego, stąd liberalizm w naszym kraju przybrał kierunek indywidualistyczny, ksobny, skupiony na sukcesie materialnym jednostki, a nie na działaniu na rzecz dobra wspólnego, zwłaszcza dobra Narodu przez duże N, który jest jednym z fundamentów jego światopoglądu.
Hall, jak przystało na entuzjastę generała de Gaulle’a, krytycznie odnosi się do polityki partyjnej w polskim wydaniu. Nie oszczędza prawicy niezdolnej do współpracy i jedności. Jednak najbardziej surową krytykę kieruje Hall pod adresem SLD, że zmierzał do zawłaszczenia państwa, szerząc korupcję i inne grzechy. Nawet w tej banalnej już dziś krytyce SLD Hall nie jest jednak oszołomem. Owszem, uważa, że jest to partia karierowiczów i oportunistów, ale nie… komunistów. „Ideologia komunistyczna jest martwa”, pisze Hall. Jego zdaniem, główne niebezpieczeństwo stanowią dziś nihilizm, egoizm,

upadek etyczny i moralny,

kryzys wartości, kryzys państwa i prawa (Lepper), niezdolność do utworzenia niezawisłych mediów publicznych. Wszystko pada ofiarą walki o wpływy i apanaże.
Choć wiele z tych zjawisk ma swoje źródła w aksamitnej transformacji, Hall zachowuje umiar w jej ocenie. Dystansuje się zarówno od „apologetów” drogi, jaką Polska obrała w 1989 r. (Kwaśniewski, Michnik), jak i od fundamentalistów, którym żal, że nie obrano drogi radykalnej i rewolucyjnej. Zdaniem Halla, mogła ona doprowadzić do rozlewu krwi i przynieść więcej złego niż dobrego. Koszty polskiej transformacji uznaje jednak Hall za wysokie i nie zawsze potrzebne.
Do jakiej więc partii mógłby należeć Aleksander Hall ze swoimi poglądami? Odpowiedź brzmi: do żadnej. Od PiS-u różni go ocena polskiej transformacji, niewiara, że Polską rządzi mafia polityczno-kryminalna zawiązana w 1989 r., a także większy sentyment dla Europy. Platforma Obywatelska byłaby dla niego ugrupowaniem zbyt liberalno-pragmatycznym: za mało w niej chrześcijaństwa (choć Donald Tusk przesuwa się w tym kierunku), za dużo wolnego rynku i rozwiązań typu podatek liniowy 3 x 15. Liga Polskich Rodzin jest z kolei za bardzo demagogiczna, jej chrześcijaństwo jest mało śródziemnomorskie, za bardzo parafialne i prowincjonalne.
Książka Aleksandra Halla budzi uznanie ze względu na powagę i dojrzałość sądów. W dwóch sprawach chciałbym się pospierać. Pierwsza – to stosunki Państwo-Kościół. Hall jest z nich zadowolony: „Dopracowano się oryginalnego, polskiego modelu koegzystencji, który jest szeroko akceptowany i nie powinien być podważany”, pisze. Istotnie, w dalekich od stabilizacji warunkach polskich wzniecanie wojny religijnej byłoby bez sensu. Ale nie powinno to oznaczać, że obecny stan stosunków jest zacementowany na wieczność, że każda próba zmian, np. ustawy aborcyjnej, kosztów katechizacji w szkołach publicznych czy w wojsku, będzie od razu oceniana jako casus belli.
Kwestia druga to krytyka zbyt proamerykańskiej polityki rządu Kwaśniewskiego i Millera. Aleksander Hall upraszcza sobie tu zadanie, pisząc, że ludziom formacji postkomunistycznej „rola satelity weszła w krew”.
Tymczasem politologia i hematologia to dwie różne dziedziny. Pamiętajmy, że nastroje antyeuropejskie (LPR) oraz niektóre hasła („Nicea albo śmierć”) pochodzą od opozycji i znalazły silny odzew w Sejmie, zaś

proamerykański kurs tandemu

Kwaśniewski-Miller wywodzi się, moim zdaniem, nie tyle z „wrodzonego” serwilizmu, ile z wiary w potęgę USA jako gwaranta naszego bezpieczeństwa, a także z chęci pokazania, że uciekają jak najdalej od Moskwy. Gdyby Kwaśniewski i Miller „wybrali Europę”, mówiłoby się wówczas, że wrogość do Ameryki wyssali z mlekiem PZPR.
Na koniec jedno pytanie: Hall jest zgorszony brataniem się niektórych członków dawnej opozycji z postkomuną (Michnik-Jaruzelski). Jego zdaniem, powinna być utrzymana jasna linia podziału politycznego, oceny przeszłości, a nawet stosunków towarzyskich. Cóż to jednak znaczy w kategoriach programu politycznego?
Aleksander Hall oferuje krytykę Trzeciej RP oraz zbiór wartości i zasad, które są pomocne jako busola, ale nie jako mapa. Nic więc dziwnego, że wśród współczesnych polityków pełnym uznaniem Halla cieszą się tylko Tadeusz Mazowiecki i Wiesław Chrzanowski, a więc ludzie, którzy na scenie politycznej już się nie mieszczą. Podobnie jak sam autor. Dla Aleksandra Halla pozostaje więc tylko jeden urząd – ten sam, który sprawował jego ulubiony bohater francuski – także skądinąd znakomity autor.
Aleksander Hall, Jaka Polska?, Rosner & Wspólnicy, Warszawa 2004

Wydanie: 30/2004

Kategorie: Książki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy