Jerzy Domański
Polonia bliżej kraju
Na szczęście nie wszyscy uznali, że na czas długiego weekendu zawieszają wszelką działalność. Zaskoczeniem może być tylko to, kto na początku maja wykazał się wigorem i aktywnością. Senat RP! Właśnie ten skazywany na likwidację i dość powszechnie krytykowany Senat zdaje się odzyskiwać inicjatywę. Duża w tym zasługa marszałka Pastusiaka, który narzuca tej izbie dumania, jak mówią złośliwcy, bardziej dynamiczny styl. Od wielu lat obserwuję to, co się dzieje między środowiskami polonijnymi a krajem. Znam
Wielka Majówka
Choć początek maja coraz częściej kojarzy się w Polsce z przedłużonym weekendem, a nie ze świętami, które są przyczyną tych paru wolnych dni, to kalendarza z czerwonymi datami nie da się zbyć samą majówką. Do powszechnej świadomości przebił się pogląd: to bardzo dobrze, że zmęczeni pracą i codziennymi kłopotami ludzie sobie odpoczną, zamiast celebrować święta państwowe. I trudno odmówić logiki naturalnym oczekiwaniom na chwilę wytchnienia. Warunki życia są dziś wystarczająco ciężkie, by korzystać z każdej szansy na relaks. Pod taką
Wiosna nie łagodzi obyczajów
Nawet wiosna – bardzo w tym roku wczesna, jak zwykle przepiękna i urokliwa, wyzwalająca w każdym, niezależnie od wieku, nowe nadzieje – niezbyt wpłynęła na poprawę nastrojów w Polsce. A używając słownictwa najczęściej dziś stosowanego i spopularyzowanego przez ministra Łapińskiego, można powiedzieć, iż pacjent jest tak poważnie chory, że nie wystarczą zabiegi liftingowe. Schorzenia mają charakter strukturalny i systemowy. Kraj wymaga generalnego remontu. Trzeba go przeprowadzić, bo dalsze zaniechanie grozi katastrofą. Wydawałoby się, że w tej sprawie jest consensus
Przekonać do Unii
Historia coraz mocniej puka do naszych drzwi. W wariancie najbardziej optymistycznym już za kilkanaście miesięcy Polska może być pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej. Ale realnie oceniając sytuację, ciągle jeszcze trzeba używać właśnie tej formuły „może być”. Bo przecież wcale nie jest przesądzone, że w tej Unii będziemy. Decyzje na „tak” nie zostały jeszcze podjęte. Jakby jednak na sprawę nie patrzeć, weszliśmy w ostatni, finalny etap negocjacji. A że każdy finał obfituje w emocje, to tym bardziej musi iskrzyć teraz, gdy łamane
Wielkie słowa i interesy
Ostatni tydzień upłynął na sporach o projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji. Ładunek emocji, jakie towarzyszą wielu wystąpieniom, w niektórych przypadkach graniczących z histerią, ma mimowolnie także swoje pozytywy. Ujawnia bowiem dwa obszary zwykle skrywane, i to dość skrzętnie, przed szeroką publicznością. Pierwszy to realne wpływy polityczne i możliwości finansowe właścicieli mediów prywatnych. Obserwujemy działania lobbingowe służące urabianiu opinii publicznej poprzez programy public relations i marketing polityczny. Widzimy wielką kampanię medialną prowadzoną
Emocje wokół mediów
Gdyby projekt nowelizacji ustawy o radiofonii i telewizji oceniać według tego, co powiedziano w tych mediach, które mają najwięcej zastrzeżeń, obraz byłby przeraźliwie czarny. Otóż nad Polską zawisła straszna groźba. Jesteśmy świadkami zamachu na media niepubliczne. Rząd podjął walkę z nadawcami prywatnymi, którzy zapowiadają protesty i skargi, aż do Strasburga włącznie. Po impecie, z jakim zaatakowano projekt ustawy, widać, że ta część mediów prywatnych, która go zaciekle krytykuje, ma w Polsce silną pozycję i z łatwością może się przebić ze swoimi ocenami do szerokiej
Nie zazdroszczę rządowi
Nie zanosi się na to, by zbliżające się Święta Wielkanocne poprawiły nastroje społeczne. Rząd Leszka Millera nie może się uskarżać tylko na jedno. Na brak recenzentów. Trudno się już przebić w powodzi utyskiwań. A jednak mimo dużej konkurencji na czoło recenzentów udało się wysforować byłej ekipie rządowej. Tym, którzy ubrali nas w buty po brzegi wypełnione kłopotami i tlącymi się ogniskami zapalnymi. No i co rusz gdzieś się pali. A wtedy najgłośniej krzyczą „pożar!” właśnie ci, którzy sami zostawili
Sen o Warszawie
Warszawa. Miasto, o którym marzą ci, którzy pragną wyrwać się ze swojej biedy i marazmu, w jakim tkwią, bo urodzili się nie tam, gdzie chcieliby. Symbol lepszego życia, szansa na karierę, dobrą pracę i duże pieniądze. Stolica widziana z takiej perspektywy ma wielką siłę przyciągania. Kusi możliwościami i wabi blichtrem. Znam te uczucia, bo sam trafiłem tu przed laty z nie tak małego przecież Chorzowa. I uległem swoistej magii tego miasta, podobnie jak tysiące innych przybyszów. Stąd dzisiejsza Warszawa jest bardziej
Jestem feministką
Pierwsza była Ewa. Z tym zgadzają się nawet najtwardsi mizoginiści. Także ci, którzy na co dzień obrzucają epitetami feministki. I nie wiedzą biedacy nawet tego, że femina z łacińskiego to kobieta, a feminizm znaczy tyle, co kobiecy. Wokół tego ruchu, sięgającego Wielkiej Rewolucji Francuskiej, wyrosło w Polsce wiele mitów. Słowem „feministka” manipuluje się, jak komu wygodnie. Dla środowisk prawicowych i kościelnych stało się ono uosobieniem wszelkiego zła. I jeśli tylko szatan chodzi po świecie, to przybrał on szatę polskiej
Czyje państwo?
Zamuleni drugorzędnymi szczegółami nie zawsze potrafimy zdefiniować obszar najostrzejszego sporu aktualnie toczącego się w Polsce. Sporu o to, jaka ma być współczesna rola państwa. Nie jakiegoś modelowego, hipotetycznego, ale tego realnego państwa, które mamy. A zwłaszcza o jego funkcje w przyszłości. Takie jest i będzie główne pole walki politycznej w Polsce. Kto z kim i o co walczy? Pełna odpowiedź na to pytanie precyzyjniej określi obszary i grupy interesów niż wszystkie dotychczasowe słowne deklaracje. Na co dzień przecież aż głowa puchnie






