Jerzy Domański
Kogucia bitwa na lewicy
Kogut ci ja najpiękniejszy z całej lewej grzędy. A ja najsilniejszy i mam bardziej czerwony grzebień. Tak można by opisać rywalizację Leszka Millera i Janusza Palikota o przyszłe przywództwo na lewicy. Zapowiada ona długą, wyniszczającą wojnę i klincz paraliżujący szansę na skuteczną konkurencję z PO. Stan lewicy po mobilizacji na 1 Maja jest taki sam jak przed Świętem Pracy. Ale lepszy niż przed rokiem. Byłby więc powód do małego optymizmu, gdyby nie ciągłe pyskówki między liderami i między ich najwierniejszymi żołnierzami. Nic dziwnego, że nawoływanie
Święto (bez)pracy
Jeszcze jest w kalendarzu. Oznaczone na czerwono. Jak każde legalne i oficjalne święto państwowe. Święto Pracy. Dla młodych to prehistoria i egzotyka. Dla prawicy – komunistyczny skansen, pozostałość po minionym systemie. A dla tej części lewicy, która wyprowadziła sztandar i zamieniła czerwień na delikatny róż, 1 Maja to kłopot. Wypada coś zrobić. Ale co? Garstka ludzi na pochodzie to tylko oznaka słabości. A tych kilka dni wolnego bardziej zachęca do wyjazdu niż do manifestacji. Coś więc będzie, ale raczej z poczucia obowiązku
Dlaczego nie wierzą władzy?
Nad grobami trzeba milczeć. Zawsze. Nie może więc być pobłażania dla awanturników, którzy trumien chcą używać dla ambicji politycznych. Jakie trzeba mieć zasady, by w rocznicę tragicznej śmierci ofiar katastrofy smoleńskiej demonstrować, niosąc plakaty z szubienicami i wyzywając przeciwników od zdrajców i zbrodniarzy? Wiele może być sposobów obchodzenia tej tragedii. Ale ten, który pokazało PiS, mylące żałobę z wiecowymi wrzaskami, prowokuje do bardzo ostrych ocen. I słów, których chciałoby się uniknąć. Choćby z poczucia wstydu za sprawców tych wydarzeń.
Bomba tyka w szarej strefie
– Mam umowę-zlecenie na 300 zł miesięcznie, a tysiąc dostaję w ratach pod stołem – mówi pracownik warszawskiej hurtowni. – Mam umowę na 50 zł za 12 godzin pracy – mówi ochroniarz ze stolicy. Szczęśliwcy, bo ponad 2 mln bezrobotnych nie ma żadnych umów. Wielu pracuje oczywiście na czarno. Bez ubezpieczenia i ZUS. Jakie ci ludzie mogą mieć w przyszłości emerytury? Szara strefa w Polsce znowu staje się problemem. Znowu, bo po początku lat 90., kiedy ta plaga zakwitła,
Pożytki z gadania
Wiadomo już, co będzie głównym tematem rozmów rodaków przy wielkanocnych stołach. Emerytury. Emocje nie opadają. Każdy mówi swoje, ale niestety logicznej całości nie da się z tego ułożyć. Nie ma zgody nawet w ocenie obecnego systemu emerytalnego. Dość oczywiste stwierdzenie, że z powodów demograficznych nie da się utrzymać dotychczasowego wieku emerytalnego, jest kontestowane przez związki zawodowe i opozycję polityczną. Co wynika z debaty nad wnioskiem o referendum? Rosnące przekonanie, że polskie sprawy nie idą w dobrym kierunku. Że PiS, główna
Kłopoty to specjalność PO
Mam po ostatnich wydarzeniach dwie niewesołe refleksje. Pierwsza dotyczy emerytury i nieuchronności momentu, w którym dopadnie ona każdego. Niezależnie od systemu jej naliczania i wyniku referendum. A druga, że każdemu premierowi, nawet temu, który nie ma z kim przegrać, bije dzwon. Zobaczyliśmy, że droga od hołdów składanych premierowi przez egzaltowanych pracowników mediów do ich żartów i kpin z niego jest krótka. To, co było miłe w sprawowaniu władzy, premier Tusk ma już za sobą. Może z tym żyć i jeszcze długo rządzić, gdyby nie stało się
Wrócił butny Ziobro
W polityce jak na karuzeli. Raz na górze, raz na dole. Latem 2008 r. Zbigniew Ziobro był płaczącą bidulą. Kamery pokazywały przerażonego człowieka, który bał się konsekwencji swoich rządów. Bo nawet taki cynik jak on nie mógł zapomnieć o tragicznej śmierci Barbary Blidy, którą zaszczuwała ekipa jego współpracowników będących z nim w stałym kontakcie. W głowie miał długą listę uczciwych prokuratorów, którzy odeszli ze służby, bo nie chcieli wykonywać jego politycznych zleceń. I listę dziennikarzy, których kazał podsłuchiwać, bo pisali
Wszyscy za, a nawet przeciw
Ledwo co przyszedł, trochę się rozejrzał i butnie ogłosił: Rozwalę ten mur. Jakież to proste. Wystarczyło, że premier powołał Jarosława Gowina na ministra sprawiedliwości, o czym sam nominat nigdy wcześniej nie myślał, by urodził się nowy rewolucjonista. Nietypowy. Na początek Gowin ma uwolnić zawody regulowane dodatkowymi przepisami. Mają zniknąć wszystkie obecne wymagania albo ich część. Pełna deregulacja zawodów akurat w wydaniu Gowina nie dziwi, bo przecież sam jest beneficjentem takiego myślenia. Jako pierwszy w historii
Fałszerze i strachliwa lewica
Są takie sytuacje, w których słowa muszą być twarde. Na miarę tego, co się dzieje. Bo jak inaczej niż tendencyjną szmirą nazwać to, co przy okazji Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych robi Instytut Pamięci Narodowej. Czy historia pisana według potrzeb „prawdziwych patriotów”, jak z upodobaniem nazywają siebie szczególnie zajadli paszkwilanci, ma zdominować debatę publiczną? Czy taśma produkcyjna kierowana przez Łukasza Kamińskiego i Andrzeja Paczkowskiego ma być wyznacznikiem prawdy i standardów naukowych? Taśma, która, urągając rozumowi i statutowi
Serio czy na pokaz?
Słodko, słodko, coraz słodziej. Za nami tydzień umizgów i szczerzenia zębów do kobiet. Codziennie jakieś spotkania. Im większa grupa pań, tym lepiej, bo więcej kamer. A że nie było katastrofy i nawet Rutkowski ucichł, to medialną lukę wypełnił premier. Pomiędzy dowiadywaniem się, co od stu dni robią jego ministrowie, premier dotarł do Parlamentarnej Grupy Kobiet. A wicepremier Pawlak zapowiedział rundę wyjazdów do pielęgniarek, nauczycielek i rolniczek. To niecodzienne zainteresowanie problemami kobiet nie oznacza przyśpieszenia obchodów 8 marca.






