Pożytki z gadania

Pożytki z gadania

Wiadomo już, co będzie głównym tematem rozmów rodaków przy wielkanocnych stołach. Emerytury. Emocje nie opadają. Każdy mówi swoje, ale niestety logicznej całości nie da się z tego ułożyć. Nie ma zgody nawet w ocenie obecnego systemu emerytalnego. Dość oczywiste stwierdzenie, że z powodów demograficznych nie da się utrzymać dotychczasowego wieku emerytalnego, jest kontestowane przez związki zawodowe i opozycję polityczną. Co wynika z debaty nad wnioskiem o referendum? Rosnące przekonanie, że polskie sprawy nie idą w dobrym kierunku. Że PiS, główna partia opozycyjna, świadomie, celowo zmierza do zwarcia i przyspieszonych wyborów. Język polityków staje się coraz bardziej konfrontacyjny. To, że w takiej sprawie jak reforma emerytalna mało jest zadowolonych, nie jest problemem. Wręcz przeciwnie, bo tylko w otwartej debacie i w sporach może się rodzić sensowny kompromis. A jest on możliwy.

Zaczęła koalicja rządowa, która potrafiła się porozumieć mimo dużych różnic programowych. Wbrew opozycji nie uważam tego porozumienia za spektakl teatralny, w którym PO i PSL zagrały wcześniej umówione role. W polityce jest oczywiście wiele teatru, ale podejrzewanie liderów tych partii o umiejętności aktorskie godne Oscara jest zabawne. A różnice między PO i PSL w sprawach emerytalnych widać gołym okiem, bo zostały dość szczegółowo opisane. W przeciwieństwie do tego, co proponuje opozycja. Jej okrzyki „Nie!” czy „Nie pozwalam!” nijak bowiem nie wpłyną na naszą sytuację demograficzną. By ją zmienić, potrzebne są zupełnie inne działania.

Choć z gadania też są pożytki. Spór o emerytury może być jałową pyskówką dyktowaną politycznymi ambicjami, ale może również się stać forum edukacji obywatelskiej. Ścierania się wszelkich możliwych projektów. Walką na fakty i argumenty, na prognozy i wyliczenia. Ma to sens, bo wiadomo, że im ludzie mają więcej wiedzy, tym trudniej nimi manipulować. Społeczeństwa wiedzy są bardziej racjonalne i oczywiście efektywniejsze społecznie. Teoretycznie wszyscy politycy wiedzą, że im więcej rzeczowych rozmów, tym łatwiej o poparcie dla proponowanych projektów. A jak jest w praktyce? Mało kto się do tego stosuje. Dlaczego? Bo taka postawa wymaga dużego wysiłku, wielu zabiegów i pokory wobec każdego rozmówcy. Są tacy politycy. Mniej, niestety, widoczni, bo robią właśnie to, o czym piszę. Im to, a zwłaszcza naszym Czytelnikom i Autorom, życzę miłych Świąt.

Wydanie: 14/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy