Felietony
Powtórka ze sprawy Oleksego
Widząc na ulicy rozrabiających dresiarzy, spokojny mieszkaniec Chrzanowa czy Supraśla postąpi rozsądnie, schodząc im z oczu. Strach w takim przypadku będzie jego najlepszym doradcą. Czy ci, którzy mu zagrażają, mają prawo żądać, aby się nie bał? Wychodząc z domu, przeważnie zamykamy mieszkanie na klucz. Jest to niewątpliwy dowód, że czegoś się boimy i coś mamy do ukrycia. W życiu codziennym, praktycznym i prywatnym, nikt by z tego nie wyciągnął wniosku pochlebnego dla tych, których ludzie się boją, i niepochlebnego dla zamykających swoje
Psia wiara
Zapewne zarykuje się ze śmiechu Lew Rywin, słuchając obrad specjalnej sejmowej Komisji Śledczej powołanej, aby wyjaśnić jego sprawę. Ruch mięśni brzucha wywołują mu ruchy zwojów mózgowych pana posła Ziobry z partii zwanej Prawem i Sprawiedliwością. Coraz bardziej popularnym wirusem atakującym parlamentarzystów jest ten wywołujący chorobę telewizyjną. Przeogromną chęć pokazywania się w telewizji. Bo telewizja potrafi wykreować każdego. „Frytkę” Frykowską, Jana Marię Rokitę, Klaudiusza, Kamela, Sebka Florka,
Córki Ewy – matki Europy I
Książka nosi polski tytuł „Siedem matek Europ”, ale w angielskim oryginale brzmi to inaczej – „Siedem córek Ewy”. Tytuł polski jest trafniejszy – przełożył Krzysztof Kurek, wydał Amber, chwała mu za to. Po prawdzie początkowo nawet nie bardzo chciałem czytać, ale rzecz okazała się tak pasjonująca, że chyba nawet jeden felieton jej poświęcony nie bardzo wystarczy. Książka jest owocem najnowocześniejszych badań i metod, opiera się na przełomowych odkryciach, a opowiada o historii Europejczyków z punktu widzenia
Władza i kasa – nowe ideały
Zapiski polityczne 6 lutego 2003 r. Sprawa Lwa Rywina została sztucznie rozdęta nie tylko dlatego, że prasowe szmirusy mogą łatwo wyrabiać wierszówkę, ale – jak to już na tym miejscu przewidywałem – będzie ona areną do popisów sprawności opozycyjnej w rozbijaniu znienawidzonej władzy lewicy w Polsce. Nasz kłopot z tak zwaną opozycją, której spora część ponosi odpowiedzialność za doprowadzenie państwa na skraj katastrofy – otóż ten kłopot to niezbity fakt, iż owa opozycja wcale nie dąży do eliminowania ewentualnych
Wojna, ale nie tylko
Mój znajomy twierdzi, że prawdziwym celem wojny z Irakiem nie jest ropa, jak się najczęściej sądzi, ani też nie jest zlikwidowanie sporej siły militarnej, mogącej zagrozić Izraelowi, jak sugerował to w „Przeglądzie” prof. Łagowski, lecz skłócenie Europy. Za tezą tą miałoby przemawiać m.in. dziwaczne zachowanie Stanów Zjednoczonych, które pałając nieprzepartą chęcią do wojaczki per fas et nefas, zgromadziwszy w Zatoce Perskiej imponującą armię i flotę, ciągle jednak nie rozpoczynają wojny w oczekiwaniu na rozwój zdarzeń na naszym kontynencie. Osobiście nie jestem
Na krawędzi wojny
Świat stanął na krawędzi wojny. Ameryka jest już gotowa do starcia z Irakiem. A do rozlicznych podziałów między ludźmi i między państwami doszedł jeszcze jeden. Fundamentalny w istocie podział na zwolenników i przeciwników tej wojny. Tyle że nic z tego, co się wokół owego dramatu dzieje, nie jest jednoznaczne. Białe lub czarne, dobre lub złe. Sami Amerykanie mówią, że wojna to ostateczność. Że to mniejsze zło. Mało za to mówią o globalnych interesach, o złożach irackiej ropy naftowej i o kompleksie wojny z Irakiem
Lizanie prawdziwej śmierci
Teledelirka to bardzo łagodne określenie medialnych wstrząsów, jakie mają miejsce w mediach. My chwytamy za pilota, a nas strach łapie za gardło, gdy zadajemy sobie pytanie: czy już dziś wojna się zaczęła? Trudno oglądać wykreowany świat, gdy ten prawdziwy przynosi nam porażające obrazy i dźwięki, tak dotkliwie ciekawe. Cierpi na tym zwłaszcza teatr telewizyjny. Wydaje się papierowy i fałszywy, a ramoty pełne wybitnych twarzy wywołują wybitną refluksję. Stary może być „Ożenek” czy „Rewizor” Gogola, te sztuki
Jak nie kijem go, to prawem
Szczerze mówiąc, powoli tracę ochotę do pisania felietonów, ponieważ zauważam pierwsze oznaki obłędu związane z nadmierną chęcią zrozumienia naszych czasów, by potem w lekkiej i przystępnej formie przekazywać czytelnikom plony tej stresującej roboty. I czuję, że powinienem zaszyć się w jakiś kąt, gdzie nie ma prądu i kiosków z gazetami, albo wyjechać z kraju co najmniej na dwa tygodnie, żeby utrzymać przynajmniej cząstkę równowagi psychicznej, bo doszedłem do wniosku, że skoro moje państwo jest normalne – a podkreśla cały czas, że jest – to obłęd
Chińskie dziwo
Czego trzeba do wszechstronnej satysfakcji erotycznej? Nie jest tego mało. Przede wszystkim dzwoneczek birmański, który należy włożyć głęboko do pochwy. Ekscytująca maść, którą smaruje się pępek. Srebrny usztywniacz dla mężczyzny, obrączka siarczana z piórkami, pas biodrowy z ziołami i kapturek nażołędny, a także magiczny afrodyzjak wydłużający męskość do dwóch stóp, świadoma rzeczy partnerka, sześć żon i 20 nałożnic. Dopiero wtedy można poważnie myśleć o seksie. Tak przynajmniej dowodzi chińska powieść z XVI
Prawnicy na bocznicy
Prawnicy odgrywali w dawnej Polsce znaczącą rolę. Franciszek Zabłocki, autor żyjący w latach 1752-1821, tak oto pisał o zawodzie jurysty: „Stan prawny, indziej ze zwyczaju i potrzeby cierpiany, zawsze w naszym kraju miał swe poważnie. W tej to niegdyś szkole młódź szlachecka obszerne miała sławy pole. W senacie, w interesach, w izbie i kościele” („Zabobonnik”, 1781). W dzisiejszej Polsce prawnicy nie mają wpływu na bieg spraw publicznych. Jest tak przede wszystkim dlatego, że w Sejmie i Senacie niewielu jest przedstawicieli






