Powtórka ze sprawy Oleksego

Powtórka ze sprawy Oleksego

Widząc na ulicy rozrabiających dresiarzy, spokojny mieszkaniec Chrzanowa czy Supraśla postąpi rozsądnie, schodząc im z oczu. Strach w takim przypadku będzie jego najlepszym doradcą. Czy ci, którzy mu zagrażają, mają prawo żądać, aby się nie bał? Wychodząc z domu, przeważnie zamykamy mieszkanie na klucz. Jest to niewątpliwy dowód, że czegoś się boimy i coś mamy do ukrycia. W życiu codziennym, praktycznym i prywatnym, nikt by z tego nie wyciągnął wniosku pochlebnego dla tych, których ludzie się boją, i niepochlebnego dla zamykających swoje mieszkanie na klucz. Czy osoba zdrowa na umyśle mogłaby twierdzić, że ukrywanie się przed niebezpiecznymi osobnikami znaczy tyle, co przyznanie się do winy? Tylko w polityce można spotkać tak przewrotne poglądy.
„Rzeczpospolita” pisze w tytule: „Pośród posłów SLD panuje jakiś strach”, a w tekście znajdujemy dopowiedzenie, że widocznie SLD ma coś do ukrycia. W telewizji Kaczyński po swojemu wnioskuje, że ukrywając coś (billingi, książkę wejść i wyjść), SLD tym samym przyznaje się do winy. Kaczyńscy, podobnie jak Lepper, robią karierę za pomocą insynuacji i oskarżeń i udają oburzenie, że ich potencjalne ofiary próbują przed nimi zamknąć swoje pomieszczenia.
Nie mam sposobności spotykać posłów SLD i nie wiem, czy pośród nich panuje jakiś strach, raczej wątpię, żeby panował. Faktem jest, że SLD uchował się jako jedyna partia, która nie posługuje się groźbami, nie wszczyna kampanii oskarżycielskich, jedyna, która nie budzi lęku. Nie chciałbym, aby była inną, nawet gdyby miała nadal pozostawać obiektem agresji mediów, partii solidarnościowych i Kościoła. To, co „Rzeczpospolita” nazywa strachem, według mojego rozeznania jest polityką uprawianą według maksymy: „Nie drażnić dzikich zwierząt”. Dzikich zwierząt może już nie ma, ale są kozy skaczące na pochyłe drzewo. Jeżeli panowie politycy z partii postsolidarnościowych i Samoobrony chcecie, aby pośród posłów SLD nie panował „jakiś strach”, to dajcie dowody, że jesteście sprawiedliwi, obiektywni, że kierujecie się interesem społecznym, że szanujecie prawo, że – jednym – słowem można bezpiecznie przejść obok was na ciemnej ulicy.
W czasach stalinowskich osoba, której nazwisko zostało wymienione w śledztwie choćby całkiem przypadkowo, była już tym samym oskarżona. Jakim prawem osoby wymienione przez Lwa Rywina w jego podstępnej rozmowie z przedstawicielami Agory są stawiane w stan oskarżenia i jakim prawem oszczercy żądają od nich oczyszczania się z oszczerstw? Bronisław Geremek mówi, że „dochodzenie powinno dotyczyć (…) rządu i wymienionego tam z nazwiska premiera”. Afera Rywina uwidacznia z grubsza ten podział stanowisk, jaki wystąpił podczas afery wokół Oleksego. Geremek wówczas strofował Oleksego, że zbyt często występuje w swojej obronie. Teraz wraca do swojej ówczesnej roli. Jego zdaniem, nie tylko Miller powinien być objęty śledztwem jako podejrzany, ale całe jego ugrupowanie polityczne: „Podstawową sprawą jest to, że powstaje poważna komisja śledcza i wbrew tradycjom demokratycznym na jej czele staje przedstawiciel ugrupowania, które powinno być przedmiotem dochodzenia komisji śledczej” („Gazeta Wyborcza”, 29.01.br.). Jeżeli śledztwo ma objąć całą partię, a nawet dwie partie, bo przewodniczący komisji należy do Unii Pracy, to przestaje być śledztwem i zmienia się w selektywny terror przeciw postpeerelowskiej lewicy.
Liderzy SLD bardzo pospieszyli się z oceną, że podział na obóz postpeerelowski i solidarnościowy nie ma już realnych podstaw i powinien być zastąpiony podziałem na orientację „proeuropejską” i „antyeuropejską”. Zacierając jałowe, ich zdaniem, podziały, biorąc w obronę nie swoje interesy i przystosowując się do przeciw sobie urobionego obrazu rzeczywistości, rozluźnili związki ze swymi wyborcami, nie zyskując w zamian żadnych względów ani w kręgach klerykalnych, o które nie wiadomo po co zabiegają, ani – jak widzimy – u Geremka, czyli proeuropejskiej części „Solidarności”.
W związku z aferą Rywina interesujący pogląd przedstawił w „Przeglądzie” Jacek Kuroń, ale to, co w jego wypowiedzi jest zaciekawiające („po cichu dokonano zmiany ustroju – demokracja została zastąpiona przez biurokratyczną plutokrację”), wcześniej i jaśniej powiedział, też w „Przeglądzie”, Karol Modzelewski. Zastanawiając się, dlaczego lewicowy rząd nie potrafił zmienić odpowiednio do potrzeb kraju zastanej polityki pieniężnej, Modzelewski stwierdził: „Jeżeli rząd przestraszył się siły kapitału finansowego, który już nas trzyma za gardło – gdybyśmy mu zabrali to eldorado związane z polityką pieniężną, mocniej by nas ścisnął za gardło, powodując w Polsce głęboki kryzys walutowy i wstrząsy gospodarcze – to znaczy, że utraciliśmy istotną część gospodarczej niezależności”. Oto wskazówka, gdzie powinien szukać „grupy trzymającej władzę” ktoś, kto chce jej szukać.
Tymczasem mamy taką oto sytuację, że poważne twierdzenia odpowiedzialnych ludzi są przemilczane, natomiast uwaga wszystkich mediów i całej opozycji kieruje się na półsłówka wypowiedziane przez Rywina w celu oszukania rozmówcy.

 

Wydanie: 7/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy