Felietony
Dlaczego Kwaśniewski
Z a kilka dni w wyborach prezydenckich zadecydujemy, kto będzie prezydentem RP na najbliższe pięć lat. Ten wybór to nasza suwerenna decyzja. W demokratycznym kraju wybory dla każdego obywatela są szansą na powiedzenie tego, co naprawdę myśli. Poprzez kartkę wyborczą ujawniamy nasze preferencje programowe i obdarzamy zaufaniem konkretnych ludzi. To wielkie i ważne prawo obywatelskie. Ale także odpowiedzialność. Nieobecność przy urnie to zdanie się na przypadek. Na opinie innych. Wybory prezydenckie to zbyt ważna sprawa, by ją oddać walkowerem. Zwłaszcza
Szczał zza krzaka
Tak właśnie określił styl prezydenckiej kampanii wyborczej jednego z mniejszościowych kandydatów mój wiejski (ale całkiem, całkiem rozgarnięty) znajomy. Mocno powiedziane, ale to trafna opinia – w tzw. kampanii negatywnej chodzi o “umoczenie” wiodącego kandydata w prawne, polityczne i moralnie naganne konteksty. Mówiąc językiem bardziej uczonym, chodzi o stworzenie tzw. negatywnego skryptu poznawczego i negatywnej narracji na temat najgroźniejszego konkurenta. W tym sensie obecna kampania wyborcza toczy się od wielu miesięcy przed jej formalnym ogłoszeniem. A zatem mieliśmy
Prawdziwe oblicze prawicy
Straciliśmy trzech ważnych dla kraju ludzi. Księdza Tischnera, prof. Jana Karskiego i Jerzego Giedroyca. Nie wiem, dlaczego powszechnie mówimy Giedroycia, skoro nazwisko pisze się, sprawdzałem w herbarzu Niesieckiego, Giedroyc. C na końcu, a nie ć, ale niech będzie. Napisano o nich setki, może nawet tysiące banalnych pochwał. Brali się za nie nawet ci, co pana Jerzego uważali w stosownym czasie za śmiertelnego wroga Polski. Teraz pisali, że zbawca ojczyzny. Za najważniejszego z tych, co właśnie zmarli, uważałem ks. Tischnera, gdyż swoimi kazaniami
Azyl pod togą prokuratora
Spory szmat życia spędziłem w Sejmie. Zajmowałem się różnymi sprawami, a jako wicemarszałek miałem sporo kontaktów z Najwyższą Izbą Kontroli. Mieliśmy szczęście z wyborem prezesów tej Izby. Znakomicie sprawiał się wybitny prawnik, profesor Lech Kaczyński, a później doświadczony sędzia, Janusz Wojciechowski, wyróżniający się niezwykłą sumiennością w wykonywaniu swych trudnych obowiązków. Sędzia, a wpierw poseł, Wojciechowski ma tę zaletę, iż w każdej sprawie, w każdym podejrzeniu o nieprawidłowe działania domaga się od swoich podwładnych niezbitych dowodów
Idol czy ideol
Zastanawiam się, jak to możliwe, żeby przy tak ogromnym nakładzie wysiłku i kosztów, jak na ten przykład reklama przewodniczącego w “Gazecie Wyborczej”, która to gazeta przytomnie zaznaczyła, że za treść ogłoszeń firmy KRZAK-TAK nie odpowiada, kandydat Marian Krzaklewski miał tak niskie poparcie. Niższe nawet niż ma jego własna partia. Tu bowiem odnotowujemy circa, jak mawiał Gomułka, 20%, a poparcie pana Maryjana waha się od circa do circa, w górnej strefie stanów średnich, do pułapu 8%, łącznie z takimi atutami jak
Ciąża? Nie zauważyłem
ZAKAZANE MYŚLI KOBIET Każda potworna historia dzieciobójstwa ma jeden wspólny element – dochodzi do niej, bo żąda tego mężczyzna. Zapoznałam się z takimi ponurymi historiami ostatnich lat. Z punktu widzenia obecności w nich mężczyzny, można podzielić je na parę grup. W pierwszej grupie w ciąży jest dziewczyna, której łatwo można udowodnić lekkie życie seksualne. Gdy zabije dziecko i zostanie zatrzymana, nikt jej nie pyta, czy szukała pomocy u partnera. Taka dziewczyna nikomu nie opowie, jak ją spławił, wyśmiał
Czy nie za dużo bujania?
Kto by się spodziewał, że w zlaicyzowanej Europie przechowała się potrzeba zbawienia? Gdy Watykan ogłosił deklarację, że tylko Kościół katolicki może dać pełne zbawienie, protestanci, nomen omen, zaprotestowali i była to reakcja naturalna. Ale mocno krytyczne głosy odezwały się również w prasie lewicowej i liberalnej, także polskiej. Wydaje mi się, że zazdrość z powodu katolickiego monopolu na udzielanie zbawienia zauważyłem nawet w aż za bardzo odnowionym Sojuszu Lewicy Demokratycznej i kręgach zbliżonych. Poruszenie było znaczne, być może wpłynęły skargi
Co by tu jeszcze spaprać?
Co radzi policja kobietom, które znajdują się w niebezpieczeństwie? W żadnym wypadku nie powinny krzyczeć: Ratunku!, bo szanse na pomoc są znikome. Trzeba głośno krzyczeć: Pożar! Pożar! Wiele wskazuje na to, że z takiej metody coraz częściej korzystają instytucje rządowe, mające problemy z wynikami kontroli. Ostatnio rozwiązał się istny worek ataków na Najwyższą Izbę Kontroli. Najmocniej zareagowała Ewa Lewicka, pełnomocnik rządu ds. reformy emerytalnej. W prokuraturze złożyła doniesienie o przestępstwie prezesa Izby. Wicepremier Komołowski nie wpuścił
Warszawa
Na wstępie pragnę uprzejmie zawiadomić moich PT Czytelników, że oto wyjeżdżam na urlop. Pociągnie to za sobą dwie konsekwencje: pierwszą, że i Państwo będziecie mogli odpocząć od mojej tu pisaniny, drugą zaś, że nie będę oglądał z bliska wyborów samorządowych w warszawskiej Gminie Centrum. Wybory te zaś wydają mi się ważne nie tylko dlatego, że następują po niesłychanym bałaganie, jaki wprowadziła do rządów w Warszawie interwencja premiera Buzka, mianowanie komisarza i cała związana z tym kołomyjka, zakończona w rezultacie rozpadem koalicji AWS-UW, ale także dlatego, że otwierają one cykl
Witaj, bolszewio!
Do władzy powraca mentalność bolszewicka. Jej istotą jest głęboko ugruntowane przeświadczenie, iż prawo ma służyć panującej aktualnie władzy, gdyż nie ma ono samoistnego bytu, nie jest nadrzędną wartością w procesie kształtowania ustroju państwa. Co ciekawe, to fakt, iż ludzie prawicy głoszący powszechnie swą nienawiść już nie tylko do komunizmu, ale nawet do każdego śladu lewicowej troski o społeczeństwo – tak łatwo i bez najmniejszych oporów akceptują i realizują w praktyce wiele zasad wziętych z bolszewickiego arsenału środków sprawowania władzy. Osławiona ostatnio ustawa uwłaszczeniowa







