Tomasz Jastrun
Melancholia
W poniedziałek po wyborach obudziłem się w depresji. I chociaż w kupie raźniej, wcale nie pocieszyło mnie, że miliony rodaków są w tym samym stanie. Tąpnięcie cywilizacyjne zagwarantował nam mieszkaniec wsi, z podstawowym wykształceniem, emeryt z rejonów, które były kiedyś carskim zaborem, z reguły pożeracz telewizji rządowej i słuchacz disco polo. Moje dzieci załamane, bardzo przeżywały chwilę ogłaszania wyników. Z powodu naszego przejęcia, a też dlatego, że miały obiecanego McDonalda, jeśli Trzaskowski wygra. Jestem w wieku, kiedy kurczy
Gorycz porażki i nędza zwycięstwa
Odnajduję starą znajomą, rozmawiamy po raz pierwszy od kilkunastu lat. Serdecznie, jakby te lata nas nie dzieliły. Jej córka, śliczna nastolatka, która przez chwilę była mi bliska, ma już lat 50. Pamiętam tylko tę dawną, nie widzieliśmy się od tamtego czasu. Obcięła wtedy dla mnie w nagłym odruchu kosmyk złotych włosów, noszę go ze sobą w pamięci. Mieszka daleko, wyjechała z Polski. Patrzę na jej obecną fotografię serdecznie, ale jestem wstrząśnięty. Wszyscy jesteśmy wsysani przez otchłań czasu. Jeśli nie ogląda się
Mordobicie, a nie szachy
Płyniemy kajakami Czarną Hańczą, ładnie i pusto, bo to jeszcze nie sezon. Ostrzegano nas, by przez pomyłkę nie popłynąć na Białoruś, i moje dzieci zaczęły się bardzo bać tej Białorusi. Po 12 km nagły hałas zasugerował, że dopływamy do wodospadu. Franio zdążył zrobić mi awanturę, że wiodę go na śmierć. Ale to tylko śluza. Nie ostrzeżono nas, że po drodze będą dwie. Początek Kanału Augustowskiego. Budowany w latach 20. XIX w., czyli w epoce Królestwa Polskiego, pracami kierował gen. Ignacy Prądzyński, potem przywódca powstania listopadowego. Kanał
I po wyborach
Z małego wzgórza widok na jezioro, pomost i białą łódkę. Pusto i cicho. Są jeszcze takie miejsca. W tym drewnianym domku co chwila odkrywam nowe, niezwykłe szczegóły, każdy element przemyślany, zwykle ręcznie robiony przez dawnego właściciela. To było małżeństwo malarzy. I ten domek jest dziełem sztuki. Oni nie żyją już od wielu lat. Trudno o coś bardziej smutnego niż piękne rzeczy zostawione przez zmarłych, które zapominają swoich właścicieli, w obcych rękach blakną i też umierają. Zdumiewające
Na progu
Czytam przedostatni tom dzienników Sándora Máraiego. Ma 69 lat, a już czuje się stary. Stary nie na żarty. A jak jest ze mną? Też mam 69 lat. Czuję się chyba mniej stary niż Márai. Ale jestem na progu, chyba już po drugiej jego stronie. Mój ojciec miał niewiele ponad 30 lat, gdy pisał z ubolewaniem „w moim wieku”. W XIX w. już 50-latek uchodził za starego człowieka. Rozumiem Máraiego, gdy pisze: „W starości jest jakiś
Uczeń Spinozy
Ukazała się moja książka, najgrubsza z dotychczasowych, zatytułowana „Mimo wszystko” – 800 stron. Mam żal do takich książek, patrzę na nie jak na ładne kobiety, które się zaniedbały i roztyły. Tu patrzę tak jakby na siebie. To zbiór felietonów drukowanych w tygodniku „Newsweek” w latach 2007-2012. Zdałem się na redaktorkę i do nich nie zajrzałem, gdy książka była szykowana do druku. Czułem coś w rodzaju niechęci do tych tekstów, lęk, że przez ten czas się zepsuły. Teraz z obawą zaglądam do środka. I niespodziewanie wciąga
Niepodanie ręki
Jurek Pilch nie żyje. To było jakieś wyjście z pułapki postępującego parkinsona, który go dręczył i upokarzał. Nikt mnie nie wykpił jak on w felietonie przed laty, to było chamskie, tak myślałem. Nie byłem tu oryginalny, ci, z których kpiłem w swoich felietonach, myśleli o mnie: „Co za bydlę!”. Najbardziej mnie chyba wkurzyło, że w finale napisał, że nie potrafię pisać. Przecież to nonsens, prawda? Spotkaliśmy się potem, po raz pierwszy w życiu, w szatni – graliśmy w piłkę nożną z redakcją „Polityki”. „Gniewamy się?”, zapytał z obawą. Wahałem się:
Róże i groby
Coraz bardziej lubię kwiaty i nasz ogród. Kiedyś kwiaty wydawały mi się zbyt piękne, uciekałem od nich, traciłem oddech, dławiła mnie ich uroda, szczególnie róż. Przypomina mi się zabawny wiersz Tuwima „Róża”. Przypatrując się jej kształtom, Barwie, płatkom, pączkom, listkom, Nawet cierniom – myślę: gwałtu! Jakież to prześliczne wszystko! Jakież to bez skazy wszystko! Jaka w niej perfekcja sroga, Różo, różo, formalistko! Różo, różo, bój się Boga! Pandemia
Wojna nadal się tli
Afera w Trójce już do dna wykomentowana. Cieszy mnie skala oburzenia. Ale żadnych zdziwień. Został uruchomiony mechanizm typowy dla każdego totalitaryzmu, tu on częściowy, bo tylko w mediach rządowych, jednak z naturalną tendencją, by zakazić wszystko wokół. Nie dziwi, ale porusza, jak łatwo, jak szybko podlą się ludzie. Za poprzedniego PiS – wtedy nie było bojkotu mediów publicznych – Krzysztof Czabański, ówczesny szef radia, a teraz wielka medialna figura, zaproponował mi stałą audycję w Programie I. Odebrano
Świetna pamięć prezesa
Żona tłucze zabytkową karafkę z wiśniową nalewką, ta nalewka też miała wiele lat, bo u nas alkoholu prawie się nie pije. Pamiętam dłoń mamy – miała piękne dłonie – jak z tej karafki nalewa domowej roboty nalewkę z tarniny do kieliszka Zbyszka Herberta, a Kasia, żona poety, patrzy na to z wielkim niepokojem. Herbert był uzależniony od alkoholu. Te małe kieliszki stoją w szafce całe i zdrowe. Tak odchodzą w przeszłość przedmioty, zostają jeszcze przez chwilę wspomnienia. Nie mam do żony żalu,







