Ceny w ryzach

Według prognoz NBP, w najbliższych latach zarówno wzrost gospodarczy, jak i inflacja w Polsce wyniosą ok. 3%

Polacy narzekają na drożyznę, ale zachowują się racjonalnie. Dlatego też oczekiwania inflacyjne w naszym kraju są zbliżone do rzeczywistego poziomu inflacji, a żadna eksplozja cen ani recesja nam nie grożą – takie są podstawowe wnioski z debaty poświęconej temu, jaki wpływ na gospodarkę mają inflacja rzeczywista i inflacja postrzegana. Debata została zorganizowana przez Narodowy Bank Polski i Towarzystwo Ekonomistów Polskich na Wydziale Ekonomii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
Sprawa jest ważka, bo jak przypomniał przewodniczący TEP Ryszard Petru, to właśnie hiperinflacja z lat 20. doprowadziła Hitlera do władzy. Dziś jest spokojniej, nawet inflacja w Zimbabwe, wynosząca jeszcze trzy lata temu 231 mln procent (w obiegu były banknoty trzymiliardowe, pieniędzy nie liczono, lecz je ważono), obecnie spadła do 3%.

Choć media straszą
Jak wyjaśnił Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprzewodniczący TEP, różnica między inflacją postrzeganą a rzeczywistą jest taka jak między pogodą odczuwaną a rzeczywistą. Ludzie stojący na wietrze zwykle odczuwają większy chłód, niż pokazują to termometry. Natomiast poziom cen postrzegamy zwykle przez pryzmat tego, na co wydajemy najwięcej i najczęściej – czyli żywności (stanowiącej ok. 25% koszyka przeciętnego Polaka) i energii (ok. 15% koszyka). Gdy te dobra drożeją w tempie powyżej średniej, częściej mówimy, że „wszystko drożeje”.
Uczestnicy debaty zauważali jednak, że Polacy, mimo że media nakręcają spiralę strachu przed drożyzną – niekiedy bez złych intencji, lecz z powodu niemożności znalezienia lepszych tematów – już się uodpornili na hiobowe przepowiednie. Jarosław Jakubik, zastępca dyrektora generalnego Instytutu Ekonomicznego NBP, ocenia, że straszenie ze strony mediów wprawdzie wywiera pewien wzrost oczekiwań inflacyjnych, ale nie powoduje znaczących zmian w zachowaniach konsumpcyjnych. Zdaniem ekonomisty Michała Zielińskiego, nauczyliśmy się nie wierzyć gazetom i nie szturmujemy sklepów, żeby zrobić zakupy, zanim coś rzekomo zdrożeje.

Mimo niemieckiej recesji
Sytuacja gospodarcza Polski w dużej mierze zależy od tempa rozwoju naszych największych partnerów. Ewentualna recesja w RFN wcale nie musi jednak ciągnąć w dół i Polski. Biedniejący Niemcy będą bowiem kupowali więcej tańszych towarów, czyli polskich, co może sprzyjać naszemu eksportowi.
Prognozy, sporządzane zarówno przez NBP, jak i przez inne wiarygodne instytucje, przewidują, że w najbliższych latach wzrost gospodarczy w Polsce wyniesie ok. 3%, na takim samym poziomie ukształtuje się też inflacja. I nie ma podstaw, by im nie wierzyć.

Wydanie: 47/2011

Kategorie: ABC BANKOWOŚCI, część II

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy