Chlebem i solą? Nie, drutem i celą

Chlebem i solą? Nie, drutem i celą

Rozmowa z polskim drutem kolczastym na granicy z Białorusią

Od kilku dni jesteś na ustach wszystkich…
– Najczęściej jestem na rękach, dłoniach, nogach, udach, stopach, plecach, pośladkach, brzuchach. Twarzach i głowach też, tak więc obok uszu i nosów także na ustach.

Ale to taki zwrot, chodzi o to, że dużo się o tobie mówi.
– Aha, rozumiem, jeszcze nie wszystko chwytam, jeśli chodzi o język, bo tak to raczej wszystko.

Chyba wszystkich.
– No tak, tak, zabawy słowami. Chwytam wszystko, co się rusza i chce przejść skądś dokądś, a po drodze leżę ja. Ale muszę jeszcze, redaktorze, małe sprostowanie dorzucić: nie jestem drutem kolczastym, jestem drutem ostrzowym, inaczej też zwanym brzytwiastytm lub żyletkowym. Kolczasty to stary dziad, oczywiście mój przodek, nie wypieram się, swoją robotę odwalił, zbudował markę. Jednak to, co ja potrafię, jest nieporównywalne z jego starczymi możliwościami.

Czyli?
– Po pierwsze, złudzeniem jest moja pozorna bierność, że leżę sobie i tyle. Jestem ogrodzeniem agresywnym, ofensywnym, atakującym. Nie wolno o tym zapominać. To, że jestem zwinięty w kłęby ciągnące się kilometrami (wspominał o tym ostatnio z prawdziwą dumą minister, poseł Wąsik: „Prawie 100 km na granicy polsko-białoruskiej. Za chwilę dalsze 50 km”). Bardzo trudno mnie przeciąć i nie robi na mnie wrażenia pojedyncze cięcie, zwijam się natychmiast i dalej w 100% pełnię swoją odpowiedzialną funkcję.

To powód do dumy, że twoje ostrza, żyletki, brzytwy mogą poważnie poranić ludzi, którzy zostali zmuszeni do opuszczenia domów i tysięcy kilometrów ucieczki po chleb i wolność?
– Nie oceniam motywacji usiłujących mnie przekroczyć, są też przestępcy, potencjalni terroryści, a wszyscy oni podejmują nielegalne działania. Jestem zaporą dla wszystkich. Jestem legalistą, jestem zbrojnym ogrodzeniem państwa, ostrzem politycznych wyborów. Nie traktuję tego osobiście. Obiekt przekraczający to po prostu obiekt. Poza tym ja sam się tu nie położyłem, to decyzja demokratycznie (nieprawdaż) wybranych przez was przedstawicieli. Ja się tylko rozwijam, cały czas się rozwijam, na ziemi i kamieniach, na polach i łąkach się rozwijam, na płaskim i górzystym, podmokłym i suchym, nocą i dniem się rozwijam.

Może trochę pokory, nie zapominaj – jesteś tylko drutem.
– To nie takie proste. Jestem symbolem bezpieczeństwa, wspominał o tym nie byle kto, bo minister kultury, profesor, socjolog. Mówił w imieniu rządu i Polaków, także w moim: „Zatrzymaliśmy uchodźców w 2015 r., zatrzymamy i teraz”. Kiedy o tobie mówił minister kultury?

W wielu krajach nie wolno tobą ochraniać obiektów cywilnych.
– Ale czy Polska, którą otaczam, na razie skromnie (ale pamiętajmy, nie licząc morza, jest ponad 3000 km do obrony), jest obiektem cywilnym? Przecież to wojna. Albo my ich zatrzymamy, albo oni nas.

Co oni nas? Jacy oni? Te kobiety, dzieci?
– Nie udawajmy, że nie widzimy, że w większości to młodzi mężczyźni, którzy nie chcieli bronić swojej ojczyzny przed talibami, choć Amerykanie wpompowali w tę operację ponad bilion dolarów.

Czyli jednak zajmujesz polityczne stanowisko.
– No cóż, nie wziąłem się znikąd, jestem głęboko „osadzony” (he, he) w polskiej tradycji i historii. Nie znam, co prawda, swojego ojca ani matki, ale dali mi wiele mówiące imię. Falanga. To chyba do czegoś zobowiązuje?

Przed wojną i podczas niej falangiści z ONR napadali na Żydów i bili ich pałkami z osadzonymi w nich żyletkami… Poczuwasz się do wspólnoty z polskimi faszystami? Wtedy, tuż przed Zagładą, ranili ich żyletkami. Jesteś podobny do nich, sam się tak określasz: żyletkowy, brzytwowy. Twoje ostrza wymierzone są w najsłabszych, bezbronnych.
– To nie ja wybieram, gdzie mnie kładą. Ale tak. Poczuwam się. Jestem Polakiem. Mam polskie obowiązki. Bronię ojczyzny, jak najlepiej potrafię ranić. Poza tym, gdyby nie ja, to może by do nich strzelano, a tak palą sobie ogniska, też leżą jak ja, nic nie robią. Nie wiem, dlaczego okazujesz mi tyle wrogości? Czy to ja zburzyłem wieże WTC w Nowym Jorku albo przez 20 lat pomagałem Afgańczykom na miejscu w Afganistanie (pozdrawiam kuzynów ochraniających bazy wojskowe tamże, ciężka robota, skwar, tu jest pięknie i jednak spokojnie – przynajmniej na razie). Poza tym mikrofon i kamera to też współczesna broń, czasem rani dotkliwiej, niż ja mógłbym, media wydają wyroki i zabijają, ja zadaję rany dotkliwe, ale powierzchowne.

Gratuluję dobrego samopoczucia, nie chcę, żeby mój kraj był tak chroniony, bierzesz udział w łamaniu prawa. Ratyfikowane przez nas konwencje genewskie gwarantują każdemu przybyszowi możliwość złożenia prośby o ochronę, ty do tego nie dopuszczasz, zostaniesz przetopiony na coś przydatnego: łyżki i widelce.
– Nie groź mi, wykonuję tylko rozkazy. Bronię także ciebie.

Nie w moim imieniu.

r.kurkiewicz@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 35/2021

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy