Co nowego pod kołdrą

WIECZORY Z PATARAFKĄ

Jak mi się wydaje, przycichły nieco najzajadliwsze kłótnie o pornografię, seks, rozbierane reklamy i tak dalej. A może to tylko mnie się wydaje, bo to przecież nie tyle zawieszenie broni, co wygrana fundamentalistycznej prawicy. W Polsce i w pozostałych krajach Europy sytuacja nieubłaganie się odmienia. Bo była to dziedzina fizjologii, anatomii, socjologii i czego kto sobie jeszcze życzy, zaniedbana w stopniu wręcz komicznym. Jakiś hierarcha wygłosił nawet pochwałę niewiedzy w tym zakresie, zresztą tego rodzaju wystąpień było i jest niezmiernie wiele. Ale do czasu, i co nie zdążyło się zmienić dzisiaj, odmieni się nieomylnie jutro. A pochwała niewiedzy to to samo, co pochwała głupoty i nie warto nawet z tym dyskutować.
Tak naprawdę do końca nie wiadomo, dlaczego właściwie zachowania erotyczne człowieka stały się tabu. Głowiono się nad tym nieraz, wyjaśnienia miały charakter wszelaki – od mistyki po fizjologię, ale nic pewnego nie wiadomo. Niekoniecznie pruderia musi mieć piętno religijne – tabu obowiązujące w Indiach jest bardzo surowe, a przecież równocześnie seks jest tam ubóstwiony, a bogowie zdają się trwać w stanie nieustannego orgazmu. Zresztą to właśnie Indie wydały “Kamasutrę” i tysiąc innych traktatów religijno-seksualnych. Proszę sięgnąć bodaj po “Alchemię ekstazy” Douglasa i Slingera, dzieło ogromne, a u nas jakby nieco zlekceważone. Najniesłuszniej. Sztuka erotyczna łączy się na Wschodzie z jogą, religią, pobożnością i nie ma w tym żadnej sprzeczności. Ale tabu pozostaje. W cywilizacji zachodniej tabu jest przełamywane, a skojarzenie wiedzy współczesnej ze wschodnimi tajemnicami prawdopodobnie odkryje przed nami nie przeczuwane obszary wiedzy.
A notabene koncept już zgoła zachodni: seks jako broń. Otóż znakomity autor SF, Larry Niven, wykoncypował sobie broń, która nazywa się “tasp”. Jest to wprowadzenie wroga w stan przedłużonego orgazmu i tym samym obezwładnienie go skuteczne. Coś w rodzaju “promieni śmierci”, o których bajano przed wiekiem, tylko na inną modłę, oręż fizjologiczno-psychologiczny, nie wiem, czy realnie możliwy, ale trzeba przyznać, że wręcz szatański.
Tymczasem nasza wiedza erotyczna wzbogaciła się w ostatnich dziesięcioleciach ogromnie i to o poważniejsze rzeczy niż “tasp”. Przede wszystkim o to, co już podejrzewaliśmy: że jesteśmy gatunkiem umiarkowanie poligamicznym, a bynajmniej nie czysto monogamicznym. Nasze wyobrażenia i nasze praktyki muszą więc być w nieustannym konflikcie ze sobą, z czego płyną wnioski o wręcz rewolucyjnym zakresie, proszę tylko chwilę pomyśleć. Na przykład przykazanie “nie zabijaj” może i musi być jednoznaczne, ale “nie pożądaj żony bliźniego swego” jest najzwyczajniej w świecie niewykonalne. Dowiedzieliśmy się także, że nieustanna gotowość obu płci do stosunku nie ma na celu samego tylko rozpłodu, ale związania trwałego mężczyzny z kobietą, co jest niezbędne, aby już urodzone dziecko przeżyło. Wiemy też, że część embrionów i tak musi zginąć, całkiem bez świadomej interwencji. A w ogóle o anatomii kobiety aż do niedawna nie wiedzieliśmy nieomal nic. A zresztą, czy ktoś już rzetelnie zbadał związki celibatu z homoseksualizmem? A są, wydaje się, o wiele większe niż nam się dotąd zdawało – kto wie, czy nie tu kryje się tajemnica polskiego, ludowego antyklerykalizmu. Brodzimy od sekretu do sekretu, od zagadki do zagadki. Ale to i owo zaczyna się już rozjaśniać.
Nie mogło zresztą stać się inaczej w społeczeństwie dysponującym telewizją (niechby nawet była i najświętsza) i Internetem. Właśnie Internet stał się ostatecznym dowodem na to, że o seksie myślimy wszyscy i w warunkach anonimowości wszyscy w nim chcemy mieć jak najbogatszy udział. To jest po prostu natura naszego gatunku, coś poza dobrem i złem, silniejszego od nas. Po prostu nie możemy być inni, a równocześnie nie wolno nam powiedzieć prawdy o sobie! Nie wiem doprawdy, czy to źle, czy może właśnie dobrze, bo sprzeczności są przecież naszą siłą napędową i glebą naszej kultury. I co właściwie się stanie, kiedy ten paradoks zniknie. Może znikniemy z nim razem?

Wydanie: 7/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy