Co z tą hegemonią Niemiec?

Co z tą hegemonią Niemiec?

Dominacja nie, wiodąca rola tak

Nie radzę sobie z tym pytaniem, dlatego piszę ten tekst. Dyskusje na tytułowy temat od dawna toczą się w wielu krajach zachodniej Europy, także w samych Niemczech.

Odpowiedzialność za Europę

W październiku, z okazji 23. rocznicy zjednoczenia, prezydent Joachim Gauck powiedział, że „Niemcy muszą przejąć większą odpowiedzialność za Europę”. Komentator Stefan Kaiser w „Spieglu online” zinterpretował prezydencką wypowiedź w ten sposób, że „Niemcy muszą przewodzić bardziej zdecydowanie niż dotąd”.
Polski minister spraw zagranicznych poruszył ten temat, gdy w styczniu 2012 r. w Berlinie stwierdził: „Bardziej niż niemieckiej potęgi obawiam się braku aktywności ze strony Niemiec”. Myśl tę powtórzył w wywiadzie dla „Spiegla” oraz podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa jesienią ubiegłego roku. Nie pamiętam, aby w polskich mediach wywiązała się z tego jakakolwiek dysputa.
Przykładem dyskusji prowadzonych na ten temat w Niemczech jest tekst opublikowany we wrześniowym numerze socjaldemokratycznego miesięcznika „Neue Gesellschaft. Frankfurter Hefte”. Tytuł brzmi „O odpowiedzialną hegemonię Niemiec w Europie”. Autorem jest Mario Telo, profesor Uniwersytetu w Bari oraz Instytutu Studiów Europejskich na Wolnym Uniwersytecie w Brukseli. Jego zdaniem, słuszne jest, by za hegemoniczną potęgę uznać państwo produkujące dobra zbiorowe (common goods) dla całej wspólnoty narodów. Telo nie określa jednak bliżej, czym są dla niego owe common goods. Niemcy faktycznie są potęgą eksportową, mają olbrzymią nadwyżkę produkcji, jednak nie wyczerpuje to chyba pojęcia „dobra zbiorowego”. Pewnie chodzi o „najlepszy z możliwych ustrojów”. No cóż, dla jednych on najlepszy, dla drugich nie bardzo. A w ogóle ustrój ten uchodzi za najbardziej racjonalny.
Gdy o racjonalności mowa, to obecnie racjonalne staje się wezwanie, by – jak pisze we wprowadzeniu do artykułu redaktor naczelny miesięcznika Thomas Meyer – Niemcy objęły „hegemonię pojmowaną jako kierownictwo, a nie jako dominacja w Europie”. Dokładnie tak samo mówił minister Radosław Sikorski: „Dominacja nie, wiodąca rola tak”.

Kierowanie czy panowanie

I co z tym fantem robić? Antonio Gramsci w „Nowoczesnym Księciu” (dostępny jest reprint wydany przez Studenckie Koło Filozofii Marksistowskiej UW), pisząc m.in. o hegemonii jako o specyficznym sposobie wymuszania władzy, rozróżnia kierowanie oparte na konsensusie i fundowane na sile panowanie w celu uzyskania dominacji. Wszelako, jak podkreśla ten całkowicie nieobecny w polskiej debacie marksistowski filozof z Włoch, uzyskawszy dominację, ten, który panuje, powinien też kierować.
Taka projekcja może przybliżyć odpowiedź na tytułowe pytanie. Tylko przybliżyć. Trudno bowiem uwierzyć, by ustanowiona w drodze konsensusu siła przewodnia nie chciała dominować.
Posługując się pojęciem „dobrotliwej hegemoni” Niemiec w Europie, Mario Telo widzi poprzez nią możliwość zatarcia napięć i wyrównanie znacznych dysproporcji między północą a południem kontynentu. Potrzebny jest taki sposób gospodarczego kierowania w UE, który wymusi uzgodnienie projektów rocznych budżetów poszczególnych państw członkowskich z Komisją, zanim dojdzie do debat w parlamentach krajowych. „Bez silnej konwergencji narodowych polityk bud­żetowych i bez multilateralnej kontroli wszystkich gospodarczych decyzji (…) dobrze funkcjonująca wspólnota gospodarcza i walutowa istnieć oczywiście nie może. To musi być krok w kierunku rządu gospodarczego”.

Nagroda za posłuszeństwo

W wydanej w czerwcu 2013 r. książce „Mutter Blamage” lewicowy dziennikarz gazety „Frankfurter Rundschau” Stephen Hebel robi kanclerz Merkel zarzut, że nie chce się zgodzić na wprowadzenie zasady ponoszenia wspólnej odpowiedzialności finansowej za te państwa eurolandu, które bronią się przed bankructwem. W rzeczy samej „Frau Europa” najpierw chce rozszerzyć i pogłębić kontrolę Brukseli, w której pozornie równy głos Niemiec faktycznie brzmi najmocniej, nad narodowymi budżetami i de facto je kontrolować. Spodziewając się oporu różnych państw, Angela Merkel chce równocześnie utworzyć ekstrabudżet („Der Spiegel” z 21.10.2013 r.) na wynagradzanie tych państw eurolandu, które będą posłuszne. To potwierdza opinię prof. Ulrike Guérot z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych, że rola Niemiec jest doppeldeutig – dwuznaczna.
Na koniec moich rozterek dotyczących hegemonii Niemiec odnotuję jeszcze jeden polski głos. Lech Wałęsa w swych śmiałych wizjach lepszej przyszłości świata zaproponował, aby Polska tworzyła wspólne państwo z Niemcami i w ogóle z Europą. Rozumie się, że gdy to się stanie, będziemy uczestniczyć w sprawowaniu hegemonii. To rzeczywiście dalekosiężna, fantastyczna, godna noblisty idea. I kto wie, kto wie? Święte Cesarstwo Rzymskie Narodu Niemieckiego kiedyś przecież istniało przez stulecia.

Wydanie: 46/2013

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy