Coraz trudniej o niezależność

Coraz trudniej o niezależność

Sytuacja w kraju jest, delikatnie mówiąc, dynamiczna. Wystarczy przez dobę niczego nie czytać ani nie oglądać, a już człowiek okazuje się mocno niedoinformowany i odstaje od obserwatorów nowych wydarzeń. I nowych decyzji. To nie będą dobre czasy dla tych, którzy lubią sobie pospać. A tym bardziej dla dziennikarzy, bo ci muszą być teraz czujni całą dobę. Choć nawet wtedy wystarczy chwila nieuwagi i zbyt natarczywe domaganie się od polityka, by nie opowiadał andronów, tylko raczył odpowiadać na pytania. I to wcale nie podchwytliwe, ale proste i powszechnie zrozumiałe. Tak próbowała rozmawiać Karolina Lewicka, dziennikarka TVP Info, z wicepremierem Piotrem Glińskim. Niestety, bąbelki po sukcesie wyborczym PiS zaszkodziły nawet temu jednemu z najelegantszych w sposobie bycia polityków tej partii. No i zamiast rzeczowych odpowiedzi usłyszeliśmy mocno uproszczoną i mocno obraźliwą ocenę stacji, której prof. Gliński był gościem. Stacji, w której politycy obecnej władzy występowali w ostatnich latach bardzo często i mówili to, co chcieli, bez żadnej cenzury. A jeśli porównalibyśmy ten okres z latami 2005-2007, kiedy w mediach publicznych rządzili ludzie z nadania PiS, LPR i Samoobrony, to przecież pamiętamy, że opozycja była wówczas kompletnie zmarginalizowana, a dziennikarze traktowani jak żołnierze wcieleni do armii i mający wykonywać rozkazy dowództwa. Wszystkie rozkazy. Zadania sprowadzały się do opiewania swoich i zwalczania na wszelkie sposoby przeciwników.

Gdyby spojrzeć na opisywaną rozmowę oczyma telewidza z Zachodu, to redaktor Lewicka zachowywała się wobec swojego rozmówcy, polityka, tak jak jej koleżanki i koledzy z USA, Wielkiej Brytanii czy Niemiec, w niczym nie łamiąc standardów.

Ostateczna ocena pracy dziennikarzy należy do jej odbiorców. Niestety, opinia o zawodzie dziennikarskim jest z roku na rok coraz gorsza. Jest w tym i nasza wina. Ale też wina kolejnych ekip polityków, którym udało się w ciągu ostatnich 25 lat odzyskać wpływy w mediach. Ważną ich część, czyli media publiczne, spacyfikowano bardzo politycznym trybem wyboru zarządów, a inne sprowadzono do roli powolnych sobie instrumentów, dawkując pieniądze z reklam stosownie do stopnia uległości.

Po obrzeżach rynku błąkają się jeszcze byty bardziej od władz niezależne, ale ich wpływy na opinię publiczną są bardzo ograniczone. Nasz tygodnik ambitnie próbuje budować taką strukturę niezależną, opartą na wsparciu czytelników. W gruncie rzeczy to teraz jedyna szansa na wydawanie tygodnika opinii.

Wydanie: 49/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy