Czas na dogrywkę

Czas na dogrywkę

Oceny po wyborach samorządowych są dość minorowe. Większość Polaków, mimo licznych apeli, została bowiem w domach. Dlaczego?

Czy zawiniła marna pogoda, jak mówią jedni, a może wysyp wielu kiepskich kandydatów niemających sensownych pomysłów na swoją działalność w samorządach, jak chcą inni?
Nadzieje na to, że wybory będą okazją do pobudzenia aktywności społecznej, okazały się płonne. I chyba nie mogło być inaczej. Nic się przecież w ciągu tych paru dni nie stało takiego, by poważniej wpłynąć na nastroje społeczne. Dominowało i ciągle dominuje poczucie frustracji. Ludzie nikomu nie wierzą i nie wierzą też, że wybory mogą być skuteczną drogą do poprawy ich sytuacji. A ta kampania nie dość, że była niemrawa, to na jej oblicze duży wpływ miała wielka grupa przypadkowych kandydatów. Z wydumanymi sloganami, nierealistycznymi programami i widoczną na pierwszy rzut oka motywacją. Z braku lepszych pomysłów na życie i przy coraz większych kłopotach z pracą wielu kandydatów uznało, że oni też mogą spróbować porządzić. Swoją drogą pokazuje to, jak dość powszechnie ocenia się poziom kwalifikacji wymaganych od ludzi zawodowo zajmujących się polityką. To klasyczne odbicie poziomu, jaki serwuje masowej widowni część posłów, czy to z Samoobrony, czy też takich jak środowisko Gabriela Janowskiego. Czy można się potem dziwić ludziom, że nie czują się gorsi od tych wybrańców narodu? I że widzą się na ich miejscu, zwłaszcza gdy słyszą o apanażach i przywilejach polityków. Zresztą na poziomie gminy i powiatu nie są to tylko wiadomości zasłyszane. To przecież na oczach społeczności lokalnej rozgrywają się brutalne gry o kasę i wpływy. Sterowane przetargi i zamówienia, zatrudnianie krewnych i znajomych w urzędach to już prawie norma jak Polska długa i szeroka. Czy takie praktyki mogą pozostać bez wpływu na nastroje społeczne?
Warto po drugiej turze przyjrzeć się poszczególnym okręgom pod kątem frekwencji. Gdzie była ona szczególnie niska i jaki wpływ na to mają lokalne doświadczenia? Na szczęście są też przykłady pozytywne. Wielką nadzieją na zmianę sytuacji są samorządowcy wybrani w pierwszej rundzie. Nie ma wśród nich meteorytów, które spadły z nieba w ostatniej chwili. Na swój sukces i autorytet pracowali całymi latami. Mają teraz powody do satysfakcji. Potwierdzają też regułę, że społeczności lokalnych nie da się latami mamić i oszukiwać. Na polityczną ocenę wyborów przyjdzie czas po 10 listopada. W 96 miastach będzie dogrywka. I dopiero wtedy okaże się, kto wygrał, a kto przegrał. Na razie wiadomo na pewno, że przegrali ci, którzy odpowiadają za komputerową obsługę wyborów.

Wydanie: 44/2002

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy