Czas żniw

Czas żniw

Wójt z Pcimia ma kłopoty. Ale niewielkie, w oczach prezesa Daniel Obajtek to geniusz, polski biznesowy Napoleon, więc włos mu z głowy nie spadnie. Taśmy mówią nam, że w przeszłości jako wójt postępował wbrew prawu, słyszymy też, że na co dzień używa knajackiego języka. Lud pisowski i tak w to nie uwierzy. Do sprawy jednak na wszelki wypadek odniosły się naukowo „Wiadomości” TVP, postawiono tam tezę, że prezes Obajtek cierpi na zespół Tourette’a, który charakteryzuje się m.in. koprolalią, czyli niedającą się opanować potrzebą wypowiadania nieprzyzwoitych słów. Cudne. To są rzeczy straszne i śmieszne. Straszne, że tacy ludzie jak Obajtek, Banaś czy Greniuch mogli zajść tak wysoko, ten trzeci upadł jedynie dlatego, że są jeszcze wolne media, a hitlerowskie pozdrowienie nadal fatalnie się kojarzy. Tacy ludzie robią teraz kariery, to jest ich czas, czas żniw.

Mecz Igi Świątek i jej zwycięstwo. Jeszcze mnie bawią takie tenisowe emocje i coś jakby dotknięcie patriotyzmu, o co niełatwo dzisiaj, bo PiS zatruło nam też patriotyzm. Już nawet biało-czerwona flaga robi się podejrzana.

Mój starszy syn nie chce czytać „Syzyfowych prac”, mam pisma zebrane Żeromskiego, jeszcze z księgozbioru ojca. Najpierw narzeka, że takie stare wydanie, a potem, że go to nudzi. Biedny Żeromski, staje się udręką młodych. Ojciec uwielbiał Żeromskiego, by po latach ze zdumieniem ujrzeć, że nie jest to najlepszy pisarz, że jego rzeki słów pełne są mielizn, że miał grafomańską, młodopolską manierę. Ja bym w programach zostawił tylko jego opowiadania. Napisałem i jakoś mi się zrobiło smutno, że tak myślę. Z kolei młodszy Franio męczy się z „Królem Maciusiem”. Niezwykle cenię Korczaka, ale to zupełnie dzisiaj nie na czasie, aż głowa od tego boli. Polska szkoła to jakieś nieszczęście.

W znakomitych dziennikach węgierskiego pisarza Sándora Máraia, w tomie z lat 40., znajduję myśl pokrewną temu, co pisałem niedawno: „Pomiędzy pisaniem a władzą państwową istnieje tajemniczy związek. Bez zgody i poparcia elity umysłowej władza jest bezsilna: może zdobyć całkowite zaufanie tłumów tylko wówczas, gdy owa elita na swój pogański, szamański sposób zapewni społeczeństwo, że system władzy, o który właśnie chodzi, jest dobrym systemem i warto dla niego złożyć ofiarę. Władza kusi i grozi na przemian. Czyni wszystko, by uzyskać poparcie elity umysłowej”. Teraz PiS już wie, że nie ma szansy przekonać do siebie elity, tej, którą Polska odbudowała z takim trudem, elity od stuleci niszczonej przez historię. Próbuje więc ją ośmieszyć i zgnoić. I stworzyć własną. To zadanie niemożliwe, ale się stara. Czarnek już wertuje podręczniki szkolne, by wciskać tam treści narodowe i katolickie. Wszędzie wygrzebywane są jakieś ludzkie pokraki, które myślą duszno, ciasno i dogmatycznie, i tacy zostają mianowani na niskie i na wysokie stanowiska.

Jadę do wsi Chrzęsne, gdzie stary pałacyk, nie tak dawno podniesiony z zaniedbania. Mam mieć wykład, gawędę o Norwidzie, bo jest Rok Norwida, a poeta tu bywał, urodzony w pobliskiej wsi Laskowo-Głuchy (ten dworek jest własnością Karoliny, córki Beaty Tyszkiewicz i Andrzeja Wajdy). Nagranie online, bo zaraza. Potem kilka osób mnie chwaliło, ale mówiły, że okropnie byłem smutny, mówiąc o Norwidzie. Ależ tak, bo on był smutny i nieszczęsny, pisał: „Więc to mi smutno – aż do kości smutno”. Ta jego „czarna nić” też mnie oplata. Norwid, najbardziej niezwykły i oryginalny polski poeta. Poeta myśli, rozumu, już nie romantyczny. Także dlatego nierozumiany za życia. Mickiewicz go uważał za palanta. A jaki triumf pośmiertny, on, światły katolik, gdybyż wiedział, że tak go będzie kochał i często cytował polski papież, umierałby radosny, a odchodził w nędzy i opuszczeniu. Najczęściej chyba publicznie cytowany polski poeta. Mój ojciec był wybitnym znawcą twórczości Norwida, napisał o niej piękną książkę „Gwiaździsty diament”. A o jego mrokach tak pisał: „Architektura jego poglądów jest skomplikowana i ciemna, ale tak ciemne są wnętrza katedr”.

Potem jedziemy do pobliskiej wsi Dębinki, tam też pałac, teraz zupełnie opuszczony i do remontu. Należał do Ksawerego Dybowskiego, opiekuna Norwida, poeta wcześnie stracił matkę. Moim kierowcą i gospodarzem spotkania był Jacenty Matysiak, to on z grupą ludzi z pasją stworzył Fundację Museion Norwid. Zakochany, zafascynowany poetą. Wydzierżawił Dębinki, na razie z prawnych powodów nie można ich kupić. Fundacja chce tu stworzyć muzeum Norwida i to podobno realne. Na razie zbierają norwidiana. Myślałem, że Matysiak jest zamożnym biznesmenem i ma duże środki, a jest księgowym. Niezwykle cenię takich ludzi i takie pasje.

t.jastrun@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 11/2021

Kategorie: Felietony, Tomasz Jastrun

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy