Czego się boisz głupi

Naród może odetchnąć. Mamy stabilny stan niestabilności politycznej. Czołowy destruktor polityczny, zdaniem prezesa Kaczyńskiego, wchodzi właśnie do rządu realizującego zadania prezesa Kaczyńskiego. A może jednak nie wejdzie, może to tylko szczur informacyjny wpuszczony przez polityków w media, może to zwykła kaczka dziennikarska wykreowana przy sejmowym, medialnym stoliku. Jeszcze w piątek spekulowano. Nie jest to najważniejsze. Dzisiaj Giertych wchodzi, jutro wychodzi, pojutrze w imię odpowiedzialności za Polskę wróci, po to, by w imię odpowiedzialności za program wyborczy Ligi znów odejść. Na chwilę.
Naród może odetchnąć, bo nastąpiła wyraźna poprawa stabilizacji chronicznej destabilizacji. Mamy prezydenta Lecha Aleksandra, który nie dorasta do międzynarodowego wymiaru, a jego zapowiadana aktywność wewnętrzna ogranicza się do nowej polityki orderowej. I dobrze. Orderami kraju nie zepsuje. Mamy premiera przecudnie prezentującego się w mediach i cudownie składającego obietnice. Ostatnio obiecał „Faktowi”, że nakarmi wszystkie polskie, głodne dzieci. No i mamy stabilną, stale skłóconą większość parlamentarną.
Naród może oddychać, bo mimo codziennie ogłaszanego przez media kryzysu politycznego i totalnej destabilizacji administracja i gospodarka funkcjonują. Prezydent ma ponad cztery lata kadencji. Rząd administruje. Ministrowie zwalniają, mianują. Sejm uchwala gładko ustawy, zwłaszcza te prestiżowe dla PiS. A gospodarka rozwija się. Przynajmniej statystycznie. A ludzie się boją. Czego? Wedle badań ujawnionych przez „Życie Warszawy” oprócz strzyg, wampirów, zombie, utopców ludzie w budującej się IV RP boją się polityków. Bardziej niż zboczeńców, przed którymi tak bardzo politycy przestrzegają.
Media boleją, że naród boi się tak, iż czasami traci oddech. Nie dodają, że strach w mediach sprzedaje się znakomicie. I to dziennikarze na tych lękach zarabiają. Krajowe media, nawet te uważane za poważne, są w straszny sposób przepełnione polityką. Personalną. Nie traktowaną problemowo. Już od rana w prestiżowych rozgłośniach radiowych, w stacjach telewizyjnych straszą politycy. Ściślej grupa kilkunastu dyżurnych. Straszą swych przeciwników, wydalając z siebie groźnie brzmiące komunikaty. Straszą słuchaczy i widzów strachliwie przełykających kęsy śniadania. Potem chwila przerwy na pracę i już po lunchu do mediów wracają strachy. Najsilniej straszą wieczorne dzienniki informacyjne. Ostatnich nieprzestraszonych ścigają nocne polityków rozmowy. Dziennikarze prowadzący zachowują się jak sędziowie bokserscy podczas zawodowych walk. Niby bezstronni, a stale podkręcają zawodników do walki. Nie dostrzegają fauli faworyta. Ważne, by brzmiało strasznie. By podtrzymywać napięcie. Codziennie, od wielu tygodni, warto spekulować: czy koalicja rządząca przetrwa do jutra? Kiedy nowe, przedterminowe wybory? Chociaż każde polityczne dziecko wie, że przedterminowych wyborów parlamentarnych łatwo w Polsce zrobić się nie da. Każdy dorosły wie, że ta niestabilna koalicja, aktywna w kłótniach pod publiczkę, demonstracjach robionych pod media, porządzi sobie przynajmniej dwa lata, a może i do końca kadencji. Bo nic tak nie cementuje skłóconych polityków jak wspólne rządzenie.
W Polsce nie ma się co bać kłótni politycznych na prawicy. Można się obawiać skutków ich rządów. Ale o tym media nie wspominają. To wymaga większego wysiłku niż sędziowanie na ringu.

 

Wydanie: 19/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy