Łże-elita IV Rzeczypospolitej w narodowym teatrze

Łże-elita IV Rzeczypospolitej w narodowym teatrze

Patriotyczny teatr trwa. Rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego obchodzona była z rozmachem, z jakim nie zwykło się nawet świętować rocznic wielkich zwycięstw. Dobrze. Niech będzie. Gloria victis! Była to przede wszystkim okazja do pokazania się narodowi na tle patriotycznych rekwizytów. Niech naród widzi, jakich ma patriotycznych przywódców! Teatr, kolejne jasełka narodowe. Na rampie Kaczyński, obok Kaczyński-bis i dwór. Bez cienia refleksji. Bez próby nawiązania do starego polskiego dylematu: „bić się czy nie bić?”. Bez próby refleksji, co dziś jest miarą patriotyzmu. Uczciwa praca, bogacenie się, płacenie podatków czy wciąż tylko śpiewanie patriotycznych pieśni?
Rocznica wymarszu I Kompanii Kadrowej. Aktorzy przyjechali do Krakowa. Na Rynku przysięga wojskowa. Obecny osobiście minister Szczygło. Nowe wcielenie Komendanta, a może tylko Kasprzyckiego, bo chyba przecież nie Kasztanki? Wraz z nim minister Kamiński.
Księżyc świecący blaskiem odbitym od pana prezydenta, którego tu reprezentuje. Jego oblicze ma w sobie coś z księżyca. Wokół generałowie i pułkownicy w liczbie niewiele ustępującej liczebności nowego, składającego przysięgę rocznika.
No jak ma się nie radować serce, jak ma się nie radować dusza!
Uroczystość się kończy. Spiker oznajmia, że minister Szczygło ustanowił „Pierwszą Brygadę” hymnem Wojska Polskiego. No to znamy największe dokonanie tego ministra. Nadrobił nawet zaniedbanie Rydza-Śmigłego! Patrzcie, szydercy, zadano wam kłam, nie jest prawdą, że jedynym osiągnięciem tego ministra wojny jest waleczne zmaganie się z trudną składnią języka polskiego!
Orkiestra gra „Pierwszą Brygadę”. Nagłośnienie jest wspaniałe, ale czy dźwięki tej naprawdę i bez panaministrowej nobilitacji pięknej pieśni dotrą do młodych polskich uszu, czy dolecą hen do dalekiej Wielkiej Brytanii, czy jeszcze dalszej Irlandii?
Spektakl patriotycznego teatru trwa. Jeszcze nas czeka rocznica paktu Ribbentrop-Mołotow (przypomnimy o nim sąsiadom!), potem rocznica powstania „Solidarności” (już wiemy, kto dziś stoi tam, gdzie „Solidarność”, a kto tam, gdzie ZOMO, ale nie zawadzi przypomnieć), potem 1 września (niech się Merkel wstydzi), a zaraz potem 17 września (Putin i Rosja muszą nas przeprosić).
To wszystko na narodowej scenie. A co za kulisami?
Po taśmach Renaty Beger, która nagrała polityków PiS, Lipińskiego i Mojzesowicza, chcąc wykazać im polityczną korupcję, ale okazało się, że to wcale polityczna korupcja nie była, tylko normalne (dla kogo?) negocjacje polityczne, były taśmy z nagraniami ojca dyrektora. Autentyczność tych ostatnich bada podobno wciąż jeszcze prokuratura. Jest to, nawiasem mówiąc, bodaj najdłuższe badanie autentyczności taśm w dziejach światowej kryminalistyki. Proces badania zostanie zapewne zakończony dopiero wówczas, gdy apolityczna prokuratura IV RP dostanie stosowne polecenie. Prokurator apelacyjny w Katowicach nagrał rozmowę ze swoim podwładnym i kolegą (jak wynika z nagrania, panowie byli na ty).
Teraz znów głośno o taśmach Leppera, który jako wicepremier miał nagrać premiera, a teraz straszy, że nagrania ujawni.
Wszyscy mamy przed oczyma sceny, kiedy podpisywano „pakt stabilizacyjny”, zawiązywano koalicję, wymieniano uprzejmości i uściski, potem był krótki moment przerwy, wymieniano epitety (jeden odnowiciel moralny zarzucił drugiemu warcholstwo, a drugi pierwszemu chamstwo), potem znów były uściski, uśmiechy, koalicję odnowiono, umocniono, pokropiono wodą święconą, zapewniano, że będzie ona rządzić 20 lat. Rządzić i odradzać moralnie Polskę.
Równocześnie CBA prowadziła grę operacyjną wokół wicepremiera, wicepremier zaś nagrywał z ukrycia premiera.
Wreszcie społeczeństwo ma okazję zobaczyć, jaka ekipa rządzi Polską od dwóch lat. Ile warte są jej zapewnienia, ile w tym wszystkim szczerości i prawości, ile umiłowania prawdy. Tej prawdy, o którą chodzi przecież ponoć najbardziej. Może patrzeć i podziwiać, jaka w rządzących zmagazynowana jest siła moralna, która miała odmienić i odrodzić moralnie Polskę i Polaków.
Wymyślona przez PiS nazwa „łże-elita” wreszcie znalazła swój desygnat.
Pisząc to, nie wiem jeszcze, czy Lepper naprawdę nagrał Kaczyńskiego, czy tylko blefuje. Wszystko jedno. Na tle obyczajowości obecnej elity władzy wydaje się to wysoce prawdopodobne. Jestem gotów, podobnie jak większość Polaków, w to uwierzyć. W każdym razie nie jest to coś nieprawdopodobnego.
Taki jest prawdziwy stan moralny elity władzy IV RP.
Dla porównania, czy byłoby do wyobrażenia sobie coś takiego w III RP? Czy byłoby do wyobrażenia, że Balcerowicz ukradkiem nagrywa Mazowieckiego, a Mazowiecki przy pomocy UOP inwigiluje Balcerowicza? Czy ktoś byłby w stanie uwierzyć, że Goryszewski nagrywa z ukrycia Suchocką albo Suchocka podsłuchuje rozmowy marszałka Chrzanowskiego? Choć koalicja ZChN z Unią Demokratyczną też do łatwych nie należała.
Jeśli się z kimś umawia na rządzenie (o umawianiu się na wspólne odnawiane moralne narodu i państwa już nie mówię), to trzeba mieć do niego elementarne choćby zaufanie. Jeśli się go nie ma, to się z nim nie zaczyna współrządzić.
Jak teraz będzie? Czy przed wejściem do gabinetu premiera będzie bramka elektroniczna, a wchodzący wicepremierzy będą jak na lotnisku zdejmować buty i marynarki, wywlekać z portek paski, a oficer BOR będzie ich obmacywał? Kto z kolei obmaca oficera BOR?
Czy jednak ciąg obmacujących się w poszukiwaniu dyktafonu, telefonu czy mikrofonu będzie dostatecznie długi, by dać premierowi gwarancję, że nikt go nie nagrywa?
Czy podobnie wicepremierzy będą traktować ministrów, a ministrowie swoich podsekretarzy stanu?
A jak to będzie w prokuraturach zwłaszcza apelacyjnych?
Czy zabezpieczeni przed tajnym nagraniem szefowie będą mogli bezkarnie nagrywać podwładnych, czy też podwładni będą jakoś instytucjonalnie zabezpieczeni przed nagraniem szefów?
Czy może omawianie spraw służbowych odbywać się odtąd będzie tylko w negliżu, aby nie było obawy, że ktoś ma gdzieś ukryty magnetofon lub mikrofon? Od jakiego szczebla urzędowania to będzie obowiązywać? A może wprowadzić jako zasadę, że zamiast rozmawiać, premier z wicepremierami będą sobie pisać na kartkach, a po skończonej rozmowie każdy z nich dla bezpieczeństwa zje swoje kartki?
Na zdrowie!

Wydanie: 33/2007

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy