Czy nie za dużo bujania?

Czy nie za dużo bujania?

Kto by się spodziewał, że w zlaicyzowanej Europie przechowała się potrzeba zbawienia? Gdy Watykan ogłosił deklarację, że tylko Kościół katolicki może dać pełne zbawienie, protestanci, nomen omen, zaprotestowali i była to reakcja naturalna. Ale mocno krytyczne głosy odezwały się również w prasie lewicowej i liberalnej, także polskiej. Wydaje mi się, że zazdrość z powodu katolickiego monopolu na udzielanie zbawienia zauważyłem nawet w aż za bardzo odnowionym Sojuszu Lewicy Demokratycznej i kręgach zbliżonych. Poruszenie było znaczne, być może wpłynęły skargi do urzędu antymonopolowego. Jedynie prawosławni tym się nie przejęli i sądzą, że mają większą moc zbawiania niż katolicy.
Zbawienie jest czymś w rodzaju powiększonego aktu łaski wobec winowajców. Na próbie zrobienia czegoś takiego przyłapano prezydenta. Bardzo wielkie oburzenie wybuchło z tego powodu, że chciał ułaskawić przestępcę, podczas gdy tylu niewinnych czeka na ułaskawienie.
Profesor Leszek Kołakowski, którego niezmiennie od czasów studenckich wielbię, chyba jednak nie ma racji, gdy głosi – powtarzam za “Gazetą Wyborczą” – że jeśli kapłani będą “krzewić religię na siłę, gromkimi potępieniami, groźbą, wiążąc wiarę z różnymi zabobonami i magią, z socjalnymi i etnicznymi nienawiściami – przekonają się rychło, że pracują na swoją zgubę”. Historia religii oraz to, co widzimy dookoła siebie, świadczy o czymś zupełnie innym. Jest bardzo wątpliwe, czy prawdy wiary są wystarczająco oczywiste, aby utrzymać się długo w umysłach bez zewnętrznego przymusu. Kościół bez stosów i bez lochów dla heretyków i niewiernych, bez ekskomunik i anatem chyba jednak nie przetrwałby dwóch tysięcy lat, a nawet jednego tysiąclecia. I dziś w Polsce przypływ wiary widzę tam, gdzie księża mają środki, aby grozić. Im większe wpływy duchownych na uniwersytetach, tym więcej profesorów pielgrzymkujących do sanktuariów krajowych i zagranicznych. Przyłączanie się księży do nienawiści socjalnych, zastępowanie ewangelii Chrystusowej “dobrą nowiną socjalną” uczyniło wiarę żywszą i powszechniejszą w krajach Ameryki Łacińskiej. A już najlepiej żywotności i trwałości wiary robi związanie jej z nienawiściami etnicznymi i narodowymi, czego najlepszym przykładem jest Polska. Kościół towarzysząc walce narodowej o cokolwiek – o wolność, niepodległość, sprawiedliwość – z pewnością nie mógł kultywować ani cnót franciszkańskich, ani benedyktyńskiej pracowitości, ani tomistycznego realizmu. Żył emocjami walki, towarzyszącą walce nienawiścią do wrogów, usprawiedliwiał środki takie jak propaganda i oszczerstwo w zbożnym celu. Trwania takiej czystej wiary, o jakiej mówi Leszek Kołakowski, trudno sobie wyobrazić.
Z okazji okrągłej rocznicy wielkich strajków rozbiła się nad Polską bania z mitologią. W tej atmosferze skromna doza prawdy mogła się przecisnąć jedynie w postaci lapsusu. Ale i za to trzeba było przepraszać. Wielu liderów partii lewicy zieleniało z zazdrości i cierpiało męki upokorzenia z tego powodu, że nie zostali dopuszczeni do rocznicy. Aby się to nie powtórzyło w przyszłości, Zarząd Krajowy SLD wystąpił z propozycją uczynienia tej rocznicy świętem wszystkich Polaków. Czy Zarząd Krajowy ugiął się pod groźbą premiera Buzka, że 31 sierpnia ma się stać świętem państwowym (nowy długi weekend), czy ma jakieś własne wyrachowanie, na razie nie wiadomo. Może po gładkim włączeniu do swojej tradycji KOR-u, Anieli Sztainsbergowej i Ignacego Daszyńskiego, a wyłączeniem z niej PZPR, SLD może chce to samo zrobić z “Solidarnością”. “Sojusz z szacunkiem odnosi się do milionów Polaków, którzy 20 lat temu podjęli walkę o respektowanie w Polsce praw i wolności obywatelskich, praw pracowniczych, o godność ludzi pracy, efektywność gospodarowania…”. Oto na czym polega zniewolony umysł w roku 2000. To, co jest efektywnością gospodarowania bez cudzysłowu, uchodzi przecież za zdradę ideałów “Solidarności”! Natomiast autentycznie solidarnościowa efektywność gospodarowania polegała na sławnych wałęsówkach, na zmuszaniu władz do ciągłego podnoszenia płac i zamrożenia cen, co w sklepach dało efekt przedstawiony na wystawie w Gdańsku. O efektywności gospodarowania “Solidarność” miała takie wyobrażenie jak strona, z którą podpisała porozumienie. Wskutek tej efektywności kraje sąsiednie – NRD, Czechosłowacja – bały się polskiej siły nabywczej. Dzięki różnym wałęsówkom Polacy mogli spustoszyć sklepy we wszystkich krajach RWPG.
Podczas obchodów rocznicowych można się było przekonać, że przez 20 lat w Polsce nie było żadnego ruchu myśli. Późniejsze wydarzenia, skutki szesnastomiesięcznego podniecenia i skutki tych skutków nie są brane w rachubę.

Wydanie: 39/2000

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy