Procesy polityczne po polsku i po białorusku

Procesy polityczne po polsku i po białorusku

Gang pruszkowski był niewątpliwie związkiem przestępczym, nie gorzej uzbrojonym niż członkowie Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego. Trudno więc zrozumieć, dlaczego nie wydawał rozkazów Wojsku Polskiemu, organom ścigania i administracji. I dlaczego nie kazał internować swoich najdokuczliwszych przeciwników? Według światopoglądu panującego w Instytucie Pamięci Narodowej, nie ma zasadniczej różnicy między związkiem przestępczym a władzą państwową. Udzielam rady gangsterom: nie poprzestawajcie na małym, bierzcie całą władzę w państwie polskim.
Oskarżenie generała Wojciecha Jaruzelskiego o kierowanie „zbrojnym związkiem przestępczym” jest możliwe tylko w społeczeństwie totalnie zbałamuconym, gdzie ton nadają ludzie, którzy utracili wstyd i poczucie rzeczywistości.
Tylko oskarżenia utrzymane w granicach prawdopodobieństwa mogą być rozważane pod względem prawdy i fałszu. Zarzuty całkiem bezsensowne takim rozważaniom się nie poddają. Blokują myślenie i pozostawiają człowieka w niemym zdziwieniu lub bezsilnej wściekłości. Tłumaczy to częściowo słabą reakcję społeczną na ostatni wybryk IPN-u. Ponieważ oskarżenie nie trafiło w ulubieńca mediów, żaden z „autorytetów moralnych” dotąd się nie odezwał w obronie, nie mówię Generała, lecz pojęć prawnych potrzebnych wszystkim. Nie odezwali się prawnicy, których było stać na spór z ministrem sprawiedliwości w sprawach mniejszej wagi. W całym polskim prawodawstwie i praktyce sądowniczej nie występuje nic takiego, co pod względem nieuczciwości dałoby się porównać z kategorią „zbrodni komunistycznej”. Może nią być zarówno zbrodnia w zwykłym sensie, jak wykroczenie urzędnicze albo uzasadniona decyzja legalnej władzy.
Trzeba było wieków, aby dojść do odróżnienia wroga politycznego od kryminalisty i wystarczyło jedno pokolenie, aby świadomość tej różnicy utracić. Komuniści w fazie rewolucyjnej swego panowania wrogów politycznych karali surowiej niż przestępców pospolitych (można to powiedzieć o wszystkich rewolucjonistach), jednak nigdy tej różnicy nie zatarli, raczej ją zaostrzali. Powrót do barbarzyńskiej kryminalizacji polityki następuje dopiero teraz, gdy postsolidarność nie napotyka już oporu przeciwników i nie czuje na sobie wzroku trzeźwych obserwatorów.
Polska posiada i praworządność, i demokrację, i prawa człowieka – ale na eksport. Te w naszym kraju szybko psujące się towary polscy emisariusze wywożą na Białoruś. Tam panuje straszna tyrania: aktualnych przeciwników rządu skazuje się na pięć, dziesięć, piętnaście dni aresztu. Jest to metoda taśmowego produkowania bohaterów, jaką dwadzieścia lat temu stosował w Polsce „związek przestępczy” Jaruzelskiego. Zrobiliśmy wielki krok naprzód i teraz byłym przeciwnikom obecnych rządów grozi się wyrokami wielu lat więzienia i odebraniem emerytur.
Amerykańskie fundacje powołane do szerzenia demokracji potrafią liczbowo wyrazić, gdzie jest mniej, a gdzie więcej wolności i praw człowieka. Może wyliczą nam, gdzie manko tych wartości jest większe: na Białorusi, gdzie wsadza się przeważnie młodych przeciwników rządu na pięć czy piętnaście dni do aresztu, czy w Polsce, gdzie osiemdziesięcioletnich starców, którzy nie są już niczyimi wrogami, przetrzymuje się latami na ławach oskarżonych, by po wyroku zamknąć ich w więzieniach. Na Białorusi politycznego protestowicza zamyka się na noc w areszcie pod pretekstem używania na ulicy wulgarnych słów; w Polsce przygotowuje się proces polityczny Aleksandrowi Kwaśniewskiemu pod pretekstem, że ćwierć wieku temu nieprawidłowo dysponował funduszami instytucji, której był szefem. Zachodzi tu widoczna różnica między Polską i Białorusią, ale nie wiem, na korzyść której strony.
Cisza panująca wokół procesów politycznych w Polsce jest zadziwiająca z tego względu, że nie przerywa jej nawet SLD. Partia ta usilnie szuka dla siebie jakiegoś miejsca, jakiegoś tematu, ale coś ją ciągnie do miejsc marginalnych i tematów nic nieznaczących. Jak ognia boi się wszystkiego, co mogłoby zmobilizować jej członków i wyborców. Starannie przemilcza zapowiedź PiS-u i PO odbierania emerytur wypracowanych w PRL, do czego już przystąpiono, zaczynając od służb mundurowych. Gdy tylko jakaś grupa społeczna jest zagrożona i potrzebuje obrońcy, SLD popada w przestrach i zmyka w stronę bezforemnych dywagacji już to o dobrym liberalizmie obyczajowym, już to o złym gospodarczym. Partia ciepłych klusek, zwłaszcza od czasu gdy sobie sprawiła młodocianych liderów. Na serio zaprząta ją jeden temat: jak oszukać elektorat „postkomunistyczny”, aby ten się w porę nie zorientował i jeszcze raz zagłosował na to nie wiadomo co, co się nazywa Sojuszem Lewicy Demokratycznej.

 

Wydanie: 15/2006

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy