Cicha noc, święta noc

Cicha noc, święta noc

W gazetach informacja o kolejnym dramacie na granicy. Tym razem o zaginionej w lesie czteroletniej dziewczynce. Wcześniej był przypadek ciężarnej kobiety, którą znaleziono „na linii granicznej”, by posłużyć się ulubionym zwrotem pani rzecznik Straży Granicznej. Kobieta poroniła i niedawno zmarła w szpitalu, zostawiając piątkę dzieci. A przed nią jeszcze 19-letni chłopak, który utonął w Bugu, i dwóch innych imigrantów zmarłych z zimna i wyczerpania. Nie znamy losu dzieci z Michałowa wywiezionych na „linię graniczną”, czyli, mówiąc po prostu, do lasu. Na dalszą poniewierkę, na głód, zimno, być może śmierć.

Pan minister jest dumny. Skutecznie strzeżemy granicy. No, chyba nie tak skutecznie, skoro co najmniej kilka tysięcy osób jakoś się przedarło do Niemiec, gdzie umieszczono ich w ludzkich warunkach w kontenerach obozu dla uchodźców. Z dziećmi idzie lepiej. Propaganda rządowa ostrzega, że uchodźcy to terroryści i sodomici. Na ohydnej konferencji prasowej dwóch ministrów „siłowników” demonstruje zdjęcia, które mają uwiarygodnić tę tezę, uciekając się nawet do fałszerstw i manipulacji. Pokazany przez TVP obrazek z konferencji prasowej, ów sodomiczny akt z krową, niezależni dziennikarze zidentyfikują później jako obrazek znany od dawna z internetu. Władza ogłasza stan wyjątkowy na granicy z Białorusią. Na teren nim objęty nie mają wstępu dziennikarze ani organizacje humanitarne. Gdy skończy się określony przez konstytucję czas trwania tego stanu, będzie on faktycznie kontynuowany, ale już w sposób niekonstytucyjny.

Premier raz po raz chwali naszych dzielnych żołnierzy, pograniczników i policjantów. Bronią granic ojczyzny! Nawet stoczyli zwycięską bitwę z grupą zdesperowanych uchodźców, którzy usiłowali sforsować graniczne zasieki. Zdobytą na nieprzyjacielu broń pokazała reżimowa telewizja. Jakieś kije, butelki, mokre trampki. Zwycięstwo godne chwały Wiednia i Chocimia. Po raz kolejny powstrzymaliśmy muzułmańską nawałę. Szczerze współczuję tym żołnierzom, policjantom i pogranicznikom. Nie są tam z własnej woli. Oddzieleni od rodzin, żyjąc w trudnych warunkach, zmuszeni są do robienia rzeczy, jakich może przynajmniej niektórzy robić by nie chcieli. I wątpię, czy będą z tych rzeczy kiedyś dumni. Aby byli, TVP i MON zorganizowały dla nich specjalny koncert „Murem za polskim mundurem”. Idea tego koncertu mimo wszystko pozostaje niejasna. „Murem za polskim mundurem” to znaczy co? Bezkrytycznie popieramy wszystko, co mundurowi robią na białoruskiej granicy? Zdaje się, że znaczny procent Polaków jest gotowy popierać takie stanowisko. Ale większości to nie obchodzi.

Idą święta. Jest inflacja. Na święta trzeba wydać więcej niż w ubiegłym roku. Ile będzie kosztował karp? Gazety informują, że w Zakopanem i okolicy w tym roku drożej niż w Austrii. Na przedświątecznym kiermaszu na krakowskim Rynku drożyzna horrendalna. Ceny zup w tekturowych kubeczkach, szaszłyków i grzańca poszybowały w górę. A ceny wędlin! Serów!

Do świąt zaś już niedaleko. Mimo pandemii wypełnią się kościoły, a w niebo polecą słowa kolęd. Piękne i wzruszające. Ludzie rozczulą się nad losem Jezuska, dla którego „nie było miejsca w żadnej gospodzie”, co to narodził się „w stajni w ubóstwie i głodzie”, „malusieńki leży wśród stajenki, płacze z zimna”. Większość nawet nie skojarzy tego płaczącego z zimna Jezuska z dziećmi, które w lesie na granicy też płaczą z zimna. Nie pomyśli, że Święta Rodzina, uciekając przed Herodem, miała szczęście, że Egipt był pod władzą Rzymian, a ci nie zamknęli granic i nie kazali ich bronić legionistom, choć to zajęcie chwalebne. Miała szczęście, że na tej granicy w słusznej sprawie nie stosowano push backu. Nie pomyśli o tym ta większość ani nie usłyszy w kazaniach. Polski Kościół ma wszak ważniejsze sprawy na głowie niż nauczanie Ewangelii.

O ileż praktyczniej i bezpieczniej litować się nad losem małego Jezuska niż nad losem małego Ajmala, Ramila czy Muhameda umierającego z zimna, głodu i wycieńczenia na naszej granicy. Litość dla Jezuska można wyrazić, śpiewając kolędy, to nic nie kosztuje. Litość dla Ajmala, Ramila czy Muhameda musiałaby się łączyć z jakąś aktywnością, może jeszcze wydatkami, a może naraziłaby na gniew władzy. Lepiej skoncentrować się na Jezusku. Choć ten Jezusek, jak dorósł, to uczył: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili”. Ale to też jakoś niekoniecznie się kojarzy z tym, co się dzieje na granicy.

Do naszych żołnierzy, pograniczników i policjantów przyjadą kapelani. Pewnie zorganizują im piękną pasterkę. Może na pasterkę przyjedzie minister albo dwóch? Może sam premier? I nad pogranicznymi lasami popłynie z tysięcy gardeł: „Jezus malusieńki leży wśród stajenki, płacze z zimna, nie dała mu matula sukienki”. Czy w tym roku i w tym miejscu nie zabrzmi to szyderczo? Może głos tak będzie się niósł, że usłyszy go nawet skulony w lesie zmarznięty Ajmal, Ramil, Muhamed? I wtedy, jeśli ktoś słowa kolędy mu przetłumaczy, nie będzie mógł się nadziwić, że jest przy granicy kraju, gdzie panuje religia, której pierwszym przykazaniem jest miłość bliźniego.

A może, ku przestrodze, do lasu poniesie się głos innej kolędy: „Złość okrutna dziecię prześladuje, wieść to straszna, wieść to smutna, Herod spisek knuje”. Jeśli te słowa dotrą do lasu i ktoś je zrozumie, to kogo obsadzi w roli Heroda i jego siepaczy?

Tych nielicznych, którzy upominają się o humanitarne traktowanie uchodźców, którzy bezinteresownie jako wolontariusze próbują w różny sposób pomóc nieszczęsnym ludziom oszukanym przez Łukaszenkę i rozmaitych szemranych pośredników, politycy rządzącej partii i reżimowe media nazywają sojusznikami Putina i Łukaszenki. Trudno. Na razie nie grozi za to więzienie. A to, że są nieliczni? Ale ważne, że są i tacy. Sprawiedliwych wśród narodów świata też chyba było mniej niż szmalcowników. I nie mam wątpliwości, po czyjej stronie jest dziś moralna racja.

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 52/2021

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy