Darnica 1944

Darnica 1944

Zapomniany bój, zapomniane groby polskich przeciwlotników

Działo się to 74 lata temu. 7 kwietnia 1944 r. wieczorem na węzłową stację kolejową Darnica pod Kijowem dotarł wojskowy transport, zakodowany w meldunkach pod numerem 15046. Transportem tym dyslokował się na front 1. Samodzielny Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej, wchodzący w skład 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki. Kijów i Darnica – wówczas jego dalekie przedmieście – wciąż jeszcze znajdowały się w zasięgu hitlerowskiego lotnictwa. Transport z Polakami zatrzymał się w samym środku wyjątkowo zatłoczonej stacji. Stało tam kilkanaście pociągów z wojskiem, transporty ze sprzętem, amunicją i cysterny z paliwem.

Tu istotny szczegół, mający w dalszym rozwoju wydarzeń znaczenie zasadnicze. Otóż polscy żołnierze mieli na platformach w pełnej gotowości bojowej działa przeciwlotnicze i ciężkie karabiny maszynowe. Mogli w każdej chwili otworzyć ogień do niemieckich samolotów.

Alarm!

Zapadła noc z 7 na 8 kwietnia. Dla Polaków, syberyjskich zesłańców, była ona szczególna, bo wielkanocna. Transport z Polakami wciąż nie mógł wyruszyć z Darnicy. Była godz. 0.40, kiedy w rejonie Kijowa ogłoszono alarm przeciwlotniczy. Dowódca polskiego dywizjonu, mjr Włodzimierz Sokołowski, otrzymał z radzieckiego dowództwa operacyjnego wiadomość, że do Kijowa i Darnicy zbliża się znaczna liczba niemieckich bombowców. Alarm! Obsługi dział i karabinów maszynowych błyskawicznie znalazły się na swoich stanowiskach. Bombowce nadleciały. Smugi reflektorów skrzyżowały się w powietrzu. Jednocześnie na niebie pojawiły się rakiety oświetlające wyrzucone z samolotów. Baterie radzieckie i polski dywizjon otworzyły ogień zaporowy.

Nurkujące niemieckie samoloty wpadały w krzyżowy ogień polskich dział i cekaemów. Pierwszy samolot, trafiony przez kpr. Władysława Pojaska, spadł w płomieniach na ziemię. Kpr. Michał Kurczewski strącił z karabinu maszynowego kilkanaście rakiet oświetlających. Nad Darnicę nadlatywały kolejno eskadry samolotów. Bez przerwy słychać było świst i wybuchy bomb. Nieustannie strzelały działa. Następny nurkujący bombowiec został zestrzelony przez kpr. Stanisława Dębniaka.

Po kilkudziesięciominutowej walce przeciwlotnikom zaczęło brakować amunicji. Kto nie obsługiwał armat, biegł do oddalonego wagonu amunicyjnego po skrzynki z nabojami, choć ogień palących się sąsiednich transportów, wybuchy bomb i cystern z benzyną śmiertelnie raziły.

Nalot na Kijów i Darnicę skończył się dopiero o świcie. Przerażający obraz zniszczeń: pożary, gruzy zabudowań, zerwane tory, porozbijane wagony, wielu zabitych i rannych.

Ofiara krwi

W darnickim boju polscy przeciwlotnicy nie tylko z honorem spełnili swój żołnierski obowiązek, lecz także w znacznym stopniu przyczynili się do obrony Kijowa. Strącili kilka samolotów wroga, w tym na pewno trzy junkersy 88. Ale krwawa też była cena tej bohaterskiej walki. 1. Samodzielny Dywizjon Artylerii Przeciwlotniczej 1. Dywizji im. Tadeusza Kościuszki stracił tamtej nocy 49 poległych i kilkudziesięciu rannych.

Oto nazwiska poległych w Darnicy, które udało mi się wynotować z „Księgi poległych na polu chwały – 1943-1945” (Wydawnictwo MON, Warszawa 1974): Albin Jan, Andruszyn Bazyli, Balcer Bolesław, Bers Karol, Bober Ryszard, Brocki Stanisław, Bukatko Józef, Cap Jan, Ferdman Berko, Geminder Izaak, Gęsiewicz Justyn, Góralski Konstantyn, Helu Stefan, Karliński Ignacy, Klimek Stanisław, Kononienko Jan, Krupicka Lidia, Kukuła Damian, Kurczewski Michał, Leonowicz Jan, Łojek Kazimierz, Matson Arnold, Nikoniuk Paweł, Norman Władysław, Nowogoński Bolesław, Patczewski Tadeusz, Polak Tadeusz, Probola Szczepan, Przybysz Michał, Rogowski Tadeusz, Roszkowski Mieczysław, Różycki Adolf, Rutkowski Witalis, Schumacher Bronisław, Sier Bernard, Socha Józef, Stankiewicz Paweł, Szklarski Stanisław, Świderski Józef, Turczewski Witold.

Tak, to wszystko działo się 74 lata temu… Szmat czasu upłynął. Ktoś może pomyśleć, że Darnica to tylko jedna z licznych potyczek polskiego żołnierza na frontach II wojny światowej. I gdzie tam jakiejś ukraińskiej Darnicy do bitew pod Lenino, Monte Cassino, Berlina nie wspominając. Nie można z takim myśleniem i wartościowaniem się zgodzić. Godniej będzie pomyśleć, że żaden bój, żadna mogiła polskiego żołnierza poległego na frontach II wojny nie powinny, nie mogą być zapomniane. Z tą właśnie myślą przypominamy o Darnicy. Tym bardziej że od pewnego czasu wyraźnie w dzisiejszej Polsce zapominanej. A już na pewno „zapomnianej” przez dzisiejsze Ministerstwo Obrony Narodowej. Przez takich politycznie nawiedzonych, którzy odmówili honorowego udziału przedstawicieli Wojska Polskiego w obchodach 72. rocznicy bitwy pod Lenino. Przez takich, którzy 17 stycznia 2016 r., w rocznicę wyzwolenia Warszawy, odmówili weteranom składającym wieńce przed Grobem Nieznanego Żołnierza honorowej asysty wojskowej.

Zaniedbana pamięć

Na szczęście nie wszyscy w Polsce o Darnicy zapomnieli. A co szczególnie godne podkreślenia, także na Ukrainie są ludzie, którzy o poległych i pochowanych w Darnicy polskich przeciwlotnikach pamiętają. Mało tego, troszczą się, zabiegają u aktualnych władz Ukrainy o godne uhonorowanie i upamiętnienie polskich żołnierzy. Jednym z nich jest Jewhen Łukianenko, ukraiński pisarz i publicysta. Nie będę krył, że znamy się i przyjaźnimy od lat. Dlatego czuję się upoważniony do zacytowania paru zdań o Darnicy z listu, jaki od niego otrzymałem: „Od paru lat staram się o utrwalenie pamięci i pośmiertne uhonorowanie na Ukrainie polskich przeciwlotników, bohaterów broniących Kijowa, o czym po raz pierwszy dowiedziałem się od ciebie… Napisałem nawet w tej sprawie do prezydenta Poroszenki i ministra spraw zagranicznych. Dostałem pismo, z którego wynika, że nasze MSZ zleciło ambasadzie w Warszawie poczynienie starań o ustalenie nazwisk polskich przeciwlotników bohatersko broniących Kijowa i poległych w Darnicy. Ale jak dotąd nasza ambasada milczy… Piszę więc do ciebie z nadzieją, że i z polskiej strony da się coś w tej sprawie zrobić. Przecież tyle się teraz mówi i pisze o polsko-ukraińskiej przyjaźni. Może wspólnymi siłami przysłużymy się dobrej sprawie…”.

Podziękowałem ukraińskiemu przyjacielowi za ten troskliwy list i co mogłem zrobić, zrobiłem. Przesłałem mu wymienione wyżej nazwiska poległych i pochowanych w Darnicy naszych przeciwlotników.

A już całkiem niedawno Jewhen Łukianenko przysłał mi swój artykuł poświęcony Darnicy opublikowany w kijowskiej „Roboczej Gazetie” 23 lutego 2018 r. Ponownie upomina się w nim u ukraińskich władz o zaniedbaną pamięć o polskich żołnierzach poległych w obronie Kijowa i Darnicy.

W zakończeniu tego artykułu pisze: „Ze strony władz nie spodziewam się wiele po mojej publikacji. Natomiast spodziewam się, że poruszy ona wielu kijowian wdzięczną pamięcią i spowoduje, że w kwietniową rocznicę tego boju położą kwiatek na mogile polskich przeciwlotników na cmentarzu w Darnicy”.

Niestety, podobnie jak mój ukraiński przyjaciel nie jestem optymistą w tej sprawie. Wątpię bowiem, żeby dzisiaj w „oficjalnej” Polsce jakaś osoba czy choćby polska gazeta, z wyjątkiem PRZEGLĄDU i „Trybuny”, o Darnicy wspomniały. Tak jak podczas oficjalnej wizyty w Kijowie nie pamiętał o mogiłach polskich żołnierzy prezydent Duda ze swoją liczną świtą. W tym kontekście retoryczne raczej będzie pytanie, czy interesuje się, opiekuje mogiłami naszych żołnierzy polska ambasada w Kijowie. Bo coś mi się zdaje, że – według aktualnie rządzących – berlingowcy, żołnierze spod Lenino, z Darnicy, Wału Pomorskiego i Berlina, na taką pamięć nie zasługują.

Mylą się, bo Polska i my nigdy o nich nie zapominamy.

PS W darnickim boju poległo 49 polskich żołnierzy. Mnie udało się ustalić nazwiska tylko 40. Może mimo upływu tylu lat wśród Czytelników znajdzie się ktoś, kto ten spis uzupełni?

Wydanie: 22/2018

Kategorie: Historia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy