Dary serca i kreatywności

Dary serca i kreatywności

Protezy serca, biologiczne zastawki, robot chirurgiczny – to osiągnięcia 25 lat Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi


Dr Jan Sarna
 – dyrektor generalny Fundacji Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi w Zabrzu

Zaczynali w kilka osób z kapitałem 4,2 tys. zł. Dziś Fundacja Rozwoju Kardiochirurgii im. prof. Zbigniewa Religi w Zabrzu obchodzi 25-lecie, a jej osiągnięcia są nie do przecenienia. To tysiące ludzi, którym wyleczono serca i dano szansę na nowe, zdrowe życie. Natomiast kapitał obrotowy to ponad 20 mln zł.

Co w minionym ćwierćwieczu sprawiło panu najwięcej radości?

– Śpiew Placida Dominga na pierwszym koncercie Serce za Serce. A było tak. W 1991 r., 9 grudnia, w mieszkaniu prof. Religi zrobiliśmy zrzutkę kapitału założycielskiego do kapelusza naszej przyjaciółki Ingeborgi Kutschy. Członków założycieli było niespełna 20, każdy z nas dał 1-2 mln starych złotych, nazbierało się tego 42 mln, odpowiednik dzisiejszych 4,2 tys. zł. To był pomysł Zbigniewa Religi. Pierwszym naszym zadaniem była pracownia zastawki serca. Bardzo wsparł nas wówczas prezes koncernu Żywiec. To były czasy, gdy firmy generowały zysk, ale nie myślały o misjach, wspieraniu idei. Ówczesny prezes Adam Loewe wyprzedził swoje czasy. Był na wykładzie profesora dla małej grupy kardiologów w Żywcu i tak go ujęła wizja nakreślona przez Zbyszka, że postanowił nas wesprzeć. Po roku intensywnej pracy postanowiliśmy podziękować wszystkim, którzy nam pomagali w tym początkowym okresie, a było to mnóstwo ludzi. No i wymyśliliśmy koncert Serce dla Serca, który do tej pory co roku odbywa się w Domu Muzyki i Tańca w Zabrzu. Sam wtedy z księgową, która do tej pory jest z fundacją, zajmowaliśmy się wszystkimi sprawami organizacyjnymi. I udało nam się zaprosić Placida Dominga. On nigdy nie słyszał o takim mieście jak Zabrze, za to miasto usłyszało jego. To była wielka rzecz, dzięki temu koncertowi poznała nas cała Polska, dowiedziała się, co robimy. Dlatego mimo upływu lat tamten koncert dał mi najwięcej radości.

A największe wzruszenie?

– To niewątpliwie wizyta pierwszego naszego pacjenta z protezą serca. Prof. Religa przeprowadził operację w nocy z 29 na 30 grudnia 1994 r. Pacjent przyszedł do nas z podziękowaniami, z tym urządzeniem w sobie, pełen radości życia. W takich momentach najmocniej czuje się sens swoich działań. Ten pierwszy człowiek, któremu pomogliśmy, najbardziej utkwił mi w pamięci.

Największy sukces fundacji według pana?

– To na pewno protezy serca. Każdy etap, każdy nowy projekt z tym związany to olbrzymia praca, satysfakcja i sukces. Jesteśmy obecnie czwartym najbardziej znanym ośrodkiem na świecie zajmującym się wszczepianiem protez serca. Spośród wszystkich obecnie działających najbliższa jest mi właśnie pracownia sztucznego serca, bo to był nasz pierwszy cel i to najbardziej mnie fascynuje.

Czy jest coś, czego nie udało się osiągnąć?

– Boleję nad tym, że przygotowujemy za mało biologicznych zastawek serca. Na początku zdawało nam się, że będzie to wiodący kierunek naszej fundacji. Niestety, podejście do transplantologii uniemożliwia nam pełne wykorzystanie wiedzy i możliwości. Opracowaliśmy i wykorzystujemy nowatorską i skuteczną procedurę robienia biologicznych zastawek serca. Moglibyśmy robić ich bardzo dużo, ale nie ma z czego. Pod względem jakościowym udało nam się opracować technologię perfekcyjnie, ale niestety, nie pod ilościowym, z czego jestem bardzo niezadowolony. Nasz zapał, wiedza i możliwości nie wytrzymują próby rzeczywistości.

Powspominajmy jeszcze trochę. Kroki milowe w rozwoju fundacji?

– Początkowo mieliśmy jeden mały pokój, urzędowałem w nim z księgową. Z domu przyniosłem zdekompletowany serwis do kawy, aby było w czym ją podawać licznym gościom. Patrząc z tej perspektywy, niewątpliwie wielkim krokiem był w 1997 r. zakup naszej obecnej siedziby. To była kluczowa decyzja organizacyjna. Jeśli chodzi o naukowe kroki milowe, to oprócz wcześniej wymienionych, 6 czerwca 1995 r. wszczepiliśmy pierwszą zastawkę serca kobiecie. W 2000 r. rozpoczęliśmy projekt budowy robota Robin Heart. Od początku zajmuje się nim Zbigniew Nawrat, który właśnie w dniu naszego 25-lecia otrzymał tytuł profesora nadzwyczajnego.

To olbrzymi projekt, ciągle posuwający się do przodu dzięki niezwykle kreatywnemu i wizjonerskiemu podejściu. W 2008 r. rozpoczęliśmy testy na zwierzętach wszczepiania protezy ReligaHeart. Profesor był już wtedy bardzo chory, leżał w szpitalu. Kiedy jego syn operował, inny członek zespołu przez półtorej godziny relacjonował telefonicznie profesorowi, co się dzieje na sali. Taki był. Ukoronowaniem tego projektu była pierwsza operacja przeprowadzona przez Grzegorza Religę w 2013 r. Rok śmierci pana profesora, 2009, był dla nas bardzo trudny. Jednak jego duch ciągle tu jest i nieustannie zagrzewa nas do dalszej pracy. Dla mnie osobiście ważne było powołanie biura marketingu w 2002 r., bo do tej pory musiałem nad większością spraw panować sam. Teraz zastanawiam się, jak to robiłem. Dzięki działaniom biura mieliśmy wiele sukcesów promocyjnych, ale znamienne było wydanie przez PKO Bank Polski dla konta Inteligo karty Visa z logo fundacji. Tych wydarzeń było wiele, wybieram je subiektywnie. Ale właśnie dziś, z okazji naszego jubileuszu, otworzyliśmy Izbę Pamięci, gdzie można prześledzić naszą historię. Począwszy od podpisanej listy członków założycieli fundacji, z których ośmiu już niestety nie żyje, poprzez prototypy sztucznego serca, aż po modele najnowszych osiągnięć w dziedzinie robotyki.

Wiem, że fundacja pomaga też innym krajom.

– Ważnym momentem było nawiązanie współpracy z Gruzją. To był chyba rok 1994. Minister zdrowia Gruzji napisał osobisty list do prof. Religi z prośbą o pomoc w rozwoju kardiochirurgii, bo oni w ogóle nie mieli lekarzy. Profesor ogłosił, że skoro on sam otrzymał olbrzymią pomoc od Amerykanów, nie może być głuchy na taką prośbę. Przyjęliśmy dużą grupę personelu medycznego na różne staże, aż w końcu zorganizowaliśmy misję ze sprzętem, lekami, wszystkim, co potrzebne, bo w Gruzji nie mieli niczego. Polecieliśmy wojskowym samolotem. To była podróż życia, dziś chyba bym się nie odważył. Lecieliśmy łącznie 16 godzin, z małą przerwą, bez toalety na pokładzie, za to siedząc wśród kartonów pełnych drogocennego sprzętu. Potem pomagaliśmy w rozwoju kardiochirurgii Ukrainie, Białorusi, Litwie. Tak się zaczął nasz projekt szkoleniowy.

Strony: 1 2

Wydanie: 25/2016

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy