Religia a seks

Religia a seks

Dziewictwo jest wartością nie tylko w Polsce. W wielu krajach ma wymiar religijny. Jest fetyszem, bo daje poczucie męskości


Prof. Zbigniew Izdebski – seksuolog, pedagog, doradca rodzinny, wykładowca akademicki


Zacznijmy od statystyk – badań Zbigniewa Izdebskiego i Polpharmy z 2017 r. zrealizowanych przez IQS („Seksualność Polaków 2017”). Zgodnie z wiarą katolicką seks przedmałżeński jest grzechem. Tymczasem dowodzi pan w swoich badaniach, że czystość przed ślubem zachowuje 9% Polaków z pokolenia starszych ludzi i tylko 1% osób młodszych. Z czego to wynika?
– Dokładnie z tego, o czym pani powiedziała, czyli z podejścia do wartości religijnych. Zdecydowana większość Polaków deklaruje się jako katolicy. Ale to, że ktoś tak się definiuje, jeszcze o niczym nie świadczy. Bywa, że gdy taki zdeklarowany katolik wchodzi do łóżka, to seks idzie w swoją stronę, a wiara w swoją. Niektórym towarzyszy większe, a niektórym mniejsze poczucie winy. Od zawsze grupa ludzi, która nie przestrzegała reguł katolickich, była spora. Widzimy to w Kościele katolickim na przykładzie par, które się pobierają ze względu na ciążę.

Naprawdę?
– Znałem nawet fotografów, którzy się wyspecjalizowali w takich zdjęciach ślubnych, na których nie widać, że panna młoda jest w ciąży. Dopiero od niedawna mamy modę na fotografowanie ciążowych brzuchów. (…)

W tym 1% znajdują się także mężczyźni, którzy są bardzo przywiązani do religii. Są nawet tacy, którzy się nie masturbują! A jeżeli, to z dużym poczuciem winy lub nawet z obrzydzeniem. Oni nie dają sobie prawa do przyjemności – dlaczego mam się cieszyć z wytrysku? Traktują to w kategoriach fizjologicznych, bo im ten popęd bardzo przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. I jeżeli go już rozładowują, to czynią to, ale mają z tym problem. Gdybyśmy mieli przeprowadzić gradację grzechu, to współżycie dla większości jest na pewno większym grzechem niż masturbacja.

A jak się mają do tego stosunek międzyudowy, oralny, waginalny i analny?
– Pani mnie nie oszczędza. Wszystko pani daje!

Z jakiego powodu jest to gorsze od masturbacji? Przeprowadził pan gradację grzechu?
– Mam wrażenie że stosunek międzyudowy jest… najmniej grzeszny. A jednak swoje można uzyskać.

A co z tego ma kobieta?
– Jeżeli mężczyzna potrafi dobrze penetrować między udami, to poprzez wykonywanie odpowiednich ruchów może zafundować kobiecie niezłą jazdę bez trzymanki. I co najważniejsze, są mężczyźni, którzy się w tym wyspecjalizowali. Ale wracając do gradacji grzechu, potem następuje stosunek waginalny, a następnie oralny. Ten ostatni jest traktowany jako perwersja. A analny? Dla jednej pary będzie to perwersyjne poszukiwanie nowych technik, a dla drugiej forma zachowania dziewictwa waginalnego przed ślubem.

Ekoantykoncepcja?
– Niestety tak. Miałem kiedyś pacjenta zakażonego wirusem HIV. Dowiedział się o tym, będąc w związku małżeńskim, podczas honorowego oddawania krwi. Przyszedł na wizytę mocno wystraszony sytuacją. Najbardziej obawiał się, jak to przyjmie jego żona. Bardzo ją kochał, i to z wzajemnością. Przed ślubem współżył z dwiema kobietami. Zasugerowałem, aby poprosił te panie, by się zbadały, a że mieszkały w tym samym mieście, przyszły i wykonały test na HIV. Okazało się, że są HIV ujemne. Zaproponowałem, aby o to samo poprosił żonę. Zapłakany opowiedział mi, że jak się żenił, to jego żona była dziewicą. (…)

Poprosiliśmy panią na rozmowę, wykonaliśmy test, okazało się, że pani jest HIV dodatnia. Ale gdy dokładnie zaczęliśmy analizować biografię tej kobiety, dowiedzieliśmy się, że w czasie studiów prowadziła, będąc osobą głęboko wierzącą, aktywne życie seksualne. Miała sporo partnerów, z którymi współżyła analnie i tylko analnie. Te zbliżenia dawały jej dużą satysfakcję. Sytuacja się wyjaśniła – to ona była zakażona jako pierwsza. Kobieta ta podkreślała cały czas fakt, że jest głęboko wierząca i że seks analny, z religijnego punktu widzenia, nie był dla niej w ogóle istotny. Nie utożsamiała go z żadną formą współżycia. Ci pacjenci do dzisiaj są w związku, a nawet można powiedzieć, że są dobrym małżeństwem. (…)

Ciekawe…
– Byłem jak mediator w tej trudnej relacji. Ona płakała, on płakał. Był przerażony, myśląc, że to on ją zakaził. Kiedy okazało się, że jest odwrotnie – może to nie będzie właściwe słowo – był szczęśliwy, że to nie on był winny sytuacji. Taka miłość! Żyją zgodnie, leczą się, przyjmują leki… Nie rozumiem jednego: dlaczego ludzie myślą, że muszą wszystkiego spróbować, wszystkiego się w życiu nauczyć, a seksu nie. I kiedy się pobieramy, to wszystko ma nam się udać tylko dlatego, że już mamy błogosławieństwo! A przecież mówimy o dwóch różnych rzeczach: o tym, co jest związane z systemem wartości, wiarą, oraz o tym, co jest związane z naszą sferą seksualną, biologią, anatomią. I z tym ostatnim bywa różnie. Ludzie nierzadko czekają na współżycie seksualne, na inicjację, tymczasem im bardziej zwlekają, tym więcej mogą napotkać problemów.

Żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie mam nic przeciwko temu, aby ludzie zachowywali abstynencję seksualną do ślubu i żyli zgodnie ze swoją wiarą. Nie powinni jednak idealizować samego aktu. Tymczasem wydaje im się, że to będzie tak, jak Michalina Wisłocka pisała w „Sztuce kochania”: trzęsienie ziemi i świat się będzie kręcił… Że to będzie nie wiadomo co! A tu się okazuje, że to nieraz boli, że to nieraz nie wyjdzie, że mężczyzna nie ma pełnego wzwodu. Albo nie zna dobrze swojej fizjologii i stosunek jest bolesny. Do tego źle dobrana pozycja. (…)

Bywa, że kobiety naoglądały się filmów erotycznych, pornograficznych, a tu ani takiej dynamiki nie ma, ani takiego penisa. Penis jest taki „pospolity”! Zdarza się też, że nieobeznana z seksem kobieta się boi: penis jest średniej wielkości, a dla niej to jest po prostu olbrzym. I jeżeli jest w pochwie, to jeszcze pół biedy, ale gdyby miał się znaleźć w innych miejscach, to jest po prostu obrzydliwy. Podsumowując, jeżeli parze zależy na czystości przedmałżeńskiej, to powinna mieć wiedzę, z czym się ona wiąże, ale nie obejdzie się bez znajomości anatomii. Wiara katolicka z tego nie zwalnia.

A czego nie wolno katoliczce?
– Wielu rzeczy: innych form seksu, nie tylko waginalnego, seksu przedmałżeńskiego, seksu z tą samą płcią.

Ojciec Ksawery Knotz, zwany katolicką Wisłocką, pisze, że katolik może całować żonę poniżej pępka, ale nie wolno mu mieć orgazmu. Nie wolno mu też stosować gadżetów ani oglądać pornografii. Z tym to się chyba każdy seksuolog zgodzi: filmy pornograficzne nie służą płci brzydkiej, a płeć piękna ich nie potrzebuje.
– Jeżeli ma się dystans do pornografii, to wszystko może służyć.

Sztuka użytkowa?
– Tak, tylko trzeba wiedzieć, jaką pornografię oglądać. Pornografia nie służy wówczas, gdy jest jedynym bodźcem seksualnym, jakiego się doświadcza. Uzależnionym nie służy na pewno. Ale okazjonalnie pomaga rozładować napięcie i może urozmaicić życie seksualne.

Czy mężczyzna, któremu w ciągu kilkunastu minut przesuwa się przed oczami wiele nagich kobiet, jest w stanie się podniecić przy tej jednej jedynej? A co, jeżeli podczas aktu seksualnego on potrzebuje popatrzeć na filmy porno?
– Mamy problem. Ale to dotyczy tych mężczyzn, których pornografia zdominowała w jakiejś fazie życia. Jeżeli chcą w czasie współżycia oglądać taki film, to powinni wcześniej uzgodnić to z partnerką.

A co wolno katoliczce? Jak pisała Michalina Wisłocka, podczas defloracji podłożyć poduszkę pod pupę?
– Tak, żeby mniej bolało.

A jeśli kobieta ma pochwicę? Pochwice biorą się przecież w zdecydowanej większości z restrykcyjności wychowania. Dotyczy to 2% kobiet.
– Pochwica (zespół Mariona-Simsa, dysfunkcja seksualna polegająca na silnym, bardzo bolesnym, odruchowym, niezależnym od woli skurczu mięśni pochwy) nie ma związku z tym, czy ludzie inicjują seks przed, czy po ślubie. Wymaga natomiast konsultacji ginekologicznej, a później być może wsparcia seksuologicznego. I zaczyna się proces leczenia, który wcale nie jest taki krótki. Przyczyny bywają fizjologiczne (dysfunkcje w układzie pochwy) lub psychogenne – wiążące się z dużym lękiem przed samym faktem współżycia seksualnego.

Z jakim problemem katoliczka przychodzi do pana profesora do gabinetu?
– Z rozpasaniem swojego męża! Ale to nie ma znaczenia, czy ktoś jest katolikiem, czy nie. Istotne, jakie jest jego przywiązanie do tradycji religijnej, czy to są osoby głęboko wierzące i praktykujące. Dla większości seks idzie w swoją stronę, a wiara w swoją. I mam tu na myśli praktyki seksualne, ich intensywność, seks oralny czy mobilizowanie jednej ze stron do oglądania filmów pornograficznych. Bywa, że kobieta nie chce oglądać tego typu filmów ze względów estetycznych i może być ateistką. Jej kultura, osobowość tego nie akceptuje i nie ma to nic wspólnego z wiarą.

Seks jest zresztą silnie powiązany z lękami niektórych kobiet przed współżyciem seksualnym, wynikającymi z faktu, że te kobiety nie stosują antykoncepcji, a jednocześnie oczekiwania mężczyzny co do współżycia seksualnego są takie, że on chciałby często i dużo. Kobieta – niekoniecznie. I wówczas ona wyznacza ten czas, kiedy może współżyć ze względów fizjologicznych. Kolejnym problemem jest system wychowania: kobieta niby kocha swojego męża, ale ma poczucie, że te relacje w związku między nimi nie są dobre. Bywa tak wtedy, gdy w pierwszej rodzinie tej kobiety mężczyźni byli przedstawiani jako najgorsza ludzka kategoria: mężczyzna dla niej to ktoś, od kogo będzie zależna, kto ją skrzywdzi i wykorzysta. Nie chodzi tylko o seks po ślubie, a raczej o to, że kobieta, która ma zachować czystość do ślubu, dostaje w spadku od matki i jej poprzedniczek obraz mężczyzny – siedliska zła, który chce tylko jednego.

I gdy zdobędzie to jej dziewictwo, przestanie ją szanować i porzuci. Mężczyzna dostaje też przekaz od ojca: nie słuchaj „baby”, rób swoje.
– Te przekazy ojców tylko utrwalają stereotypy. I niektórym kobietom jest potem trudno zrozumieć, że to są tylko stereotypy. Nie trzeba statystyk, aby to potwierdzić. Ale oczywiście tacy panowie, jakimi straszą matki, bywają. Świat byłby jednak bardzo smutny, gdyby składał się wyłącznie z takich mężczyzn. (…)

Jedna z moich ultrakatolickich koleżanek przyszła kiedyś po poradę, mówiąc, że wie tyle, że mężczyznę należy pogłaskać, i to nie tylko po ramieniu. Czy takiej kobiecie wypada przyjść do seksuologa?
– Czasem słyszę, że ktoś jest seksuologiem katolickim. Albo katolickim psychologiem. I myślę wtedy, że jeżeli ktoś jest seksuologiem, to jest dobrym seksuologiem, albo jeżeli jest psychologiem, to jest dobrym psychologiem. Dla mnie takie podziały wprowadzają rażące ograniczenia. Wizyta u seksuologa nie wiąże się z religią, ale z tym, czy ma się poczucie ważności związku w życiu. Nasza świadomość seksuologiczna, mimo że mamy XXI w., jest nadal na bardzo niskim poziomie. Przyzwyczailiśmy się, że seks odbywamy w piątek, sobotę albo niedzielę.

Statystycznie przez 11 minut, przy zgaszonym świetle i myśląc o kimś innym. Może warto je czasem zapalić?
– Ależ skąd! Nie musimy przy pełnym świetle eksponować swojego ciała. Ale gdybyśmy chcieli się zastanowić, czego w seksualności katolikowi nie wolno, a co wolno, to ja jestem przekonany, że dużo rzeczy można. Współpracowałem wiele lat z ojcem Władysławem Skrzydlewskim i jestem pewny, że taką wiedzę jak on ma niewielu księży. Że z ambony o wielu rzeczach się nie mówi, a mówić się powinno. W wierze katolickiej w sferze seksualności dopuszczono więcej, niż sobie wyobrażają. Naturalnie kwestia antykoncepcji, prezerwatyw cały czas jest dyskutowana.

Ludzie, którzy poznali osobiście wymienionego wcześniej ojca Knotza, wspominają go jako otwartego, sympatycznego człowieka.
– Moim zdaniem nie jest autorem rewolucji. Obalił po prostu stereotypy. Seks katolicki nie jest siermiężny! Jest za to niezmienny i nieugięty.

A jaka jest w nim rola kobiety?
– Kobieta, zgodnie z nauką Kościoła katolickiego, jest podległa mężczyźnie. Jest to ujęte w przysiędze małżeńskiej. I to indywidualna sprawa, jak ktoś będzie chciał interpretować tę podległość i to posłuszeństwo. Oczywiście niekoniecznie musi się to wiązać z jedną pozycją – klasyczną. (…)

Co ma zrobić mężczyzna, który ma wysokie libido, a jednocześnie rozwiniętą duchowość i zostaje księdzem? Walczyć ze sobą całe życie?
– On już na starcie ma problem. I każdy coach by mu taki zawód odradził. To jakaś forma masochizmu. Jest ogrom innych obszarów, w których może się realizować.

Czy taki mężczyzna ma szansę funkcjonować w życiu codziennym?
– Jeżeli ma możliwość realizacji swoich pragnień duchowych, a wiara stanowi dla niego dużą wartość, to jest szansa, że lepiej poradzi sobie z popędem seksualnym, ale już na starcie musi wiedzieć, że jest to niezwykle trudne do osiągnięcia. Gorzej, jeżeli w pewnym okresie jego życia te ważne dla niego wartości się dewaluują, a popęd seksualny daje o sobie znać. Wtedy jest rzeczywiście problem, a życie pisze różne scenariusze… Dlatego zawsze powtarzam, że aby uniknąć tych dylematów, należy się odpowiedzialnie zastanowić nad wyborem tej szczególnej służby, zawodu, tym bardziej że decyzję tę podejmują najczęściej ludzie młodzi, nie zawsze dojrzali. Z praktyki poradnianej wiem, że nie każdemu udało się w okresie formacji kapłańskiej czy zakonnej pogodzić wysokie wymagania duchowe z naturalnym popędem seksualnym. I lepiej na tym etapie podjąć decyzję o rezygnacji, niż później prowadzić podwójne życie i być nieszczęśliwym czy też unieszczęśliwiać innych. (…)

A co z usługą „rekonstrukcja błony dziewiczej – 3 tys. zł”? Skoro jest podaż, musi być i popyt.
– Mówimy o błonie dziewiczej, która jest określana także jako hymen lub wieniec waginalny. U niektórych kobiet, które współżyją, może nie dochodzić do przerwania błony dziewiczej. Wracając do „rekonstrukcji”, to od zawsze byli ginekolodzy, którzy „cerowali” błonę dziewiczą; nie jest to nowe zjawisko. Traktowali to jako dodatkową działalność. Mężczyźni jawnie deklarują, niektórzy oczywiście, że z dziewicą będą się chętniej spotykać. Czasami chodzi po prostu o jedno spotkanie, i są w stanie dużo za to zapłacić.

Dlaczego dziewictwo ciągle jest dla niektórych fetyszem?
– Dziewictwo jest wartością nie tylko w Polsce. W wielu krajach ma wymiar religijny. Jest fetyszem, ponieważ daje pewnej grupie mężczyzn poczucie męskości.


Fragmenty książki Siedem grzechów przeciwko seksualności, Zbigniew Izdebski w rozmowie z Małgorzatą Szcześniak, Poradnia K, Warszawa 2021


Fot. Mirosław Kaźmierczak

Wydanie: 45/2021

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy