Test na padaczkę

Test na padaczkę

Będzie można zbadać padaczkę za pomocą badań krwi

Dr Kinga Szydłowska – pracownik Instytutu Biologii Doświadczalnej PAN im. Marcelego Nenckiego

Padaczka zdaniem neurobiologa to…
– …stan patologiczny mózgu, który charakteryzuje się nieskoordynowanymi wyładowaniami elektrycznymi. Zewnętrznym tego objawem są drgawki. Mogą one obejmować całe ciało, czemu towarzyszy sztywność mięśni, ale mogą też występować drgawki częściowe, których nie widać, jednak aktywność mózgu jest zmieniona i obserwujemy zaburzenia EEG. Objawem padaczki mogą być również: chwilowa, kilkusekundowa utrata świadomości, zaburzenia mowy albo nagły napad śmiechu – co występuje u dzieci. Chodzi o sytuacje, które nie są śmieszne, a dziecko ni stąd, ni zowąd zaczyna chichotać.

Czy jest w mózgu ośrodek odpowiedzialny za śmiech?
– Z wywoływaniem śmiechu czy kierowaniem nim związanych jest kilka struktur mózgu, np. kora przedczołowa, hipokamp, ciało migdałowate. I właśnie na podstawie objawów padaczki można czasem określić, w jakiej części mózgu znajduje się jej ognisko. Jeśli mamy np. zaburzenia mowy, to może ono być zlokalizowane w płatach skroniowych mózgu.

Nie ma jednej choroby, która nazywa się padaczką, prawda?
– Tak, to tylko symptom jakiejś choroby. Padaczka może mieć podłoże genetyczne, może wystąpić po fizycznym urazie mózgu albo po udarze.

Na czym polega jej diagnostyka?
– Badaniem, które potwierdza padaczkę, jest EEG.

A czym pani się zajmuje?
– Razem z prof. Katarzyną Łukasiuk, w której laboratorium pracuję, zajmujemy się procesem epileptogenezy, czyli rozwojem padaczki. Jeśli np. po urazie mechanicznym lub udarze dochodzi do uszkodzenia mózgu, to drgawki padaczkowe mogą wystąpić nawet za 10 lat. Mówimy wtedy, że uaktywniła się padaczka.

To bardzo daleka droga od bodźca do objawów.
– O wystąpieniu padaczki możemy powiedzieć dopiero wtedy, gdy doszło do dwóch napadów drgawkowych – bo ktoś mógł mieć tylko jeden taki napad, np. po podaniu jakiegoś leku, ale to jeszcze nie jest padaczka. O padaczce powiemy jednak, gdy po jednym napadzie jest duże prawdopodobieństwo wystąpienia kolejnego. Na przykład jeśli ktoś ma guz mózgu i zaobserwowano u niego drgawki, możemy podejrzewać, że dopóki nie usuniemy guza, drgawki będą się powtarzać.

Jakie mamy możliwości diagnostyki padaczki? Kiedy możemy przewidzieć, że wystąpią jej symptomy?
– Na razie pracujemy nad tym. A warto takie rzeczy wiedzieć, by można było zaaplikować pacjentowi odpowiednie leki. Dlatego w pracowni prof. Łukasiuk zajmujemy się poszukiwaniem metod wczesnej i prostej diagnozy padaczki. Konkretnie poszukujemy biomarkerów padaczki. Wysokie stężenie cukru we krwi jest biomarkerem cukrzycy, my zaś szukamy takiego „dowodu” na występowanie padaczki. I skupiliśmy się na mikroRNA.

A co to takiego?
– Jest to bardzo ciekawa część naszego materiału genetycznego. DNA koduje informacje niezbędne do syntezy wszystkich białek występujących w naszym organizmie. Żeby informacja została przepisana na białko, wcześniej jest przepisywana na RNA. RNA ma też zapisane informacje o kodowanych białkach. I okazuje się, że pomiędzy tymi częściami RNA, które mają zakodowane informacje o białku, są przerwy, które nazwano niekodującymi RNA, ponieważ myślano, że nie kodują one żadnych białek. Ale to przeszłość. Okazało się, że mikroRNA mogą regulować funkcje różnych genów, przez co mają ogromne znaczenie w naszym organizmie. Jedno mikroRNA może regulować ponad 100 różnych genów. I w padaczce pojawiają się właśnie takie zmienione mikroRNA, czyli może być obniżony lub podwyższony ich poziom ekspresji.

Co nam daje tego typu wiedza?
– Okazuje się, że ten zmieniony poziom mikroRNA możemy zaobserwować także we krwi osoby, która ma padaczkę lub będzie ją miała.

Można więc będzie w przyszłości zbadać padaczkę u pacjenta za pomocą badań krwi?
– Właśnie tak. Bo ten zmieniony poziom mikroRNA, widoczny również we krwi, występuje w momencie drgawek lub przed nimi. W ten sposób będziemy mogli stworzyć test krwi, który pozwoli na stwierdzenie padaczki.

Ale jaką mielibyśmy z tego korzyść?
– Będziemy mogli przewidzieć wystąpienie napadu padaczki, zanim zaczną się drgawki, i podać leki takiej osobie. A padaczkę dobrze się leczy. Powstało wiele nowych i skutecznych leków.

Słyszałam, że nie zawsze da się ją leczyć.
– Rzeczywiście, istnieje padaczka lekooporna, która dotyczy 30% pacjentów. Jednak i w takim przypadku często możemy pomóc – np. poprzez zabiegi chirurgiczne. Jeśli tylko lekarzowi uda się ustalić ognisko chorobowe, możemy je usunąć. Oczywiście jest to interwencja chirurgiczna i w jej trakcie może dojść nawet do uszkodzenia mózgu, niemniej jednak dla pacjentów, którzy mają po kilkadziesiąt ataków padaczki dziennie, to zawsze jakieś wyjście.

Są jeszcze metody polegające na stymulacji mózgu.
– Jest to stymulacja nerwu błędnego – specjalne urządzenie założone na nerwie błędnym, na wysokości szyi, wysyłając impulsy elektryczne, wycisza atak padaczki. Metoda jest dość skuteczna, rzadko całkowicie niweluje wystąpienie drgawek, ale na pewno bardzo znacząco zmniejsza ich liczbę. Są też pacjenci, którym pomaga w stu procentach. Inną metodą, bardziej złożoną, jest głęboka stymulacja mózgu. Wymaga instalacji elektrod w mózgu i na jego powierzchni, a do tego potrzeba operacji chirurgicznej. Jest ona skuteczna u pacjentów, w których wypadku wiemy, gdzie występuje ognisko chorobowe.

Leki chyba są lepsze…
– To zależy od pacjentów. Zaczyna się przeważnie od stosowania leków. Oddziałują one na kanały jonowe, receptory oraz na wydzielanie neuroprzekaźników, często nieprawidłowe w przypadku padaczki, powodujące zakłócenia pracy mózgu. Leki modelują działanie neuroprzekaźników lub ich receptorów. Jednak długo nie było przełomu, jeśli chodzi o nowe leki. Natomiast wspomniane stymulacje mózgu były przełomem. A w przyszłości będą to manipulacje mikroRNA…

Proszę o tym opowiedzieć.
– Od czasu poznania mikroRNA zaczęto prowadzić różne badania, w kontekście nie tylko diagnostyki, ale także nowych leków przeciwpadaczkowych. Ich mechanizm działania miałby polegać na unormowaniu poziomu mikroRNA. Takie próby zostały już skutecznie przeprowadzone na zwierzętach. Ale na razie wszystko jest na etapie badań.

Mówiłyśmy o udarach, których skutkiem może być padaczka. Wiem, że pani zajmowała się opracowywaniem leków przeciwudarowych, będąc jeszcze w Kanadzie.
– Udarami mózgu zajmowałam się na stażu podoktorskim, który odbyłam w Toronto Western Hospital, gdzie pracowałam w laboratorium prof. Michaela Tymiańskiego. Prof. Tymiański, który jest neurochirurgiem, wynalazł substancję będącą potencjalnym lekiem przeciwudarowym, opublikował na ten temat pracę w 1999 r. w czasopiśmie „Science”.

Minęło już 20 lat, a chyba jeszcze takiego leku nie mamy.
– Nie, ten lek jeszcze nie jest dostępny dla pacjentów, ale znajduje się już w ostatniej fazie badań klinicznych. O ile mi wiadomo, to jedyny lek neuroprotekcyjny na świecie, który doszedł do tak zaawansowanego etapu badań.

Jednak długo to wszystko trwa – od wynalezienia substancji do produkcji leku.
– W tej chwili lek jest już podawany pacjentom w USA i Kanadzie, na razie jeszcze w ramach badań klinicznych, ale zawsze. Wygląda to tak, że pacjentowi podejrzanemu o wystąpienie udaru podaje się taki lek w karetce, oczywiście za zgodą jego lub rodziny, gdy pacjent nie może tego zrobić.

Podaje się lek w trakcie udaru?
– Można go podać także wcześniej, przed udarem. Plusem jest to, że lek jest bezpieczny i działa zarówno w przypadku udarów niedokrwiennych, jak i krwotocznych. Dotąd były skuteczne leki na udar niedokrwienny, ale wcześniej trzeba było zidentyfikować, do jakiego rodzaju udaru doszło, poddając pacjenta badaniom w szpitalu. A przecież tutaj liczy się czas, każda sekunda. Nowy lek będzie można podawać natychmiast, bez zwłoki. I to jest wielka zmiana.

Fot. materiały prasowe

Wydanie: 47/2019

Kategorie: Zdrowie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy