Dialog zamiast politycznych sztandarów

Dialog zamiast politycznych sztandarów

Każdy zostanie postawiony w sytuacji, w której będzie musiał przemyśleć swoją postawę, poziom odwagi i empatii


Karolina Gruszka – aktorka filmowa i teatralna


W „Śmierci Zygielbojma” przypominacie postać tytułowego bohatera, który walczył o to, by Zachód zainteresował się tematem Holokaustu. Wstyd powiedzieć, ale nie słyszałem o nim w szkole.
– Muszę przyznać, że zanim rozpoczęłam pracę nad filmem, sama wiedziałam niewiele o Zygielbojmie. Gdy przeczytałam scenariusz, też było mi z tego powodu wstyd. Zawsze jest jednak nadzieja, że historie takich ludzi powrócą, że ktoś po nie sięgnie. Ale cieszę się, że powstał scenariusz, nie tylko dlatego, że mogliśmy nim złożyć hołd postaci, o której opowiadamy. To ważny obraz, bo tematyka, której dotyka, jest po prostu bardzo aktualna.

W jaki sposób odnosi się do współczesności?
– Nasze pokolenie w zdecydowanej większości mogło wybrać życie we własnej strefie komfortu – teraz, obserwując wydarzenia na polskiej granicy, jesteśmy zmuszeni do wykonania rachunku sumienia. Powinniśmy zadać sobie pytanie, czy robimy cokolwiek, aby pomóc. Zygielbojm może być dla nas punktem odniesienia, musimy przestać być obojętni na cudze cierpienie.

Tyle że Zygielbojm walczył o „swoich”, sam był Żydem, któremu zależało na nagłośnieniu tragedii jego narodu. Polacy może i zmobilizowaliby się do działania, gdyby na granicy z Białorusią ginęli „nasi”. A że giną „obcy”, mniej nas to zajmuje.
– Jako społeczeństwo mamy skłonność do wypierania tego, co nie dzieje się bezpośrednio u nas, na naszym podwórku. Wolimy żyć w spokoju. Ale okazuje się, że dłużej tak się nie da. Uważam, że w pewnym sensie jest to pozytywne.

Dlaczego?
– Bo każdy z nas zostanie postawiony w sytuacji, w której będzie musiał pewne rzeczy przemyśleć – przede wszystkim swoją postawę, poziom odwagi i empatii.

Tylko co jeszcze musi się wydarzyć, żeby nami poruszyć? W końcu ludzie, nie siląc się już nawet na anonimowość, publikują w sieci komentarze pełne nienawiści wobec ginących na granicy. I nie wstydzą się tego.
– To prawda i jest to przerażające. Wciąż jednak mam nadzieję, że większość z nas ma w sobie tę podstawową umiejętność współodczuwania – być może została ona uśpiona, ale może się wybudzić w ekstremalnych momentach. Ludzi w takiej sytuacji, w jakiej znaleźli się migranci na granicy, mogą być za chwilę miliony. Będą to chociażby uchodźcy klimatyczni – nie wiadomo dokładnie kiedy, może za pięć albo za dziesięć lat. W każdym razie na pewno wydarzy się to jeszcze za naszego życia. Mam nadzieję, że wykażemy się wówczas elementarnym ludzkim współczuciem i dobrocią. Niestety, historia pokazuje, że różnie z tym bywa.

Kierowanie się własnymi emocjami i empatią jest obecnie traktowane przez innych jako pewnego rodzaju deklaracja polityczna. Kiedy mówię głośno o tym, że chciałbym pomóc migrantom, wiele osób traktuje to jako opowiedzenie się po którejś stronie politycznej barykady.
– To pokłosie sposobu, w jaki w Polsce przez ostatnie lata prowadzono polityczny dialog. Nasz kraj drastycznie podzielono na dwie części. Tymczasem powinniśmy próbować docierać się za pomocą jak najbardziej neutralnych politycznie komunikatów – w końcu deklarujemy się jako kraj chrześcijański, wystarczyłoby zatem odwołać się do podstawowych wartości tej religii. Mam nadzieję, że będziemy próbowali znaleźć wspólny język i skupić się na pojedynczych ludzkich tragediach, zamiast patrzeć na nie w pojęciu całego systemu. To mężczyźni, kobiety i dzieci, którym trzeba pomóc, bo zamarzają w naszych lasach, a nie ideologia polityczna. Musimy to wreszcie zrozumieć i przestać traktować siebie nawzajem jako ideologię.

Artyści zawsze kojarzyli mi się z ludźmi budującymi mosty, spajającymi społeczeństwo. Kiedy szliśmy do kina lub sięgaliśmy po książkę, tworzyliśmy wspólnotę niezależną od politycznych podziałów. Dziś jest inaczej. Minister Piotr Gliński próbował wykorzystać nawet wasz film w celach propagandowych.
– Niestety, to prawda. Tym trudniejszy był dla mnie moment, kiedy podjęto próby upolitycznienia naszego filmu. Wszystko jednak się wyjaśniło i mam nadzieję, że do kina wybierze się jak najwięcej osób, niezależnie od tego, kto na którą opcję polityczną głosuje. Ja sama zawsze będę proponowała dialog zamiast wznoszenia politycznych sztandarów. Być może jest to naiwne myślenie, ale takie jest moje zdanie. Społeczeństwo należy także edukować w wielu tematach. A żeby to robić, trzeba stworzyć atmosferę, w której dwie strony będą chciały wzajemnie się wysłuchać.

Masz jakiś pomysł, jak można by obecnie do tego doprowadzić?
– Staram się to robić poprzez spektakle i filmy, indywidualne rozmowy z ludźmi, których spotykam. Zapewne potrzebne byłyby również bardziej spektakularne kroki i myślę, że wszyscy w moim środowisku nad nimi się zastanawiają. Bardzo szanuję chociażby ostatnie wystąpienia Macieja Stuhra. To ważne przykłady, ale wciąż niewystarczające.

Z drugiej strony wielu wyrzuca osobom publicznym, że się mieszają nie do swoich działek. Niektórzy mają problem z tym, że aktorzy mówią o sytuacji na granicy albo o szczepieniu się przeciw koronawirusowi.
– Kiedy wypowiadasz się publicznie, a pewne sprawy bardzo cię bolą, pojawia się pokusa, żeby mówić o nich, zamiast skupiać się na błahostkach. Staram się nie angażować po żadnej z politycznych stron – nie zawsze znam się na ich poczynaniach, nie zawsze mam do nich zaufanie. Wypowiadam się w swoim imieniu, w zgodzie z własnym sumieniem. Obecnie mamy jednak bardzo dużo tematów tabu, a poprawność polityczna stała się w pewnym sensie niebezpieczna. Trudno podważać lub nawet podawać w wątpliwość pewne kwestie. Żyjemy w czarno-białym świecie, w którym musisz opowiedzieć się po jednej ze stron, bo każdy odcień szarości odbierany jest jako atak.

Albo jako symetryzm.
– Otóż to. To bardzo trudna sytuacja, w której sami ograniczamy sobie wolność słowa.

Udaje ci się w tym wszystkim jakoś znaleźć spokój? Potrafisz zadbać sama o siebie i o równowagę wewnętrzną?
– Wierzę, że aby móc zmieniać cokolwiek w świecie wokół nas, trzeba zacząć od siebie i uporządkować własne wnętrze. Bez tego nie wyniesiemy nic dobrego na zewnątrz. Przez lata udało mi się wypracować pewne metody, które pozwalają mi zadbać o swój spokój pomimo okoliczności. Ale naturalnie wybija mnie z niego bardzo wiele zasłyszanych informacji – żyję w związku z Rosjaninem, mam wielu przyjaciół na Białorusi, więc sytuacja na granicy jest dla nas podwójnie ważna, mocno do mnie dociera. Bez zbudowania własnej, wewnętrznej niezależności można oszaleć. Wszyscy powinniśmy zadbać teraz o kondycję psychiczno-duchową.

Zwłaszcza że coraz częściej obserwuję, jak łamią się pacyfistyczne osoby, które znam od lat. Do niedawna brzydziły się agresją, a teraz z ich ust zdarza mi się usłyszeć stwierdzenie, że gdyby spotkały któregoś z polityków obozu rządzącego, nie zawahałyby się użyć siły. To pokazuje, jak bardzo jesteśmy nabuzowani tym, co dzieje się dookoła nas.
– W ekstremalnych sytuacjach, które na dodatek nieustannie eskalują, zawsze się radykalizujemy. Nagromadzenie toksycznej energii ma na nas ogromny wpływ. Warto jednak być ostrożnym i dbać o kulturę naszego dialogu, nie odpowiadać agresją na agresję i żyć według własnych zasad, ideałów. Nawet jeżeli to trudne. Inaczej przechodzimy w kierunku skrajności. Jest mi przykro, kiedy czytam naznaczone nienawiścią komentarze osób, które walczą o to samo, co ja, ale zupełnie innymi metodami.

Podziwu godne jest twoje trzymanie się zasad i ideałów, bo obecnie niezwykle łatwo poddajemy się emocjom, zwłaszcza negatywnym.
– Nie zawsze mi się udaje. Miewam gorsze dni, kiedy dopada mnie czarnowidztwo. Powinniśmy po prostu się starać. Ja się tego trzymam.

Skoro dookoła dzieje się tyle negatywnych rzeczy, spróbujmy dla odmiany znaleźć coś dobrego. Może oczyszczenie w środowisku filmowym po interwencji wielu kobiet z branży?
– Z jednej strony, jest to bardzo potrzebny proces, z drugiej – również w nim widzę pewien przesyt. Pewne rzeczy przedstawiane są w zdecydowanie zbyt ciemnych barwach w porównaniu z rzeczywistością. Ale może tak musi być – skoro jakiś problem przez tyle lat pozostawał niezauważony, to kiedy wybucha, dzieje się to z olbrzymią mocą, na czym cierpią też osoby niewinne. Miejmy nadzieję, że sytuacja się unormuje – żeby tak się stało, musimy przestać postrzegać świat wyłącznie jako czarno-biały. Do zrozumienia pewnych zachowań potrzebujemy szerszego kontekstu.

Ty mieszkałaś poza Polską, choćby w Rosji. Widziałaś, jak to wygląda gdzie indziej. Z taką wiedzą pewnie o wiele łatwej o dystans, bo można zbudować porównania.
– Z pewnością, chociaż akurat Rosji nie brałabym za przykład, bo jest to kraj, który ma wiele problemów, a ruch feministyczny dopiero zaczyna tam docierać. Odwołuję się oczywiście do swoich doświadczeń, wśród których trudno mi wskazać jakiekolwiek drastyczne, bez względu na to, czy miałyby dotyczyć mnie, czy osób w moim otoczeniu. Zgadzam się, że wiele incydentów opisywanych w mediach nigdy nie powinno mieć miejsca. W naszym zawodzie wytyczanie granic jest jednak szczególnie trudne, ponieważ pracujemy na bardzo delikatnym materiale – na własnych emocjach. Łatwo zatem kogoś skrzywdzić, nie jest to zawód dla każdego i trzeba mieć w sobie gotowość na emocjonalne zderzenie z drugim człowiekiem. Musimy się nauczyć odróżniać niedopuszczalne nadużycia od tego, co stanowi część naszej pracy.

To skomplikowane, zwłaszcza w czasach nadmiernego eksponowania poprawności politycznej, o której rozmawialiśmy wcześniej.
– Staliśmy się jej niewolnikami. Wolimy pewne rzeczy przemilczeć z obawy przed hejtem, często ze strony środowiska, którego czujemy się częścią lub z którym sympatyzujemy. Dlatego namawiałabym do większej czułości i szacunku wobec siebie. Zbyt łatwo wydajemy oceny i zamykamy siebie nawzajem w szufladach. Pozwólmy sobie i innym na wątpliwości i odwagę rozmyślania w różnych kierunkach. A czasem również na błędy.

Fot. Monolith Film

Wydanie: 50/2021

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy