Dlaczego rząd Kaczyńskiego godzi się na tarczę antyrakietową, kiedy nie ma wiz do USA, są problemy z offsetem i myśliwcami F-16?

Dlaczego rząd Kaczyńskiego godzi się na tarczę antyrakietową, kiedy nie ma wiz do USA, są problemy z offsetem i myśliwcami F-16?

Prof. Roman Kuźniar, dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych
Kwestii tarczy antyrakietowej nie należy stawiać w kategoriach rekompensaty. Sprawa jest znacznie poważniejsza. Lokalizacja tarczy w Polsce jest całkowicie zbędna i nic nie może zrekompensować szkody, jaką wyrządzi bezpieczeństwu narodowemu Polski. Zresztą nie jest ona również potrzebna dla bezpieczeństwa Ameryki. Wbrew swej nazwie jest to system ofensywny, a nie defensywny. Polska nie powinna popierać Ameryki w jej skłonnościach do wszczynania wojen mających dramatyczne konsekwencje. Tak nie robi dobry sojusznik. Tak mógłby postąpić tylko nierozumny satelita.

Dr Filip Ilkowski, Inicjatywa Stop Wojnie
Sprzeczność ta dotyczy nie tylko obecnego rządu, ale również poprzednich, które od lat uprawiają politykę mającą pokazać, że Polska jest najwierniejszym sojusznikiem USA w Europie Wschodniej. Jest to też próba budowania lokalnego mocarstwa w tym regionie. Na szczęście są to próby nieudane, Stany Zjednoczone bowiem przeżywają duży kryzys, a razem z nimi ich sojusznicy w tej kwestii. To zła strategia budowania własnej pozycji na świecie. Trzeba ją potępić i skrytykować jako haniebną.

Dr Tomasz Rożek, fizyka jądrowa
Czy warto się godzić na tarczę antyrakietową, nawet jeśli nic za to nie uzyskamy? Projekt jeszcze nie jest zatwierdzony, ale już wiadomo, że ewentualna budowa będzie bardzo kosztowna i z tego powodu może przynieść wiele korzyści, np. zbyt materiałów budowlanych, zatrudnienie personelu, podatki i opłaty wnoszone przez właścicieli, ogólne ożywienie gospodarcze w regionie. Projekt tarczy zakłada także w przyszłości ochronę Polski i to się opłaci. System bezpieczeństwa nie jest jednorazowym zakupem, ale można przy okazji walczyć dla nas o wkład w polską technologię i naukę, co przyniesie korzyści w przyszłości.

Wojciech Łuczak, ekspert w sprawach uzbrojenia
Wszyscy polscy politycy są zakładnikami przekonania, że ktokolwiek sprzeciwiłby się Amerykanom, otrzymałby zaraz metkę prorosyjską. Stworzono u nas taki klimat mentalny, że nie jesteśmy żadnym partnerem dla USA, choć czasami jesteśmy dla nich istotni. Uważa się więc, że wszystko, co Amerykanie zaproponują, jest znakomite i fantastyczne. W naszym interesie byłoby nauczenie się mówienia otwarcie naszym sojusznikom jasnym, prostym językiem, że interesy Polski – gospodarcze, polityczne, techniczne, wreszcie interes bezpieczeństwa narodowego – powinno się również szanować. Musimy nauczyć się rozmawiać językiem naszych interesów, co nie znaczy, że rząd tego nie próbuje robić. Latem ub.r. doszło do spotkania na szczeblu MSZ i wtedy zostały zapisane zarówno nasze, jak i amerykańskie oczekiwania. Jednak zostało to uśpione do momentu, kiedy zaczęto znów mówić o tarczy antyrakietowej.

Prof. Krzysztof Michałek, historia USA
To są odrębne kwestie. Budowa tarczy antyrakietowej dotyczy bezpieczeństwa i przyszłości. Nie doraźnej ani na kilka lat, ale na jedno lub kilka pokoleń, czego nie można łączyć z wizami ani offsetem i innymi zaszłościami. Wizy należą do spraw znajdujących się o wiele niżej na skali ważności i wymagają innego rodzaju negocjacji. W zamian za zgodę na budowę tarczy powinniśmy uzyskać dodatkowe gwarancje bezpieczeństwa. Chodzi np. o to, aby Amerykanie równocześnie przekazali Polsce cztery-pięć stanowisk rakiet typu Patriot IV generacji, z których każde kosztuje około 280 mln dol., co przy podniesionym ryzyku z powodu rozlokowania w Polsce tarczy antyrakietowej może dawać większe gwarancje bezpieczeństwa w czysto militarnym sensie. Moglibyśmy też wynegocjować dwustronne porozumienie wojskowe, które byłoby niezależne od zobowiązań amerykańskich wobec NATO i ustalało, że gdyby tarcza antyrakietowa miała być źle przyjęta przez naszych sąsiadów, to w razie konfliktu regionalnego Amerykanie pośpieszyliby nam z pomocą wojskową. Obecna ekipa rządząca, tak jak poprzednie, nie wyzbyła się kompleksu niższości wobec USA i nie rozumie konieczności używania argumentów pragmatycznych, a nie ideologicznych. Jednym z nich może być to, że choć zmieniają się rządy i ekipy, Polska ma od kilkunastu lat przewidywalne stanowisko wobec USA, czego nie można powiedzieć np. o Czechach i Słowacji, gdzie zdarzały się rządy zarówno pro-, jak i antyamerykańskie. Polska była nastawiona do USA pozytywnie niezależnie od tego, czy rządzili Kaczyńscy, Kwaśniewski, Miller czy Wałęsa, i to jest wielki atut, bo jesteśmy stabilnym partnerem.

Dr Bohdan Szklarski, politolog, amerykanista
Nie potrafimy być mniej ulegli wobec Amerykanów. Nie umiemy też dyskutować o polityce zagranicznej ze społeczeństwem. To stało się domeną wyedukowanych elit, które same omawiają takie sprawy jak Afganistan, przedłużenie obecności w Iraku, tarcza antyrakietowa itd. Ponieważ dyskusja na te tematy się nie odbyła, pozbyliśmy się argumentów w negocjacjach z Amerykanami, choć można by starać się o rakiety Patriot, samoloty transportowe, przedłużenie zamówień na helikoptery. Wizy w zamian za tarczę – mogłyby nam jednak bardziej zaszkodzić, niż pomóc. Gdyby nas nawet dopuszczono na próbę, to aby się utrzymać w tym programie, nie można przekroczyć dopuszczalnego trzymiesięcznego czasu pobytu w USA. Jest prawie pewne, że odebrano by nam ten przywilej i wtedy byłby krzyk, że Amerykanie są niewdzięczni. Trzeba się starać o jakąś inną rekompensatę, ale na razie nie ma u nas wizji strategicznej. My wciąż myślimy o partnerstwie, Amerykanie zaś już dawno zmienili strategię. Im mniej się o tym rozmawia ze społeczeństwem, tym większe społeczne zniechęcenie do Ameryki. Jeśli jednak Amerykanie odwrócą się od nas, to będziemy zupełnie osamotnieni na arenie międzynarodowej.

Wydanie: 5/2007

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy