Dobre rady cioci Kloci

WIECZORY Z PATARAFKĄ

„Przegląd”, który wyrósł z „Przeglądu Tygodniowego”, jest pismem, w którym pisuję bodaj najdłużej. To znaczy, jest parę tytułów, w których drukowałem wcześniej, ale sporadycznie. „Twórczość”, „Polityka”, „Tygodnik Powszechny”, pewnie jeszcze kilka innych, co do których nie mam pewności, czy jeszcze istnieją. Do „Przeglądu Tygodniowego” ściągnął mnie Andrzej Szymański, autor książek medycznych, uzdrowiwszy przedtem bioenergoterapeutycznie z jakiegoś bolesnego półpaśca, ischiasu czy innej cholery, z którą lekarze nie mogli sobie przez pół roku poradzić. A on nawet mnie nie dotykał, pomachał nade mną ręką i natychmiast wyzdrowiałem. Nawiasem mówiąc, od tego czasu uwierzyłem w cuda.
No to chyba powinienem jakoś się odnieść do nowej formuły pisma. A przecież nie będę – mając tu stały felieton – pisał dodatkowego listu do redakcji czy nawijał długo Jurkowi Domańskiemu, co o tym wszystkim myślę. W listach czytelników przewijał się podstawowy motyw: czy wszystkie felietony będą zachowane i czy nie będą skrócone. Jak widzimy, wszystkie są na swoim miejscu. Ta troska wydaje mi się istotna, bo felietony to przede wszystkim „intelektualna” strona pisma, a reszta jest głównie informacją. Z czego płynie wniosek, że czytelnikowi zależy zwłaszcza na nurcie intelektualnym, reszta to ozdoby. Ale felietony muszą być z samego założenia krótkie, a już esej w tej formule nie bardzo się mieści. Taka „Gazeta Wyborcza” nie boi się długich tekstów i źle na tym nie wychodzi. Wiem oczywiście, że pismo ma różnych czytelników i dla każdego powinno być coś miłego. I bardzo dobrze.
Rzecz jednak w tym, z kim chcemy się porównywać i z kim rywalizować. Z pewnością nie z niezmiernie liczną ilustrowaną prasą kobiecą, bo ta zaspokaja zupełnie inne potrzeby (podobno – wedle socjalistów – erotyczne, co mężczyznę musi zdumiewać). „Przegląd” dzisiejszy lokuje się wśród pism takich jak „Polityka” czy „Wprost” i, chcąc nie chcąc, z nimi właśnie musi rywalizować – co łatwe nie będzie. Ale szansę na sukces widzę właśnie w nurcie intelektualnym, co naturalnie nie wyklucza wszystkich pozostałych tutti frutti. Podam przykład. Wiem, że do redakcji przyszedł bardzo krytyczny dla mnie list pani Wisny Lipszyc, a ja napisałem odpowiedź. Ale ten dwugłos był w sumie bardzo długi i to zapewne powód, że dotąd się nie ukazał. Jednak ludzie się kłócili, a nie głaskali po głowach i być może zainteresowałoby to czytelników. Drugie – czy mi się wydaje, że tak ciekawi autorzy jak Walenciak i Kęciek pisują teraz materiały krótsze i jakby mniej analityczne?
Trzecia sprawa. Jakkolwiek byłoby to przykre, w dobie globalizacji dotyczącej spraw przeróżnych, a po prawdzie wszystkich, w Polsce nie ma dostatecznej liczby eseistów, zwłaszcza piszących na tematy niezwykłe, a te stają się coraz ważniejsze. Trzeba zamieszczać więcej tłumaczeń, a może i zamawiać u autorów zagranicznych, co będzie nieco droższe, lecz niewiele. Przypominam o ważnym i bogatym środowisku rosyjskim. Wcale przy tym nie mam na myśli tradycyjnych spraw kultury, a w każdym razie nie tylko je. Oczywiście, mnie najbardziej zajmują sprawy „tajemne” i najwyższy chyba czas, żeby zacząć je traktować serio. Ale i poza nimi jest tak rozległa tematyka biologiczna, socjologiczna, w ogóle naukowa, że aż żal, iż bardzo ciekawe (tak, po prostu ciekawe) sprawy docierają tylko do czytelników wąskonakładowych, specjalistycznych pisemek. Chociaż… „Nieznany Świat” ma przeszło 100 tysięcy nakładu. To już nie jest mało. „Czwarty Wymiar” też nie od macochy, a kilka innych pism tradycyjnie naukowych zawiera dużo arcyciekawych artykułów i spraw godnych spopularyzowania. Ciekawych – bo stan wiedzy ludzkiej codziennie się podwaja. Codziennie jest więcej odkryć niż w ciągu całej dotychczasowej historii! Jest o czym pisać.
Centralną polską pasją stała się teraz polityka, zgoda. Będzie tak jeszcze przez jakiś czas. Jednak tuż obok niej znajduje się problematyka intelektualna wszelkiego rodzaju i autoramentu. A nawet ośmielę się powiedzieć, że przygoda intelektualna jest ciekawsza od politycznej. Myślę, że nie jestem wyjątkiem.

Wydanie: 42/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy