Dosyć!

Media i okolice

„Rząd poznaje się nie po tym, jak zaczyna, lecz po tym, jak kończy”. Taka parafraza powiedzenia Leszka Millera stanowi podstawę oceny rządów AWS-UW. Jak w sztuce teatralnej Becketta jest to już „Końcówka”. Podobnie jak w teatrze, również w Polsce nastrój jest ponury, choć z elementami kina akcji w stylu Jamesa Bonda (przechwytywanie na promie człowieka o czterech paszportach zostało jakby żywcem wzięte z filmu „Golden Eye”).
Informacje z kraju to dzisiaj horror pomieszany z groteską. Horror, gdy wiadomości dotyczą budżetu państwa czy skali afer finansowych, a groteska, gdy w wywiadzie dla „Wprost” premier Buzek oświadcza, że nie znał stanu finansów publicznych. Może to zresztą prawda; oglądając telewizję, stale widzimy premiera na rozmaitych imprezach – ostatnio oglądał mecz Polska-Norwegia. Zasłużył na miano premiera-kibica, nie miał czasu na kontrolę swego rządu. Zresztą może to i lepiej. Jak doniosły media, niektóre ekspertyzy rządowe wykonywali… studenci!
Media coraz więcej uwagi poświęcają codziennym serwisom wyborczym. Większość telewidzów ratuje się przy pomocy pilota, ale i do nich docierają banały wyborcze. Partie polityczne mają bowiem niespotykany w cywilizowanej Europie, długaśny bezpłatny czas antenowy. Każdy może pleść duby smalone.
Medialnie najlepiej starają się wypaść polityczne kameleony, co to z niejednego pieca chleb jadły. Udają jednak świeże bułeczki.
Ruszyła kampania „Prawo i Sprawiedliwość”, sygnowana przez braci Kaczyńskich. Lech Kaczyński przyjął pozę surowego szeryfa, który wymierza sprawiedliwość. Zdążył wpakować za kratki na trzy miesiące Janusza Cliffa Pineiro (nazwisko jak z sensacyjnej powieści dla młodzieży). Lecha ma dopełnić Jarosław. Jest to bliźniacze wcielenie amerykańskich seriali – „Law and Order”, prawo i porządek. A także funkcji państwa wyrażonej przez Foucault: „Nadzorować i karać”. Jarosław zajmie się nadzorem, a Lech karaniem. Jednak jak dotąd sukcesy w zakresie bezpieczeństwa mają głównie na scenie medialnej.

Platforma Obywatelska oraz Blok czterech partii (PO, UW, AWSP i PiS) do senatu zakładają, że Polak-wyborca cierpi na chroniczną amnezję. Kandydaci tych ugrupowań przedstawiają się jako nowi chłopcy na politycznym boisku, którzy w dodatku potrafią grać skutecznie. Sądząc po stanie ich kont, zapewne tak. „Bogdan mówi: Bankowy!”
Polska jednak to nie Szwajcaria. Ujawniane niemal codziennie afery na najwyższych szczeblach władzy i spółek skarbu państwa zbliżają nas do krajów latynoskich, jeśli nie do dawnego Chicago. Były prezes PZU, pan Wieczerzak, miał już rezerwację biletów na samolot. Nie zdjęto go wprawdzie z pokładu (jaka szkoda dla telewizji!), ale o mało co PZUj (jak go określiły Fakty TVN) miałby bardzo długie wakacje, o ile nie w Paryżu, to zapewne w Ameryce Południowej. Afery w Ministerstwie Obrony oraz Ministerstwie Łączności ujawniły ogromną rolę tzw. doradców – postaci żywcem wziętych z Kabaretu Olgi Lipińskiej. Jednakże, jak się powiada, życie przerosło kabaret.
Polska staje się drugą Ameryką Południową, gdy spojrzymy na rozpiętości dochodów między elitami finansowymi i politycznymi a zarobkami pielęgniarek, nauczycieli, nie wspominając już o chłopach. Dopóki rozwijała się gospodarka, można było je usprawiedliwiać. Schłodzenie gospodarki ogranicza szanse zarobków dla biedniejszych, ale nie powoduje ograniczenia dochodów elit. Osławiony drugi plan Balcerowicza przyniósł fatalne wyniki, więc Unia Wolności już się byłym przewodniczącym nie chwali. Niesłusznie, bowiem po ujawnieniu wysokości zarobków prezesa Narodowego Banku Polskiego można brać z niego wzór: „Dał nam przykład Balcerowicz, jak zarabiać mamy!”.
Nowym trikiem prawicy i centroprawicy jest wymyślenie hasła „przyjaznej kampanii wyborczej”, jakby taki dziwny twór gdziekolwiek i kiedykolwiek istniał! Cel jest przejrzysty: ponieważ opozycja nie sprawowała przez cztery lata władzy, nie może powoływać się na osiągnięcia. Natomiast koalicja, gdy przemilczy się kompromitujące ją działania, zawsze wskaże jakiś pozór sukcesu. Mistrzem tej strategii jest Ryszard Czarnecki, który do osiągnięć rządu zaliczył… zbudowanie 145 km autostrady! Minister Widzyk przeciął wstęgę. Pora teraz na kierowców – za sukces rządu będą słono płacić na bramce.
Na listę pseudosukcesów, głupoty, opieszałości, przekrętów oraz afer nie wystarczy przysłowiowej wołowej skóry. Dlatego hasłem światłego wyborcy powinno być krótkie a dosadne „DOSYĆ,” a właściwie siedem razy:
Dosyć bezrobocia,
dosyć schładzania gospodarki,
dosyć skoków na kasę,
dosyć psucia państwa,
dosyć rozdawnictwa stanowisk,
dosyć patrzenia we wsteczne lusterko,
dosyć autopromocji premiera.
Pozytywne hasło nowej władzy to „WIĘCEJ,” siedem razy więcej:
Więcej pracy,
więcej produkcji,
więcej kontroli,
więcej tolerancji,
więcej profesjonalizmu,
więcej patrzenia w przyszłość,
więcej czynów niż słów.
Wzorem naszych biskupów (niech będzie mi darowana bezczelność Ich naśladownictwa) nie wskażę, na kogo należy głosować. Lecz, jak Oni, ośmielę się zalecić wiernym czytelnikom uczestnictwo w wyborach, co jest nie tylko obowiązkiem obywatelskim, lecz i wyrazem mądrości (nieobecni nigdy nie mają racji). Nie podam nazw, tylko skromnie zasugeruję wybieranie tych kandydatów i ugrupowań, które w największym stopniu zadbają o dobro publiczne, czyli przerwanie karygodnych praktyk koalicji AWS-UW(„Dosyć”), natomiast zapewnią korektę sytuacji („Więcej”). Samuel Beckett w „Końcówce” zaznaczył: „Niechaj zrozumie, kto potrafi”.

 

Wydanie: 37/2001

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy