Droga do bystrów?

W ostatnich latach liczne grupy badawcze podejmują próby konstruowania rozmaitych urządzeń w najmniejszej skali wielkości. Dziedzina ta uzyskała miano nanotechnologii. Naukowe periodyki amerykańskie, takie jak „American Scientist”, donoszą o projektowaniu milirobotów, odpowiadających wielkością musze lub świerszczowi, które będą mogły skutecznie zwalczać na przykład zamachy terrorystów. Takie miliroboty miałyby działać zawsze w większych gromadach, wymieniając sygnały łączące je w taki sposób, ażeby tworzyły pewną całość, skierowaną ku wspólnemu celowi. Przesyłać je do strefy jakiegoś zagrożenia można będzie, wykorzystując światło niewielkich przewodów czy rurociągów, zaś dostawszy się na upatrzone miejsce, organizowałyby się w aktywnie działający zespół. O możliwościach tego rodzaju miniaturowych płodów technologii wspominał jeszcze wiele temu Richard Feynman. Wyraził się wówczas, że „tam na dole jest jeszcze bardzo wiele miejsca”. Jak dotąd nanosfera jest wciąż bardzo skromnie zapełniona. Prototypy milirobotów ważą co najmniej kilkadziesiąt gramów. Jeden z większych kłopotów stanowi dla konstruktora problem zasilania, ze względu na wagę i wielkość niezbędnych baterii.
Muszę powiedzieć, że uważam dzisiejsze czasy konstruowania nanorobotów za fazę przejściową, po której przyjdzie kolejna, znacznie doskonalsza. Wzorcem dla tej następnej epoki konstrukcyjnej będą oczywiście stworzenia żywe, tak małe jak najmniejsze z owadów. Dalszy kierunek rozwojowy postępującej nanotechnologii wyznaczą najpierw komórki żywego organizmu, następnie bakterie, a na koniec wirusy. Mikrorobotów mniejszych od wirusów spodziewać się już raczej nie można. Zadaniem tych maleństw może być na przykład zwalczanie pasożytów, chorobotwórczych mikrobów, molekuł chemicznie szkodliwych, wywołujących zatrucia, a nawet – przy odpowiednim nasyceniu środowiska – zwalczanie najrozmaitszych zagrażających życiu czynników.
Dzisiaj miniaturyzacji nanotechnologicznej staje na przeszkodzie przede wszystkim konieczność manipulowania bardzo małymi mechanizmami, a nawet układami molekularnymi. Jednakże o nieuniknionym sukcesie tych projektów przesądza fakt, że zostały one przed milionami lat zrealizowane samoistnie – w trakcie naturalnej ewolucji życia. Już mówi się i pisze, ale na szczęście jeszcze nie działa w dziedzinie projektowania takich aktywnych, nieistniejących dotąd wirusów, które mogłyby zagrozić wszystkiemu, co żywe na Ziemi. Nie wiem, dlaczego myśl ludzka od razu przy roztrząsaniu innowacji zwraca się ku podobnie samobójczym i apokaliptycznym koncepcjom. Widocznie byłem nastawiony mniej pesymistycznie, ponieważ opisałem w kilku książkach, na przykład w „Wizji lokalnej”, małocząsteczkowe, niewidzialne gołym okiem elementy wspierające i ratujące procesy życiowe ludzi, które nazwałem bystrami. Jest rzeczą otwartą, czy pierwej dotrzemy do epoki zabójczych syntetycznych wirusów, czy raczej troskliwie opiekujących się życiem bystrów.

27 listopada 2003

 

Wydanie: 49/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy