Duch czasu

Duch czasu

Jak smakują żaby. Gdy przed wyborami 2001 r. zanosiło się na to, że SLD może mieć w Sejmie większość, „Gazeta Wyborcza” dopatrzyła się w tym niebezpieczeństwa i postanowiła wszystkimi siłami „powstrzymać SLD”. Przypuściła na tę partię systematyczny atak, który trwał do końca rządów Leszka Millera. Nie był nieskuteczny. Wydania terenowe razem z centralnym tropiły i piętnowały dobre, złe i obojętne czyny eseldowców; nawet imieniny były podejrzane, czy to urządzane w Warszawie, czy gdzieś na leśnej polanie. Liderzy lewicy przeżywali te ataki nad wyraz boleśnie, ponieważ „Gazeta” była dla nich najwyższym autorytetem intelektualnym i moralnym. Nie mówię, że się do tego przyznawali, ale to było widoczne. Ich stosunek do „Gazety” był taki, jak penitenta do spowiednika. Nie mówię, że nie mieli zachcianek buntowniczych. Przygotowując ustawę o radiofonii i telewizji, pomyśleli o tym, żeby ograniczyć możliwości oddziaływania „Wyborczej”, utrudniając czy uniemożliwiając Agorze nabycie telewizji. W odwecie szefostwo Agory wmieszało SLD, a zwłaszcza Leszka Millera, w aferę Rywina.
Bilans tej wrogości jest wiadomy: zmarginalizowanie SLD i osłabienie wpływów „Gazety Wyborczej”. Gdzie się dwóch biło, trzeci skorzystał i nawet słowa „dziękuję” nie powiedział. Czy po to te żaby jedliście, aby Radio Maryja i Telewizja Trwam stały się najbardziej miarodajnymi i przez rząd preferowanymi mediami? A mamy przecież ważniejsze i jeszcze bardziej deprymujące skutki.
Niepojęty duch czasu. Jakieś dwa lub trzy lata temu pisałem na tym miejscu o tym, jak Zbigniew Herbert zabawnie i parodystycznie opowiadał swoim znajomym o rozmowach z funkcjonariuszami służb specjalnych. Nie zwierzał tego w tajemnicy i jego przyjaciele nie widzieli powodu zachowywać dyskrecję, skoro to aż do mnie doszło. I oto ten w swoim czasie mało znaczący fakcik, zaledwie kanwa do anegdoty, w obecnej atmosferze, pod panowaniem nowego ducha czasu, przemienia się w zdarzenie moralnie obciążające, pełne mroku i niemal haniebne. Tylko tajemniczym oddziaływaniem złowrogiego ducha czasu na ludzkie umysły można sobie tłumaczyć fakt, że Herbert z powodu tych rozmów może przez wielu być widziany jako „osobowe źródło informacji” dla policji politycznej. I tylko oddziaływaniem wszystko fałszującego ducha czasu (który jest duchem IPN-u) można usprawiedliwiać „Zeszyty Literackie”, które w słusznie niechcianych przez Herberta rozmowach z funkcjonariuszami MSW dopatrują się „dowodu zbrodniczości reżimu PRL”. Ludzie, opamiętajcie się! Nie wszystko, co nieprzyjemne, jest zbrodnicze! Zróbmy przynajmniej tyle dla społeczeństwa, że będziemy się trzymać ustalonego znaczenia słów.
Zrobić innym gehennę. Profesor Biela z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego jest senatorem. Dzięki temu miał prawo do lustracji. Jak zmieniły się czasy! Co jeszcze parę lat temu było uciążliwą szykaną dla polityków, dziś już jest mocno pożądanym prawem człowieka do bycia zlustrowanym sądownie. Prof. Biela znalazł się na jednej z wielu list tajnych współpracowników. Bardzo się zdziwił, bo całość jego kontaktów z SB sprowadzała się do najwyżej trzech rozmów, po powrocie z zagranicznego stypendium, podczas których do żadnych obietnic współpracy z jego strony nie doszło. Sąd lustracyjny go uniewinnił. „Moja sprawa ujawniła – mówi Biela w lubelskiej „Gazecie Wyborczej” – jakie niebezpieczeństwo pociąga za sobą nowa ustawa lustracyjna, która likwiduje sąd lustracyjny. Jak ludzie bezpodstawnie oskarżeni mają się bronić? Można sobie tylko wyobrazić ich gehennę”. To był wstęp do następującej informacji: „Na ostatnim posiedzeniu Senatu Adam Biela zagłosował za przyjęciem nowej ustawy lustracyjnej”. Profesor senator już wie, co czeka ludzi: gehenna. I głosuje za gehenną. Sprawa lustracji jest objęta zakazem myślenia. Załamywać ręce, oburzać się wolno. Niewskazane jest tylko rozumowanie i wyciąganie wniosków. Nikt uprawniony tego nie zabronił, ale na wszelki wypadek ludzie wolą nie mówić, że PiS-owi i Platformie Obywatelskiej lustracja bez sądu albo z byle jakim sądem jest potrzebna w tym celu, aby zwolnić sto lub więcej tysięcy posad, którymi następnie wynagrodzi się lub przyciągnie do partii młodych i niemłodych karierowiczów. Episkopat też jest za tym, ale prosi, aby gehennę robić z miłością.

 

Wydanie: 36/2006

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy