Dwa dylematy Kościoła

Dwa dylematy Kościoła

W dyskusji po filmie Wojciecha Smarzowskiego „Kler”, po watykańskim szczycie w sprawie pedofilii zwołanym przez papieża Franciszka, po zamieszaniu wokół wynaturzeń ks. Henryka Jankowskiego i problemach z jego pomnikiem, wreszcie po niedawnym raporcie Episkopatu na temat pedofilii w polskim Kościele prawie zupełnie pomijane są dwa wątki.

Pierwsza sprawa: zwraca się uwagę na skutki krzywdzenia dzieci, a przemilcza przyczyny. Zapewne wiele ujemnych zjawisk wśród księży – takich jak pedofilia i inne wykroczenia na tle seksualnym oraz nadużywanie alkoholu – nie miałoby w ogóle miejsca lub pojawiałyby się w mniejszym zakresie, gdyby życie duchownych nie było tak skrępowane. W kościołach dużo mówi się o życiu rodzinnym i wychowywaniu dzieci, księża z upodobaniem roztrząsają relacje damsko-męskie, a sami słudzy Kościoła skazani są na samotność, na bezżenność, na bycie singlami. To podłoże wielu ujemnych zjawisk w środowisku klerykalnym. Celibatu nie nakazał Jezus Chrystus, wprowadził go w 1074 r. papież Grzegorz VII, a w Polsce został przyjęty sto lat później. Chodziło wówczas głównie o ochronę dóbr i majątku kościelnego. Celibat nakazał papież i papież może go znieść. Takie postulaty zgłaszane są coraz częściej i coraz bardziej otwarcie w licznych krajach, także w Polsce, choć u nas raczej nieśmiało. Nie wolno na siłę utrzymywać czegoś, co jest wbrew naturze człowieka, wbrew normalności.

W świecie oficjalnie zarejestrowanych jest ponad 2,2 tys. religii, a jeszcze więcej funkcjonuje jakby samoistnie. Tylko w niektórych obowiązuje bezżeństwo. Tam, gdzie nie ma celibatu, pedofilia i inne skazy seksualne duchownych nie istnieją, najwyżej w takiej skali jak i w innych środowiskach.

Kwestia druga to status kobiet w Kościele. Katolicyzm zrodził się w starożytności, umocnił w średniowieczu. Kobiety były wówczas na marginesie życia społecznego. Dlatego nie było ich wśród apostołów. Przeniknęło to głęboko w łono Kościoła. I tak pozostało po dzień dzisiejszy. Jeszcze gorzej sytuacja kobiet przedstawia się w innej wielkiej religii światowej, która powstała kilka wieków później, w tym samym regionie obyczajowo-kulturalnym – w islamie.

Kobiety w katolicyzmie, we wszystkich krajach, pełnią funkcję służebną, pomocniczą – i to mimo że stanowią ponad połowę wiernych, a Matka Boska w Polsce otoczona jest ogromnym kultem. Mężczyźni w sutannach pilnie i na wszelkie sposoby strzegą swojej władzy, dominacji w Kościele. Nawet wybitne przełożone zakonów żeńskich i teolożki mają w nim niewiele do powiedzenia, ich głos prawie się nie liczy. A kobiety zapewne wniosłyby ożywczego ducha do środowiska wiernych, byłyby lekiem na liczne dolegliwości parafii i diecezji. Zrozumiano to i zaczęto praktykować w wielu wyznaniach chrześcijańskich, w których kobiety sprawują funkcje pastorek, a nawet biskupek. Równouprawnienie kobiet w religiach świata, także katolickiej, będzie systematycznie się pogłębiać i poszerzać.

Hierarchowie katoliccy są w większości konserwatywni i zachowawczy. Ale niemało jest także otwartych na treści i ducha współczesności, dostrzegających potrzeby rewizji niektórych utrwalonych zasad, reguł i dogmatów. To proces długi i skomplikowany. Film „Kler” i debata o pedofilii księży skłaniają do podobnych rozważań katolików i niekatolików nie tylko w Polsce, lecz i poza nią.

Eugeniusz Jabłoński uczestniczy w pracach Zespołu Starszych Dziennikarzy Oddziału Warszawskiego SD RP

Wydanie: 19/2019

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy