Dziś, tylko cokolwiek dalej

Dziś, tylko cokolwiek dalej

„Przez ciekawe czasy” jest autobiografią Zdzisława Sadowskiego, jednego z najwybitniejszych polskich ekonomistów i polityków gospodarczych. Napisana w formie wywiadu rzeki z udziałem prof. Pawła Kozłowskiego, stawiającego pytania i podsuwającego tematy. Poznając biografię profesora Zdzisława Sadowskiego, dochodzimy do lepszego rozumienia pewnych stron powojennych dziejów Polski, zarówno tych rzeczywistych, jak i tych, które były o krok od urzeczywistnienia się, ale z takich lub innych przyczyn pozostały w sferze dobrych lub złych możliwości.
Można powiedzieć, że do swojej roli Sadowski był przez los przygotowywany prawie od dziecka. Jego ojciec Sydney Władysław Sadowski w okresie międzywojennym zajmował wysokie stanowisko w Ministerstwie Przemysłu i Handlu, w hierarchii bodajże trzecie po ministrze. Pełnił też misje za granicą i mały Zdzisław chodził parę lat do szkoły w Londynie. Jego babka była Brytyjką, angielski był jego drugim językiem, co po wojnie stało się bardzo pomocne w karierze przebiegającej w dużej mierze w służbowych podróżach po świecie, podejmowanych m.in. w charakterze eksperta ONZ.
Podczas okupacji należał najpierw do Narodowych Sił Zbrojnych, gdy wybuchło powstanie, wstąpił do oddziału AK. Jego udział w powstaniu liczyłbym podwójnie: pamiętnikarz, bratanek przedwojennego prezydenta Warszawy Starzyńskiego, pisze, że przystąpił do powstania pod wpływem wrażenia, jakie na nim zrobił widok Sadowskiego biegnącego z pistoletem przez ulicę Tamka.
Na wiadomość o ogłoszeniu powstania pomyślał, że „dzieje się coś niesłychanie głupiego”, ale nie miał żadnych wątpliwości, że w tym idiotyzmie, jak się słusznie wyraża, trzeba wziąć udział (s. 47). Został ciężko ranny, był na granicy śmierci; z widocznym wzruszeniem wspomina ofiarne sanitariuszki.
Po wojnie został aresztowany i sądzony z grupą byłych członków NSZ. Oficer UB, który go przesłuchiwał, pojawi się później w jego życiu jako Wiktor Herer, z czasem znany ekonomista. Gdy Zdzisław Sadowski będzie członkiem rządu, Herer znowu znajdzie się po przeciwnej stronie barykady jako aktywista „Solidarności”. Wówczas panowie mieli już ze sobą całkiem poprawne relacje.
Nie stawiam sobie tutaj zadania streszczania autobiografii zgodnie z taką hierarchią faktów i zdarzeń, jaką bohater zakłada. Książka jest napisana przez ekonomistów, wydana przez ekonomistów i przeznaczona w pierwszej kolejności dla ekonomistów. Oni będą z niej mieli największy pożytek. Nie należę do nich i wśród moich czytelników nie ma ich wielu. Książka zaciekawia mnie przede wszystkim w tej mierze, w jakiej odzwierciedla historię intelektualną i polityczną Polski ostatniego półwiecza. W części jest ciekawą opowieścią podróżniczą, z tego wątku też muszę zrezygnować.
Rozumiemy, że po wyjściu z więzienia Zdzisław Sadowski nie stał się zwolennikiem nowej władzy czy nowego ustroju. Zdał sobie jednak sprawę, że nowy stan rzeczy nie jest na jeden sezon, że kto chce być użyteczny dla kraju, musi działać w zaistniałych warunkach. Kraj jest realnością, która nie traci swego charakteru ojczyzny wskutek panowania złych rządów. Czy swemu krajowi można służyć tylko wówczas, gdy wszystko mu sprzyja? Zawsze można czynić rzeczy pożyteczne, niedorzecznością byłoby powiedzieć sobie: wstrzymam się z czynieniem rzeczy użytecznych do czasu, aż zniesiona zostanie cenzura, aż dziesięć partii będzie rywalizować o reprezentowanie narodu, a urzędnicy i przedsiębiorcy poczują za plecami dziennikarstwo śledcze. Policzmy się z własnymi siłami: systemu w zderzeniu czołowym nie pokonamy, ale fabryki możemy budować i nie ma wątpliwości, że jest to cel prawdziwie narodowy. Antoni Słonimski robił ciężki zarzut Miłoszowi z tego, że ucieka, w czasie gdy w Polsce dzieje się wielka rzecz: uprzemysłowienie. Czy ekonomista mógł powiedzieć w tamtym czasie: nie chcę uprzemysłowienia odgórnie planowanego, poczekam, aż uczyni to swobodna gra rynkowa? W tamtym czasie i jeszcze długo potem idea gospodarki planowanej wabiła do socjalizmu najwybitniejszych polskich ekonomistów, podobnie jak wielu zachodnich. Edward Lipiński, nauczyciel Sadowskiego i z czasem jego przyjaciel, był członkiem PZPR, parę razy wyrzucanym i znowu przywracanym do członkostwa na własną prośbę. W jego postawie było coś więcej niż tylko uznanie twardej rzeczywistości i coś więcej niż tylko patriotyczna etyka służenia krajowi w każdych warunkach: ideał socjalistyczny jest wartością sam w sobie, a partia, która ten ideał przyjmuje, jest jego partią, nawet jeśli w praktyce wszystko brutalizuje i partaczy. Wydaje mi się, że profesor Zdzisław Sadowski miał nieco inną postawę – mniej ideologiczną. Członkiem rządu, w końcu wicepremierem, został jako bezpartyjny. Jego zadaniem było przygotowanie i pokierowanie reformą gospodarki. Ta reforma nie była dobrze przyjęta, a przede wszystkim nie była zrozumiana.
Na zlecenie instytutu prasoznawczego miałem sporządzić analizę publicystyki omawiającej tamtą reformę. Przeczytałem masę gazet i czasopism, ale żadnej analizy nie dokonałem, bo nie było co analizować: były to propagandowo brzmiące komunały, opinie powierzchowne, pisane bez głębszego przekonania, niedające oświetlenia ani dalej sięgających celów, ani ograniczeń, z jakimi reformatorzy się zderzają. Nie dość, że straciłem czas, to jeszcze u dyrektora Walerego Pisarka wyrobiłem sobie opinię osoby, na której nie można polegać. Dla jednych reforma byłaby zrozumiała, gdyby Komitet Centralny uchwalił, że odtąd każdy emeryt ma prawo handlować bułeczkami – tylko starsi pamiętają, że bohaterem jednej z głośniejszych afer gospodarczych w tamtym czasie był emeryt, który kupował bułki w jednym mieście i sprzedawał w drugim. Drudzy, i ci byli siłą dynamiczną, mającą wiatr w żagle, żadnej reformy dokonywanej przez rząd nie chcieli, każdą potępiali jako oszustwo, obliczone na podtrzymanie systemu totalitarnego. Zdzisław Sadowski w każdym człowieku dopatruje się dobrych stron, sylwetki znanych i nieznanych osób rysuje z sympatią i, jak przypuszczam, to nastawienie jest mu odwzajemniane. Również do Jacka Kuronia w końcu się przekona i nawet go polubi, chociaż pamięta, że przewodził tym drugim, z góry odrzucającym każdą reformę rządową. Znowu Kuronia i Sadowskiego rozdzieliła barykada, jak po wojnie, gdy jeden był propagatorem komunizmu, a drugi znajdował się „na pozycjach wprost przeciwnych”. Przypadków takiej zamiany miejsc w polityce mógłby Sadowski wymienić dużo więcej.
Reforma Sadowskiego wydaje się ciekawym obiektem do analizy teoretycznej. Nie powiodła się nie z powodu błędów, lecz dlatego, że najaktywniejszej politycznie części społeczeństwa, głównie młodzieży, nie zadowoliłoby nic prócz całkowitego obalenia systemu, co też się stało. Gospodarcze koszty tego obalenia traktowano jako karę nałożoną na władzę.
Profesor Sadowski nie uznawał skrajnie uproszczonego podziału na obóz władzy i obóz „Solidarności”. W podziale tym dokonanym na użytek walki politycznej ani on, ani duża część społeczeństwa, zwłaszcza merytokracji, nie mieli swojego miejsca. Gdy na naradzie w Belwederze z udziałem reprezentantów partii i episkopatu powiedział, że „razi go sprowadzanie całej sytuacji w Polsce do dwóch obozów, podczas gdy rzeczywiste zróżnicowanie jest większe i warto dać temu wyraz”, zostało to przyjęte jak wypowiedź niegrzeczna, nawet nieprzyzwoita.
To, co książka „Przez ciekawe czasy” mówi o jednostkowej biografii, należy oczywiście do przeszłości, ale wiele poruszonych w niej problemów społecznych zachowuje aktualność.

Wydanie: 39/2011

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy