Episkopat Zadymiony PiS-em?

Episkopat Zadymiony PiS-em?

W Kościele dokonała się zmiana pokoleniowa, którą wspólnie przeprowadzili Jan Paweł II i abp Kowalczyk. I to oni odpowiadają za biskupie nominacje i za to,
że stawiali na narodowych konserwatystów

Episkopat jest zadymiony PiS-em. Tezę tę postawił biskup emeryt Tadeusz Pieronek. To najbardziej lapidarna, ale, wydaje się, trafna ocena postawy biskupów, ich wyborów.
Obserwowaliśmy to podczas niedawnej kampanii wyborczej, kiedy proboszczowie agitowali za Jarosławem Kaczyńskim, obserwujemy teraz, gdy mamy batalię o krzyż ustawiony przed Pałacem Prezydenckim, obserwujemy, śledząc wypowiedzi biskupów. To liczące ponad 100 osób grono w swych przekonaniach w widoczny sposób przesunęło się na prawo. Co więcej, upolityczniło się bardziej niż kiedykolwiek.

Tu zaszła zmiana

Jednym z ostatnich przykładów wejścia biskupów w sferę profanum był ich głos w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu i wystosowany w związku z tym apel z Jasnej Góry – żeby politycy stworzyli komitet, który zająłby się budową pomnika upamiętniającego ofiary katastrofy. „To jest totalna pomyłka. Po co się tym zajmują? Co biskupów obchodzi stawianie pomników? Przecież to jest apel o postawienie pomnika. (…) Grzech pierworodny polega na upolitycznieniu Episkopatu”, komentował to posunięcie bp Pieronek. Ale był w tej krytyce odosobniony.
To znamienne. Pieronek kilkanaście lat temu należał do najbardziej wpływowych postaci w polskim Kościele. Był w latach 1993-1998 sekretarzem generalnym Episkopatu, wypowiadał się w mediach, cieszył się popularnością. Dziś, gdy mówi, że Episkopat jest zadymiony PiS-em, odpowiadają mu, że on sam jest zadymiony PO.
I przypominają, że jest emerytem. Emerytami są też inni biskupi, którzy nadawali ton i Kościołowi, i polskiemu życiu publicznemu – Józef Glemp, Tadeusz Gocłowski, Franciszek Macharski, Henryk Muszyński, Alfons Nossol. Kilku innych już nie żyje.
W ostatnich kilku latach w polskim Kościele dokonała się zmiana pokoleniowa. Na miejsce hierarchów, którzy autorytet budowali w czasach PRL, przyszli młodsi, ukształtowani w latach 80., w czasach „walki z komuną”.
Paradoksalnie, jeżeli jeszcze kilka lat temu słychać było głosy nadziei, że przemiana pokoleniowa otworzy polski Kościół, uczyni go mniej konserwatywnym, to okazało się, że nastąpiło coś przeciwnego. Młodsi biskupi przyjęli nie liberalny, ale fundamentalistyczny ton.
I drugi paradoks – tę zmianę przeprowadzili wspólnie Jan Paweł II i abp Józef Kowalczyk, nuncjusz apostolski. Trudno przesądzać, jakie były ich zamiary, ale to oni odpowiadają za biskupie nominacje i za to, że stawiali na narodowych konserwatystów.
Do tego wszystkiego dodajmy paradoks numer trzy – kilka lat temu wiązano wielkie nadzieje z demokratyzacją polskiego Kościoła, ze zmianami organizacyjnymi, z tym, że rozdzielone zostaną funkcje prymasa i przewodniczącego Konferencji Episkopatu i wzmocniona pozycja biskupów diecezjalnych. Tak się stało – tylko że efekt tych działań jest dokładnie odwrotny od wówczas oczekiwanych.
Kościół przestał mówić jednym głosem, stracił swego przywódcę. Teraz jest ich wielu. Ale w tym wielogłosie, szumie różnych opinii najmocniej brzmi głos konserwatystów.
Dziś więc w polskim Kościele głos abp. Józefa Życińskiego jest pomijany, niezauważany jest głos biskupów umiarkowanych, lekceważony jest głos kard. Dziwisza, którego autorytet mocno ucierpiał w wyniku „decyzji o Wawelu”, za to słychać donośnie przewodniczącego Konferencji Episkopatu, abp. Józefa Michalika, i abp. Sławoja Leszka Głodzia, który pełni m.in. funkcję przewodniczącego wpływowej Rady Episkopatu ds. Środków Społecznego Przekazu. Oni są najgłośniejsi, najwyraźniej mówią językiem, który najlepiej oddaje stan ducha większości hierarchów.

Głos biskupa

Zauważmy, co w sprawie krzyża na Krakowskim Przedmieściu mówili arcybiskupi Józef Michalik i Sławoj Leszek Głódź.
„Aktualne wydarzenia przed Pałacem Prezydenckim są wyrazem niezadowolenia ze stylu, w jakim prowadzony jest dialog ze społeczeństwem. Naród źle odebrał zapowiedź prezydenta elekta o usunięciu krzyża bez deklaracji, czy zostanie on czymkolwiek zastąpiony. To było tylko stwierdzenie, że krzyż jest problemem i że zostanie on rozwiązany. Część ludzi tego nie wytrzymała”, to abp Michalik.
„Trzeba posłuchać głosu narodu, serca narodu i sumienia narodu. Bo w ich rękach (czyli rządzących – przyp. RW) leży klucz do właściwego rozwiązania i podjęcia decyzji, na którą czekają obywatele ojczyzny. Decyzji, której źródłem winien być obowiązek pamięci o tych, którzy wyprzedzili nas w drodze do wieczności. Decyzji, której źródłem winna być Polska jutra”, to z kolei słowa abp. Głodzia, który domaga się, by politycy postawili pomnik ofiarom katastrofy smoleńskiej. I który strofuje: „Do dziś nie padło słowo przepraszam, wobec tragicznie zmarłego prezydenta, z którego szydzono i kpiono, upokarzano i pogardzano”.
Zwróćmy uwagę na ton obydwu wypowiedzi. Abp Głódź ujmuje się za Lechem Kaczyńskim, zupełnie nie zauważając, jak lżeni i upokarzani byli jego poprzednicy – Aleksander Kwaśniewski, Lech Wałęsa, o Wojciechu Jaruzelskim już nie wspominając. Dla arcybiskupa, jak widać, są prezydenci lepsi i gorsi, ci, których trzeba traktować z szacunkiem, i ci inni. Obaj hierarchowie zgodnym tonem krytykują obecnie rządzących, stawiają władzom politycznym zadania, pokazują, co mają robić, a czego nie, co mówić, a czego nie, w sposób oczywisty wchodząc w sferę polityki. I jednocześnie obaj wypowiadają się nie w swoim imieniu czy w imieniu wiernych, ale w imieniu „narodu”. Czyli wszystkich Polaków. Tak jakby to oni tylko czuli, czego „naród” chce, czego oczekuje. Taką władzę sobie uzurpują.
Dla obydwu hierarchów linia oddzielająca to, co boskie, od tego, co cesarskie, w zasadzie nie istnieje. Nie istnieje też społeczeństwo, rozumiane jako wspólnota różnych obywateli, mających różne interesy, różne przekonania, które są w równoprawny sposób artykułowane. Zamiast tego – istnieje „naród”. Wspólnota osadzona w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Mistyczna. Której wolę, niezależnie od jakichkolwiek demokratycznych werdyktów, najlepiej odczytują biskupi.
Ten naród jest zagrożony w swej egzystencji.
Abp Michalik wskazuje na to zagrożenie – to malejący przyrost naturalny. „Ledwie w dwóch na dziesięć diecezji mam więcej chrztów niż pogrzebów”, mówi. A dlaczego tak się dzieje?
Bo zagrożona jest rodzina, zagrożone są tradycyjne wartości. Zagrożone żądaniami prawa do aborcji, do in vitro, „promocją” homoseksualizmu, promocją ateizmu.
Z tymi zagrożeniami trzeba walczyć niemal jak na wojnie. Bo przecież chodzi o egzystencję narodu.
W tym sensie abp Michalik, Radio Maryja i Jarosław Kaczyński mówią praktycznie tym samym językiem.

Duchowe i polityczne

„Bardzo dobrze, że Radio Maryja jest, że działa, że broni rodziny, zasad, prawdy o Panu Bogu i człowieku w planach Bożych. Jeden ze sprawdzianów wartości Radia stanowi fakt, że jest ono zwalczane, tak samo zresztą jak „Nasz Dziennik”. Przez kogo? Przez tzw. światłe środowiska różnych gazet, chociaż głównie przez jedną, rzekomo elitarną, a w rzeczywistości antyklerykalną gazetę, która promuje rozkład Narodu, społeczeństwa, atakując rodzinę. Dlatego dobrze, że jest Radio Maryja, które ma odwagę bronić życia i rodziny. To Radio atakowane przez ideologów libertynizmu powinno być wspierane nie tylko przez ludzi dobrej woli, którym należy się wdzięczność i zachęta, ale także przez państwo. Władze powinny sobie cenić krytyczne uwagi, które głosi poważne środowisko zaniepokojone sytuacją w Polsce. Tego rodzaju środowiska są potrzebne Polsce i powinny być wspierane, a nie atakowane”, oto niedawna wypowiedź abp. Michalika dla „Naszego Dziennika”.
I jeszcze jeden cytat: „Badając historię, widzimy, do jakich wynaturzeń etycznych doszło w klasycznej Grecji czy Rzymie, gdzie niepełnosprawnym odmawiano prawa do życia, niektórzy patrycjusze czy cesarze prowadzili bardzo rozwiązłe życie, a kobiety liczyły swój wiek liczbą posiadanych mężów. Dlatego upadło cesarstwo rzymskie, bo państwa bez Boga i bez fundamentu moralności giną. Dzisiaj niekiedy wracamy do pogaństwa, do barbarzyństwa, do koncepcji człowieka zaślepionego egoizmem, odchodzimy od praw natury. Trzeba mówić, że odejście od zasad to nie jest postęp, ale cofanie się także w kulturze”.
A teraz fragment niedawnego listu Jarosława Kaczyńskiego do członków PiS: „Polską nie mogą dłużej rządzić ludzie, których jedynym celem jest pilnowanie interesów establishmentu i którzy są jednocześnie głęboko przekonani, że w naszym kraju nic tak naprawdę zmienić się nie da. Którzy (…) biorą się za zniszczenie tego, co stanowi jedyną moralną podstawę funkcjonowania naszego społeczeństwa, czyli religii katolickiej. Chodzi przy tym nie o kwestie wiary lub niewiary, tylko o świadomość, że to niszczenie jest jednoznaczne z otwieraniem drogi dla nihilizmu, który swoją twarz pokazuje, atakując w odrażający sposób krzyż i jego obrońców. W Polsce nie ma bowiem żadnego szerzej znanego systemu moralnego niż ten wyrastający z katolicyzmu. Dlatego jedyną realną dlań alternatywą jest nihilizm. Tylko my jesteśmy w stanie się temu wszystkiemu przeciwstawić”.
Trudno w tych wypowiedziach doszukiwać się jakiejś istotnej różnicy. Gdyby ktoś zamienił podpisy pod cytatami, to można w ciemno zakładać, że wielu czytelników miałoby kłopot, by odróżnić słowa arcybiskupa od słów polityka. I vice versa. Obaj zresztą, a także abp Głódź i o. Rydzyk, i spora grupa tzw. konserwatywnych hierarchów, w sposób swobodny przekraczają granice spraw religijnych i spraw państwowych. Kaczyński mówi o religii jako zadaniu państwowym, biskupi mówią o powinnościach państwa. W tym widzeniu polityki rozdziału Kościoła od państwa nie ma. Nie ma rozdziału religii od życia osobistego. Pojedynczy człowiek jest częścią rodziny, rodzina jest częścią narodu, a państwo to instytucjonalne ramy, w których żyje naród. A jego jedyną moralną podstawą jest wiara katolicka i Kościół.

Naród walczy

Wewnątrz tego państwa toczy się śmiertelny bój – między katolickim narodem a kapitulanckim nihilizmem. W tym boju z jednej strony stoją Kościół, Radio Maryja, „Nasz Dziennik”, PiS. Z drugiej zaś, jak wyjaśnił abp Michalik, „antyklerykalna gazeta, która promuje rozkład Narodu”, lewica, która pokazała swą twarz wrogów Kościoła, i Platforma Obywatelska, która jest – jak można wyczytać w „Naszym Dzienniku” – partią lewicową.
To czarno-białe widzenie świata jako walki dobra ze złem („Ja jestem samo dobro” – mówił o sobie Jarosław Kaczyński) wyklucza kompromisy, ustępstwa, buduje nieprzekraczalne bariery. Ten inny to nawet nie adwersarz, tylko wróg i zdrajca. Anioł z szatanem nie może przecież zasiadać w jednej ławie. W takim widzeniu świata nie ma więc miejsca dla demokracji – zastępuje ją permanentna walka, ciągły bój.
Można więc rzec, że i Kaczyński, i polscy biskupi, a przynajmniej ich większa część, w ostatnich latach odbyli długą wędrówkę – by się spotkać na fundamencie państwa autorytarnego i klerykalnego. Podobnego do salazarowskiej Portugalii lat 30. ubiegłego wieku.
O ile jednak można zrozumieć w tej wędrówce Kaczyńskiego, który szuka przecież sojuszników w walce o władzę, i umiejętnie wplątał Kościół w obronę swych partyjnych interesów, to trudniej zrozumieć hierarchów. Dlaczego angażują się tak bardzo w politykę? I w działania, które służą jednej partii?
Jest kilka odpowiedzi na to pytanie.
Po pierwsze, jak podkreśla były dominikanin, prof. Tadeusz Bartoś, Jarosław Kaczyński mówi głośno to, co biskupi uważają za słuszne. Mówi ich językiem: „Oni uważają, że on chciał dobrze, tylko ci z PO go załatwili. To jest ten typ spojrzenia na świat. A innych poglądów w tym gronie w zasadzie nie ma. Sam fakt, że w sprawie Radia Maryja biskupi nie zrobili nic, świadczy o tym, że oni akceptują tę linię. Że wszystko, co tam się mówi, im odpowiada”. Takich duchownych, o takim poglądzie na świat, na Polskę i Kościół wychowała nam III RP. Większość z nich pochodzi zresztą ze środowisk wiejskich, konserwatywnych – więc przyjmują poglądy prawicowe w sposób naturalny.
Po drugie, biskupi jako osoby pragmatycznie patrzące na świat nie mogą nie doceniać menedżerskich i medialnych sukcesów o. Rydzyka. Sam prymas Glemp w pożegnalnym wywiadzie dla „Newsweeka” mówił o nim: „Ja na swój sposób doceniam charyzmat ojca Rydzyka”. I dodawał: „Rozgłośnie ojca Rydzyka dowodzą, że jest zapotrzebowanie na takie właśnie ujmowanie rzeczywistości”. Sukces buduje pozycję szefa rozgłośni toruńskiej wśród biskupów. Dla tych bardziej uduchowionych to znak Ducha Świętego, dla tych mniej – sygnał, jakim językiem trzeba rozmawiać z wiernymi.
Po trzecie, biskupi zauważyli postępującą w Polsce falę laicyzacji, obojętności wobec religii, i identyfikują, że nadchodzi to z Zachodu, z „laickiej Europy”. Próbują więc się jej przeciwstawić. Wiążąc się z polityką. Z PiS, które też wroga widzi w Rosji, w Niemcach, w głównych państwach Unii Europejskiej.
Paradoksalnie Kościół w Polsce ma dziś wszystko, co chciał – korzystne uregulowania prawne, których zresztą sam nie przestrzega, polityków, którzy boją się biskupów i im ustępują, państwo, które w tworzeniu prawa kieruje się przesłankami religijnymi. I jak dowodzą np. losy ustawy o in vitro, niewiele wskazuje na to, by mogło to się zmienić. „Polska nie respektuje podstawowej zasady państwa świeckiego: awyznaniowości, gdzie państwo przy tworzeniu prawa nie kieruje się przesłankami religijnymi – punktuje Marek Balicki. – Pytanie, czy nasze państwo jest świeckie, należy postawić na pierwszym miejscu”. Balicki może tak nawoływać, a i tak nikt na to nie zwraca uwagi. Po prostu co prawda wspomniana wcześniej fala laicyzacji w Polsce postępuje, ale daleko jej do sztormowej wysokości.
Tymczasem hierarchowie sprawiają wrażenie, jakby znaleźli się w otoczonej twierdzy, w stanie jakiegoś śmiertelnego zagrożenia. I wołają – co świadczy także o ich intelektualnej bezradności – o uczniach Stalina, oddechu Lenina, antykościelnej ideologii postkomunistycznej, ateistach itd. Strzelają z największych dział.
Jeżeli ten stan zagrożenia odczuwają naprawdę, to w sposób naturalny zaczynają traktować PiS jako oddziały dobra idące im na pomoc.

—————————————–

Czy Episkopat jest zadymiony PiS-em?

Prof. Zbigniew Stachowski, filozof, religioznawca
Uważam, że tak jest, bo Episkopat uwikłał się w spore problemy finansowe i doktrynalne, a w wyniku swojej nieporadności w warunkach transformacji ustrojowej szuka ideologicznego sprzymierzeńca, który swoimi poglądami przystawałby do wyobrażeń, jakie reprezentuje większość Episkopatu. Stąd się biorą te dziwne sojusze, które nie służą ani Episkopatowi, ani społeczeństwu. Dziś Episkopat zdaje sobie sprawę, że wewnętrzne dystansowanie się wyznawców od Kościoła „powojtylańskiego” staje się coraz wyraźniejszą rzeczywistością.

Prof. Andrzej Romanowski, Polski Słownik Biograficzny
Jako katolik jestem dalece rozczarowany polityką Episkopatu. Jest on nie tyle zadymiony PiS, ile przede wszystkim polityką. Jego sympatie ideowe to nie to, czego jako były publicysta katolicki bym oczekiwał. Wywiad, jakiego udzielił „Rzeczpospolitej” ks. abp Michalik, poruszył mnie, bo jakim prawem wystąpił on w imieniu narodu. Naród jako wspólnota jest niesłychanie spluralizowany i nawet w obrębie dominującego wyznania jest wiele różnic. Nie dawałbym przewodniczącemu Episkopatu mandatu wypowiadania się w imieniu narodu. Katolicyzm jest pojęciem uniwersalistycznym, nijak się nie ma do idei narodu. Czegoś innego trzeba oczekiwać od biskupów, a nie zapyziałych, zaściankowych postaw i poparcia udzielanego najbardziej skrajnemu ugrupowaniu. Ostentacyjne poparcie w wyborach Marka Jurka, który był kompletnym marginesem, jest kolejnym przykładem zadymienia. Widać, że koncentracja na działaniach legislacyjnych i politycznych jest ważniejsza od kształtowania całej trzódki i niesienia przesłania ewangelicznego. Abp Michalik grzeszy nieprawdopodobną, nieludzką pychą, dokonuje niemal herezji. Odwołuje się tylko do litery, a nie ducha Pisma Świętego, odchodząc zaś od ducha, zabija literę. Jeszcze nigdy tego nie mówiłem, ale jestem głęboko zgorszony postawą Episkopatu. Teraz sporym problemem staje się zachowanie wiary w Chrystusa i Ewangelię pomimo poczynań Episkopatu, który to wszystko torpeduje.

Sebastian Duda, filozof, teolog, publicysta „Przeglądu Powszechnego”
Nie jest tajemnicą, że w Episkopacie dominuje opcja konserwatywna. Potwierdzają to kolejne wybory w Episkopacie, bo kolejny raz biskupi diecezjalni wybrali abp. Michalika na przewodniczącego, a trzeba pamiętać, że jest to wciąż jeszcze skład zawdzięczający swe nominacje Janowi Pawłowi II, który na tle dzisiejszych sporów uchodziłby za „liberała”. Abp Nycz i abp Kowalczyk są w mniejszości. Ilekroć próbują coś zmienić, a tak było po nominacji Stanisława Dziwisza, przegrywają w Episkopacie. Grupa biskupów bardziej liberalnych albo mniej konserwatywnych czeka na wzmocnienie, a ono może przyjść tylko z Watykanu. Jeśli po obecnym konsystorzu abp Nycz albo abp Kowalczyk zostaną kardynałami (a może obaj), ich pozycja będzie dużo mocniejsza. Kolejnych wyborów abp Michalik nie wygra i kto po nim będzie? Obecny prymas Polski abp Kowalczyk pójdzie na emeryturę, a tymczasem z aferą wokół krzyża się nie uporano i mimo klęski wyborczej Jarosława Kaczyńskiego preferencje biskupów nadal się konserwują. Nawet kazanie prymasa na Jasnej Górze zostało ocenzurowane przez Radio Maryja – wspomniano tylko o święceniu ziół, a nie o kwestii krzyża i pomnika. Tak mocna jest linia podziału. Bardzo konserwatywny jest abp Michalik, który po katastrofie smoleńskiej otwarcie powiedział, że trzeba bronić pamięci zmarłego prezydenta, który był atakowany. To było politycznie czytelne.

Ks. bp Tadeusz Pieronek
Już o tym wspominałem w wywiadzie. A czy jest zadymiony także PO? Być może, ale o tym nic nie mówiłem.

Piotr Szumlewicz, publicysta
Moim zdaniem różnice w Episkopacie są takie jak różnice między PO i PiS. Episkopat jest partyjnie podzielony. Część jest po stronie PiS, ale Kościół chce dotrzeć do elektoratu PO i PiS i dlatego raz opowiada się za PO, raz za PiS, bo jedna i druga partia jest za utrzymaniem lekcji religii w szkołach, za restrykcyjną ustawą antyaborcyjną itd. W polityce obu tych partii są rozwiązania służące umacnianiu pozycji Kościoła, dlatego w jego obrębie toczy się gra. Choć być może nie chce być on kojarzony z żadną partią, od wielu lat trzyma z siłami, które sprzyjają jego interesom. Skądinąd SLD, kiedy jeszcze rządził, też trzymał z Kościołem i nie spełniał wcześniejszych obietnic.

Prof. Włodzimierz Pawluczuk, socjolog religii, Uniwersytet w Białymstoku
Jestem bliski tej tezie, tylko nie wiem, kto kogo bardziej zadymia. Może to PiS jest zadymione Episkopatem. Toczy się gra symetryczna, a nie jednostronne kopcenie. Nie ma rady – w Polsce w dalszym ciągu pojęcie narodu sprzężone jest z pojęciem katolicyzmu, a katolicyzm jest nieodłączny od Kościoła i Episkopatu. Wystąpienia wysokich dostojników partyjnych, przede wszystkim Jarosława Kaczyńskiego, który reprezentuje brata nieboszczyka, same w sobie wiele mówią – mamy komunikację bezpośrednią z zaświatami. Nic na to nie poradzimy, więc także Platforma musi się włączyć w tę grę. O ile PiS jest bliższe Radiu Maryja, o tyle PO skłania się ku bardziej oświeconym częściom Episkopatu. Ale ogólnie zadymienie jest w naturze dziejów i nie wykaraskamy się z niego szybko.

Not. BT

———————————————————-

Przyjaciele ojca Rydzyka

„W Kościele są różne poglądy, ale one nie przebiegają po linii ustalanej przez media i politykę. Są bardziej złożone niż „tradycjonaliści” i „liberałowie””, mówił w czerwcowym wywiadzie dla „Newsweeka” kard. Józef Glemp. Trudno się z tą opinią nie zgodzić. Zwłaszcza że nazwanie któregokolwiek z hierarchów „liberałem” na pewno byłoby na wyrost. Tak nazywany bp Tadeusz Pieronek ma w swej karierze takie określenia jak: „feministyczny beton, którego nie da się wypalić nawet kwasem siarkowym” (to pod adresem Izabeli Jarugi-Nowackiej) czy też: „miałem cztery siostry i wszystkie były normalne” (to pod adresem feministek). Uważany przez wielu za powiew Zachodu kard. Stanisław Dziwisz w ostatnich miesiącach skręcił mocno na prawo.
Mówiąc więc o skrzydłach w Episkopacie (polski Kościół liczy pięciu kardynałów i ponad 100 biskupów), warto wcześniej uświadomić sobie, nad jakimi terytoriami ten ptak fruwa.
Demograficzne zmiany, odejście utożsamianych z bardziej otwartym Kościołem hierarchów, Henryka Muszyńskiego, Tadeusza Gocłowskiego, Franciszka Macharskiego, otworzyło pole twardym konserwatystom, którym liderują abp Józef Michalik i abp Sławoj Leszek Głódź. A z dalszego rzędu – ks. Tadeusz Rydzyk.
Mających opinię bardziej umiarkowanych jest w Episkopacie niewielu – to arcybiskup lubelski Józef Życiński, arcybiskup warszawski Kazimierz Nycz, mimo wszystko arcybiskup krakowski Stanisław Dziwisz.
Za to rosną szeregi kościoła toruńskiego, biskupów otwarcie popierających Radio Maryja i zaangażowanych w jego działania.
Obok Michalika i Głodzia są to m.in.:
– abp Andrzej Dzięga, metropolita szczecińsko-kamieński. Reprezentuje on najtwardszą linię Kościoła, jeśli chodzi o spory na temat aborcji czy zapłodnienia in vitro. Jest za całkowitym i bezwarunkowym zakazem aborcji. Podczas „Marszu Życia” w 2007 r., który w Warszawie zorganizowały Radio Maryja i Liga Polskich Rodzin, apelował o zapis w konstytucji chroniący życie każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci;
– bp Andrzej Suski, ordynariusz toruński, przewodniczący Komisji Duchowieństwa Episkopatu Polski;
– bp Stanisław Napierała, ordynariusz diecezji kaliskiej. Chętnie broni Radia Maryja. „Dajcie spokój temu radiu, dajcie spokój o. Tadeuszowi. Zobaczcie, ile o. Tadeusz zrobił w Polsce. Kto zrobił więcej? Trzeba być sprawiedliwym, oddać każdemu to, co się należy”, apelował podczas jednej z homilii;
– bp Piotr Libera, metropolita płocki. Nawołuje do pielęgnowania tradycyjnych wartości: „By rządzący mieli bardziej na uwadze problemy polskiej wsi, a rolnicy pielęgnowali bogactwo jej ducha, oparte na przywiązaniu do Boga i tradycyjnych wartości”;
– bp Stanisław Stefanek, metropolita łomżyński. Chętnie wypowiada się na temat mediów. „Właściciele mediów mają większą władzę niż dawni wodzowie – mówił podczas jednej z homilii. – Czy któryś z nich jednym naciśnięciem, jednym skinięciem, potrafił uruchomić w całym świecie wrzask przeciwko człowiekowi, produkcję kłamstwa i śmiercionośną, pełną jadu, propagandę? Nikt z tamtych ludzi nie był tak sprawny, jak są dzisiejsi władcy”;
– bp Kazimierz Ryczan, ordynariusz kielecki. Otwarcie przyznaje się do propisowskich sympatii, mówiąc, że każdy obywatel ma prawo do swoich poglądów. I zaznacza, że „nie chce być nijaki”;
– bp Stefan Regmunt, ordynariusz diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Uczestniczy w pielgrzymkach Radia Maryja, głosząc: „Radio Maryja jest owocem odzyskanej wolności. Przecież przez tyle lat nie można było w mediach słuchać o Bogu”;
– bp Edward Frankowski, biskup pomocniczy diecezji sandomierskiej. On z kolei przedstawia Polskę i świat jako pole bitwy, w czym bardzo przypomina Jarosława Kaczyńskiego: „Obecnie idzie na Polskę powódź agresywnego, dzikiego liberalizmu, wszechstronnie popieranego i propagowanego. (…) Złe siły w Polsce, obojętne na nasze tradycje narodowe, są wyobcowane z Narodu, dlatego szukają wsparcia u obcych, bo nie mają go u swoich. Popularyzują ohydne paszkwile antykatolickie i antypolskie. Bez honoru podlizują się obcym, by im się przypodobać i zdobyć ich przychylność własną ustępliwością.
Idzie na nas fala zła, która mocno uderza w słabych i chorych, i niepoprawnych politycznie, aby powodziło się jeszcze lepiej tym, którym już i tak się najlepiej powodzi. Ta fala uderzy w Kościół i w jego przedstawicieli. Będzie chciała zmyć niezależne, wolne i katolickie media, zwłaszcza Radio Maryja. Przeciwko nam staje szalony i dziki liberalizm, postkomunizm i nihilizm. Istnieją międzynarodowe siły laickie, bezbożne, które chcą wykorzystać każdą sytuację, aby przywrócić pogaństwo”;
– bp Antoni Dydycz, biskup diecezjalny drohiczyński, wielki zwolennik Radia Maryja, o którym wypowiada się niezwykle pozytywnie, często uczestniczy w spotkaniach Rodziny Radia Maryja. Wstawiał się za radiem i związanymi z nim instytucjami u najwyższych przedstawicieli Kościoła katolickiego, m.in. u kard. Deskura, pierwszego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu.
– bp Ignacy Dec, pasterz kościoła świdnickiego. Biskup profesor też lubi snuć wizje wielkiej bitwy i opowiadać o kolejnych etapach antychrystianizmu, „poczynając od buntowniczych Beatlesów, kiedy to uskrzydlona rzekomym błogosławieństwem pigułek antykoncepcyjnych i dalekowschodnich narkotyków wkroczyła na scenę Europy Zachodniej nowa generacja, wypowiadająca wojnę wszystkim tradycyjnym autorytetom Europy: pokolenie ’68. Kościół i jego instytucje (…) były i są dla tego pokolenia czymś najgorszym, co można sobie wyobrazić. Dlatego przeciwko niemu skierowali całą swoją agresję, budując cywilizację śmierci, której służą polityczna poprawność, feminizm, aborcja, eutanazja, homoseksualizm, atak na tradycyjną instytucję małżeństwa i rodziny.
Widzimy wyraźnie, że trendy te wkraczają do Polski i co więcej – znajdują aprobatę u niektórych naszych polityków, dziennikarzy i w niektórych mediach”;
– bp Wacław Depo, ordynariusz diecezji zamojsko-lubaczowskiej. On z kolei mówi skromniej. Ale miło dla Tadeusza Rydzyka: „Założony przez Niego i posłany do świata Kościół od swoich początków i za sprawą Ducha Świętego stosował i stosuje wiele metod i sposobów ewangelizacyjnych zmagań o prawdę w umysłach i sercach ludzi. Temu podstawowemu zadaniu w naszych czasach służą dzieła powstałe wokół Radia Maryja i Telewizji Trwam”;
– bp Józef Zawitkowski, wikariusz generalny kurii łowickiej, wielokrotnie niezwykle przychylnie wypowiadał się o Radiu Maryja, którego jest wielkim przyjacielem i zwolennikiem. Często w Polsce i za granicą uczestniczy w spotkaniach Rodziny Radia Maryja. Słuchacze toruńskiej rozgłośni znają go jako ks. Tymoteusza z wielu katechez wygłoszonych na antenie tego radia.
Nie można zapominać o bp. Marianie Gołębiewskim, bp. Stanisławie Wielgusie…

Wydanie: 37/2010

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy