Fałszywe recepty na kryzys

Fałszywe recepty na kryzys

Wypowiedzi przedstawicieli naszego rządu (najpierw Radosława Sikorskiego w Berlinie, a następnie Donalda Tuska na szczycie UE i podsumowujące polską prezydencję w Parlamencie Europejskim), dotyczące kierunków dalszego przekształcania Unii Europejskiej i udziału Polski w tym procesie, wywołały gorące dyskusje w polskich środowiskach politycznych. Niestety za sprawą związanych z PiS, nacjonalistycznie nastawionych środowisk prawicowych polska dysputa na temat przyszłości Unii Europejskiej i strefy euro sprowadzona została do fałszywej alternatywy: dalsze pogłębianie integracji europejskiej lub jej powstrzymanie, a nawet cofnięcie. Tymczasem prawdziwy dylemat, przed jakim postawił Unię obecny kryzys, nie dotyczy tego, czy w ramach Europy pogłębiać integrację, lecz tego, jaki kształt społeczny nadać zintegrowanej Europie.
Można tylko żałować, że także dotychczasowe wypowiedzi polityków lewicowych (w szczególności Leszka Millera, a także Janusza Palikota), dając bezwarunkowe poparcie dla stanowiska zajętego w sprawie pogłębiania integracji przez rząd Tuska, wpisują się w ten fałszywie postawiony dylemat.

Kierunki integracji

Warto jednak byłoby się zdobyć na własną, lewicową ocenę lansowanych ostatnio kierunków pogłębiania integracji europejskiej. Jest więc sprawą oczywistą, że dla lewicy drogą do rozwiązania ujawnionych przez kryzys problemów UE nie może być próba powrotu do absolutnie rozumianej suwerenności narodowej poszczególnych państw i radzenie sobie z kryzysem na zasadzie: ratuj się, kto może. Dlatego podobnie jak inne środowiska lewicowe w Europie (patrz ramka) również polska lewica powinna nie tylko odnieść się do zasadniczego wyboru między pogłębianiem integracji a obroną specyficznie rozumianej suwerenności, lecz także ocenić treść i kierunki działań przyjętych na ostatnim szczycie UE. Oznacza to, że generalne poparcie dla pogłębiania integracji nie zwalnia lewicy z postawienia sobie pytania, czy i jak kierunki oraz narzędzia zaproponowane na ostatnim szczycie UE w celu wzmocnienia Unii wpłyną na możliwość realizacji założeń lewicowej polityki społecznej. W szczególności zaś, czy wprowadzenie zaostrzonej i kontrolowanej na szczeblu wspólnoty dyscypliny budżetowej oraz stworzenie dodatkowych narzędzi wsparcia dla gospodarek zagrożonych kryzysem finansów publicznych przyczyni się do zmniejszania dysproporcji dochodowych, ograniczania wykluczenia społecznego i bezrobocia oraz poprawy warunków życia najbiedniejszych i średnio zamożnych grup społecznych.
Otóż odpowiadając na te pytania, trzeba sobie wyraźnie powiedzieć: przyjęte po ostatnim szczycie kierunki pogłębiania integracji w Unii Europejskiej dają się w znacznej mierze sprowadzić do ochrony największych grup interesu związanych z kapitałem finansowym. Tylko nieco upraszczając wyniki brukselskiego szczytu, realizującego w znacznej mierze wcześniejsze ustalenia duetu Merkel-Sarkozy, można doprowadzić do wzmocnionego nadzoru nad dyscypliną budżetową państw Unii, a w szczególności strefy euro. Natomiast jedynie w niewielkim stopniu ustalenia te tworzą warunki do zwiększenia zakresu i skuteczności pomocy udzielanej przez Unię krajom popadającym w trudności gospodarcze i budżetowe. Poprzez ostatnie ustalenia Unia chce wzmocnić narzędzia międzynarodowego nacisku na zachowanie równowagi finansów publicznych w zagrożonych krajach, jednak zupełnie nie interesuje się gospodarczymi ani społecznymi skutkami tych posunięć dla obywateli krajów, które będą musiały zastosować niekiedy drakońskie środki, by spełnić postawione im wymagania.

Koszty społeczne

A przecież wzmocnienie wiarygodności euro jako waluty oraz obligacji emitowanych w euro przede wszystkim chroni interesy tych, którzy w euro i w obligacjach emitowanych przez państwa eurolandu ulokowali swoje nadwyżki kapitałowe. Nie ma to wcale wielkiego znaczenia dla tych, którzy większość bieżących dochodów muszą przeznaczyć na zaspokojenie codziennych potrzeb. Ochrona wartości euro i wiarygodności obligacji nie interesuje gwałtownie rosnącej rzeszy bezrobotnych i zatrudnionych na umowach śmieciowych.
Co więc Europa oferuje biedniejszej części swoich obywateli? Niestety na razie nic. Dlatego istotą stosunku lewicy do propozycji pogłębienia integracji powinno być zadbanie, by pogłębienie to nie odbyło się kosztem najbiedniejszych, lecz by stworzyło szansę także na poprawienie skuteczności i efektywności polityki społecznej prowadzonej w ramach UE i by zapewniło ochronę przed skutkami kryzysu nie tylko 1% najbogatszych, lecz także, a może przede wszystkim, 99% pozostałych obywateli. Lewica, zdając sobie sprawę z tego, że realizacja jej postulatów społecznych jest coraz trudniejsza, jeśli nie niemożliwa, w ramach poszczególnych państw narodowych powinna się więc opowiedzieć za pogłębieniem integracji europejskiej, jednak w taki sposób, by wzmocniona Unia zajęła się likwidacją i ograniczaniem narastających problemów społecznych, takich jak: bezrobocie i marginalizacja, utrudniony dostęp do usług użyteczności publicznej, spadek poziomu i stabilności zabezpieczenia społecznego itp.

Lewicowe propozycje

W programie zmian instytucjonalnych w UE i zwalczania kryzysu, przyjętym z fanfarami na szczycie w Brukseli, brakuje działań, które nie tylko służyłyby wzmocnieniu finansów państw strefy euro i ochronie interesów międzynarodowych grup finansowych, lecz także oferowałyby coś tym, którzy na obecnym kryzysie tracą najwięcej. A przecież europejska lewica dopracowała się już całego arsenału narzędzi, których zastosowanie mogłoby nadać inny charakter zarówno programowi zwalczania kryzysu, jak i projektowi pogłębiania integracji. Warto choćby hasłowo wymienić najważniejsze z zestawu lewicowych propozycji dla Europy. Należą do nich:
•podatek od transakcji finansowych,
•wprowadzenie podatku bankowego,
•wzmocnienie budżetu UE, a w jego ramach zwiększenie środków kierowanych na pobudzanie gospodarki,
•wprowadzenie obowiązku tworzenia przez banki rezerw opierających się na obligacjach rządowych,
•wprowadzenie euroobligacji jako narzędzia finansowania gwarancji dla państw UE,
•wzmocnienie, ale i zwiększenie odpowiedzialności za gospodarkę Europejskiego Banku Centralnego,
•wprowadzenie „europejskich gwarancji socjalnych”,
•likwidacja rajów podatkowych oraz podjęcie skutecznych działań ograniczających zjawisko dumpingu socjalnego i podatkowego,
•demokratyzacja instytucji europejskich, głównie poprzez zwiększenie, także w kwestiach gospodarczych, kompetencji Parlamentu Europejskiego i parlamentów narodowych.

Autor jest ekonomistą, profesorem w Katedrze Polityki Gospodarczej i Samorządowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, wiceprzewodniczącym Rady Programowej i członkiem Rady Krajowej Unii Pracy


Stanowisko wobec ustaleń ostatniego szczytu wyrazili m.in. socjalistyczny kandydat na prezydenta Francji François Hollande oraz grupa socjalistyczna w Parlamencie Europejskim, czyli Partia Europejskich Socjalistów (PSE). W obu wypadkach zwraca się uwagę, że osiągnięty w Brukseli kompromis fiskalny stanowi instytucjonalizację zaciskania pasa i jest bardzo daleki od wskazania programu wyprowadzenia Europy z kryzysu gospodarczego, w czym kluczowe znaczenie będzie miało zapewnienie wzrostu i solidarności europejskiej.
Warto tu dodać, że już wcześniej krytycznie o kierunkach polityki gospodarczej realizowanej w Europie w reakcji na kryzys wypowiadały się różne grupy niezależnych ekonomistów, m.in. Ekonomiści Europejscy na rzecz Alternatywnej Polityki Ekonomicznej w Europie – Grupa EuroMemo, francuscy ekonomiści tworzący ruch Les Économistes Atterrés, a także stu czołowych ekonomistów brytyjskich, wzywających do przyjęcia w walce z kryzysem tzw. planu B.

Wydanie: 5/2012

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy