Fałszywi liberałowie

Fałszywi liberałowie

Wprowadzenie do konstytucji RP zakazu kandydowania do parlamentu osobom sądownie skazanym zapoczątkowało praktykę coraz to nowych poprawek do konstytucji, co w niedługim czasie spowoduje, że będziemy państwem bez konstytucji. Będzie ona tyle znaczyła co „prawo powielaczowe”; stałe reguły rządzenia ustąpią na rzecz sławnej woli politycznej obecnego i przyszłego Tuska, obecnych i przyszłych Kaczyńskich. Nie jest dobrze, gdy do Sejmu przedostają się przestępcy, ale jeszcze gorzej jest, gdy przedostają się tam durnie. Należałoby zaraz wprowadzić następną poprawkę, zakazującą durniom wstępu do Sejmu. Dzięki takiej poprawce większość posłów, która głosowała za bezmyślnym psuciem konstytucji, pójdzie szkodzić na mniej ważnych stanowiskach. Przestępców udaje się niekiedy zresocjalizować, głupcy nigdy nie mądrzeją.
W Polsce prawomocnie skazany to nie to samo co przestępca. Przykładów nie należy szukać aż w zamierzchłym PRL-u. W ostatnich kilku latach mieliśmy liczne przypadki śledztw i oskarżeń prokuratorskich podyktowanych przez wodzów partii rządzących i kilka skazujących wyroków sądowych opartych na niepewnych poszlakach, a co najmniej w dwu przypadkach – Długosza i Sobotki z „afery starachowickiej” – zdaje się, że i bez poszlak. Przy polskim poziomie sądownictwa, przy politycznym zepsuciu prokuratury, przy konkurencji tuzina służb specjalnych i stałej gotowości mediów do robienia hecy każdego niewygodnego człowieka można oskarżyć i skazać. I taki prawdopodobnie jest ukryty zamysł inicjatorów tej poprawki (jeżeli rzecz szkodzącą można nazwać poprawką). Można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że jeśli pojawiłby się nowy ruch polityczny mający szansę zagrozić obecnemu układowi rządzącemu, to jego przywódcy zostaliby obskoczeni ze wszystkich stron przez służby specjalne, poddani prokuratorskiemu dochodzeniu i skazani na podstawie dowodów winy zdobytych sposobem „afery gruntowej” lub podobnym. Powtórzę: w Polsce być skazanym to jeszcze nie znaczy być przestępcą.
Główny komentator „Dziennika” już występuje z nowymi pomysłami poprawek do konstytucji. Chce on, aby konstytucja była „empiryczna”, to znaczy zmieniana w każdym przypadku, gdy stałaby na przeszkodzie temu, co chce większość sejmowa. I tak gdy nie wiadomo, jaki wyrok wyda Trybunał Konstytucyjny w sprawie emerytur odebranych byłym funkcjonariuszom SB i UOP, parlament powinien treść swojej ustawy wpisać do konstytucji, wtedy odebranie emerytur będzie bezapelacyjnie zgodne z konstytucją. Postuluje też ów główny komentator jeszcze jedną poprawkę, a mianowicie wpisanie do konstytucji obywatelskiego prawa do „pełnej wiedzy o działalności partii komunistycznej i aparatu represji w PRL”. To żądanie PiS-u; ta miła partia, oby żyła wiecznie, trzyma w szufladzie cały zapas takich mądrych poprawek. W Polsce szanowana jest tylko Konstytucja 3 maja, a to dzięki temu, że nigdy nie weszła w życie. Ustawodawców, którzy ciągle zmieniają prawo karne i cywilne i nie pozostawiają w spokoju praw kardynalnych, czyli konstytucji właśnie, Hugo Kołłątaj w „Listach anonima” nazywał „niedoformowaną dziczą”.
Platforma Obywatelska, która jest odpowiedzialna za psucie konstytucji na równi z PiS-em, uchodzi za partię liberalną. Tusk już jako dorosły człowiek wykładał swoje liberalne credo w mowie i piśmie i nadal nie prostuje opinii, że jest liberałem. W rządzeniu pomagają mu tacy niewątpliwi liberałowie jak Janusz Lewandowski i Jan Krzysztof Bielecki. Ale ten gdański liberalizm zmarniał i skurczył się do zasady, że wszystko należy prywatyzować. To prywatyzowanie wcale nie oznacza szacunku dla prawa własności, bo idzie w parze z reprywatyzowaniem, które w większości przypadków jest woluntarystycznym i etatystycznym szafowaniem dobrami w całkowitym oderwaniu od sprawiedliwości wymiennej, uczenie mówiąc komutatywnej. Praktyka reprywatyzacji w Polsce kojarzy się raczej z ekspropriacją niż z poszanowaniem prawa własności. Reprywatyzuje się bowiem dobra, które już mają właściciela. Ale nie tylko w tej kwestii Platforma zachowuje się oszukańczo i zrywa z zasadami liberalnymi. Jednym z najważniejszych założeń liberalizmu jest konstytucjonalizm. Bez tego założenia objaśnianego przez wielkich myślicieli od Constanta do Hayeka nie ma liberalizmu. Nie wyobrażam sobie, że polityk deklarujący przywiązanie do ustroju wolnościowego i który zrobił karierę jako liberał, nie czytał i nie zastanawiał się nad „Konstytucją wolności” Friedricha A. Hayeka, bo że nie zna anglosaskiej czy francuskiej tradycji konstytucyjnej, to mogę usprawiedliwić.
„Tak jak w rozstrzyganiu konkretnych spraw – pisze Hayek – sędziego wiążą ogólne przepisy prawa, tak władzę ustawodawczą ograniczają w uchwalaniu ustaw bardziej ogólne zasady konstytucji…; jak wyrok sądu uważa się za sprawiedliwy tylko gdy jest zgodny z ogólnymi zapisami prawa, tak też poszczególne prawa uznaje się za uzasadnione tylko wtedy, gdy są zgodne z ogólniejszymi zasadami”. Zabezpieczenia konstytucyjne są niezbędne – pisze Hayek dalej – „ponieważ wszyscy ludzie w dążeniu do swoich bezpośrednich celów są skłonni – albo za sprawą ograniczoności swego intelektu zgoła zmuszeni – łamać zasady postępowania, a zarazem chcieliby, żeby je powszechnie przestrzegano. Z powodu ograniczonych możliwości naszego umysłu nasze najbliższe cele zawsze wydają się nam niezwykle ważne i jesteśmy skłonni poświęcać dla nich długofalowe korzyści. Zarówno w postępowaniu indywidualnym, jak społecznym jesteśmy dlatego w stanie osiągnąć pewien stopień racjonalności czy konsekwencji w podejmowaniu konkretnych decyzji jedynie przestrzegając ogólnych zasad, niezależnie od doraźnych potrzeb”.
Nie są to „autorskie” poglądy Hayeka, lecz elementarne prawdy, jakich dopracowała się zachodnia filozofia polityczna i jakie dziś powszechnie przyjmuje zdrowy rozum.
Dlaczego demagogom z warszawskiego Sejmu nie wystarczają zwykłe ustawy do realizacji ich czasem niegodziwych celów, lecz wyczyniają fikołki słowne, aby te cele przedstawić jako zasady i wpisać je do konstytucji? Dlatego, że w Polsce często łatwiej zmienić konstytucję, niż wprowadzić zwykłą ustawę. Oznacza to, że konstytucja pod rządami mniemanych liberałów znalazła się na granicy fikcyjności. Sejmowi manipulanci konstytucją już nawet nie ukrywają, że chodzi im o uczynienie Trybunału Konstytucyjnego instytucją fasadową.

Wydanie: 27/2009

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy