Franciszek obcy nad Wisłą

Franciszek obcy nad Wisłą

Coraz bardziej powiększa się rozdźwięk między tym, co proponują polscy hierarchowie, a tym, co dzieje się w Watykanie

Apel papieża Franciszka o przyjmowanie przez parafie i zgromadzenia zakonne uchodźców jest kolejnym dowodem na zmianę stylu pontyfikatu. Ten zupełnie odmienny sposób „papieżowania” od początku budził nad Wisłą konsternację. Główną tego przyczyną jest dominacja autorytarnego modelu katolicyzmu, jaki próbował narzucić Kościołowi Jan Paweł II, ale również intelektualna bezradność obecnego Episkopatu, w zdecydowanej większości pochodzącego jeszcze z nominacji polskiego papieża. Większość polskiego kleru i prawicowych dziennikarzy przywykła do agresywnej retoryki, która pojawiła się w Watykanie w ostatnich latach pontyfikatu Jana Pawła II i została wręcz wzmocniona przez Benedykta XVI. Jego abdykacja na początku 2013 r. była jasnym sygnałem kompromitacji tej konfrontacyjnej postawy. Mimo to otwartość Franciszka napotyka w polskim Kościele opór. Nie jest on oczywiście artykułowany wprost. Strategię stosowaną przez większość polskiego kleru można nazwać selektywnym przemilczaniem. Owszem, odnotowuje się słowa Franciszka i miejsca, które odwiedza, ale ani nie analizuje się jego słów, ani nie komentuje wyborów.
Konsekwencją tego stanu rzeczy jest rosnąca obcość Kościoła Franciszka, a nawet coraz większy rozdźwięk między tym, co proponują polscy hierarchowie, a tym, co dzieje się w Watykanie. Wystarczy wybiórczy kontakt z mediami (nawet katolickimi) poza Polską, by zdać sobie sprawę, że polski katolik żyje raczej w świecie stworzonym przez dziennikarzy wspominających „polskiego papieża” niż w realnym.

Bezpretensjonalność zamiast celebry

W moim przekonaniu konfrontacja jest nieunikniona i prawdopodobnie dojdzie do niej w przyszłym roku, gdy papież przyjedzie do Krakowa na Światowe Dni Młodzieży (26-31 lipca). Poprzednie tego typu spotkanie odbyło się w lipcu 2013 r. w Rio de Janeiro. Być może najważniejszym przesłaniem tego spotkania było zdecydowane opowiedzenie się za rozdzieleniem państwa od Kościoła i przyznanie wszystkim religiom równego statusu w przestrzeni publicznej. Papież Franciszek mówił wtedy: „Pokojowe współżycie między różnymi religiami będzie korzystne dla laickości państwa, które bez przyjmowania jako swojej którejkolwiek z nich przyjmuje obecność wymiaru religijnego w społeczeństwie”. Nie mniej ciekawe jest to, co się dzieje w ostatnich miesiącach w Watykanie.
Faktem jest, że miejsce namaszczonej celebry zajęły bezpretensjonalność i dystans wobec roli samego papieża, jak też niewyreżyserowana spontaniczność w kontaktach z ludźmi. Jednak sprawą najważniejszą jest bardzo wyraźny skręt w lewo, a dokładnie przyjęcie właściwie bez zastrzeżeń dorobku teologii wyzwolenia. Oto przyczyna narastającej obcości między papieżem Franciszkiem a polskim klerem i konserwatywnie nastawionymi świeckimi katolikami. Tymczasem na Zachodzie właśnie ten wymiar pontyfikatu argentyńskiego papieża budzi najżywsze zainteresowanie. Nie chodzi tu bynajmniej tylko o liberalne czy antyklerykalne media. Zbliżone do Watykanu czasopismo włoskich jezuitów „La Civiltà Cattolica” regularnie poświęca Franciszkowi bardzo solidne studia, w których analizuje źródła jego społecznego zaangażowania. Aż dziw, że nie sięgają po nie polscy jezuici, stworzyliby bowiem ważną platformę odbioru pontyfikatu jezuickiego papieża.
Na początku było spotkanie papieża z generałem jezuitów Adolfem Nicolásem, podczas którego padły obustronne deklaracje o szacunku i potrzebie współpracy. W Polsce to może mało istotna sprawa, ale w Watykanie zostało to odnotowane jako swoiste nowe nawiązanie stosunków po znacznym ich ochłodzeniu w czasie pontyfikatu Jana Pawła II. Potem pojawiła się słynna już rozmowa redaktora naczelnego Antonia Spadara „Serce wielkie i otwarte na Boga” (tym razem trzeba pochwalić polskich jezuitów, którzy opublikowali ją w formie książkowej). Pierwszy papież jezuita nie tylko przyznawał się w niej do bliskich związków z zakonem Ignacego Loyoli, ale także wskazał zasadniczą zbieżność jego duchowości jako papieża ze szkołą „Ćwiczeń duchownych” Loyoli. Kolejnym tekstem był zapis rozmów z Abrahamem Skórką, rabinem i bliskim przyjacielem Franciszka z czasów sprawowania funkcji biskupa w Buenos Aires.
Autorem najważniejszych artykułów jest sprowadzony do redakcji wkrótce po wyborze Franciszka jego nauczyciel z Argentyny, Juan Carlos Scannone. To on stworzył ciekawą koncepcję teologii ludu, która tylko z nazwy różni się od teologii wyzwolenia; tak naprawdę jej głównym celem jest dowartościowanie lokalnej kultury, zwłaszcza religijności ludowej. Równie aktywnym publicystą jest francuski jezuita i politolog Pierre de Charentenay. Teksty obu autorów wprowadzają kategorie od dawna zapomniane przez polskich teologów ciągle jeszcze żyjących w klimacie ideologicznej konfrontacji. W styczniu tego roku Scannone opublikował artykuł „Podmiot społeczny duchowości i mistyki ludowej”, w którym doszukiwał się argentyńskich korzeni w adhortacji apostolskiej Franciszka „Radość Ewangelii”, ogłoszonej już w pierwszym roku pontyfikatu, w listopadzie 2013 r. W marcowym numerze pisma Scannone przedstawił sylwetkę Lucia Gery (1924-2012), jednego z najważniejszych architektów teologii ludu, który miał również wpływ na Bergoglia.

USA, Kuba i Franciszek

Również w jednym z marcowych numerów pisma de Charentenay analizował koniec „zimnej wojny” między Kubą i USA, do którego w dużym stopniu przyczynił się papież. Nie wchodząc w szczegóły watykańskiej dyplomacji, warto podkreślić, że bez Franciszka negocjacje nie byłyby tak skuteczne.
Chciałbym zwrócić uwagę na spot-
kanie papieża Franciszka z prezydentem Kuby Raulem Castro, do którego doszło 10 maja, i na wykład „ojca założyciela” teologii wyzwolenia Gustava Gutiérreza z 12 maja. Oba wydarzenia miały miejsce w Watykanie. W polskim Kościele katolickim obowiązuje niepisana reguła nienawidzenia wszystkiego, co ma jakikolwiek związek z tym „wrażym systemem”, a tu, proszę, sam papież nie tylko spotyka się z prezydentem ciągle komunistycznej Kuby, ale jeszcze ogłasza swoją wizytę w tym kraju. Mało tego, Raul Castro zapowiedział, że nie opuści żadnej mszy, którą papież odprawi na Kubie podczas wrześniowej wizyty, a opowiadając dziennikarzom o prawie godzinnym spotkaniu z papieżem, stwierdził, że bardzo łatwo znalazł z nim wspólny język. Nie omieszkał przypomnieć, że Franciszek jest jezuitą, a on chodził do szkół jezuickich. Poza tym Castro przypomniał, że przyjaźnił się z brazylijskim dominikaninem Bratem Bettą, jednym z ojców teologii wyzwolenia i do dziś aktywnym działaczem politycznym. Frei Betto bywał w latach 80. na Kubie i przeprowadził serię wywiadów z Fidelem Castro. Z całą pewnością dominikanin będzie odgrywał ważną rolę w czasie pielgrzymki Franciszka na Kubę.
Dla Raula Castro spotkanie z Franciszkiem było bardzo istotne, a mądrość i skromność urzędującego papieża wywarły na nim ogromne wrażenie. Powiedział, że nie tylko czyta wszystkie jego wystąpienia, ale także, jeśli nadal będzie on mówić to samo, gotów jest znów się modlić i być chrześcijaninem, choć do tej pory był komunistą. Zapewnił przy tym, że te słowa nie są żartem. Również rutynowa wymiana podarunków była znamienna. Papież podarował kubańskiemu przywódcy medal z wizerunkiem św. Marcina okrywającego płaszczem ubogiego. Zdaniem Franciszka, właśnie to musimy robić – okrywać biedę i pomagać ludziom. Papież dodał, że lubi wręczać ten medal, bo to jego zdaniem znak dobra. Podarował Raulowi Castro także adhortację „Radość Ewangelii”, która dla komunistycznego przywódcy powinna być lekturą inspirującą, gdyż pełno w niej społecznych odniesień. „To jest tekst, gdzie są deklaracje, które się panu spodobają”, dodał. Odwzajemniając się, Castro ofiarował Franciszkowi obraz kubańskiego artysty Kcho, przedstawiający krzyż z fragmentów łodzi, jakimi podróżują imigranci. To też nie był gest przypadkowy. Malarz obecny w składzie delegacji do Watykanu powiedział papieżowi, że zainspirowała go jego wizyta na włoskiej wyspie Lampedusa, na którą docierają imigranci i uchodźcy z Afryki.

Teologia wyzwolenia w murach Watykanu

Wykład peruwiańskiego dominikanina Gustava Gutiérreza na plenarnej sesji otwierającej kilkudniowe obrady Caritasu był, zdaniem wielu obserwatorów, wydarzeniem wręcz rewolucyjnym. Oto ojciec teologii wyzwolenia przypomniał, że nigdy formalnie jej nie potępiono, a mur dzielący ją od oficjalnego stanowiska Watykanu został obalony z chwilą, gdy ogłoszono beatyfikację abp. Oscara Romera. Zbliżenie Watykanu i teologii wyzwolenia staje się faktem również dzięki otwarciu procesów beatyfikacyjnych argentyńskiego biskupa zamordowanego w 1976 r., Enrique Ángelellego, oraz charyzmatycznego biskupa brazylijskiego, ikony Kościoła ubogiego, abp. Héldera Câmary.
Jednak nie oryginalna teoria stanowi o istocie teologii wyzwolenia, ale połączenie teorii z praktyką. Najtrafniej ujął to Gustavo Gutiérrez w „Teologii wyzwolenia”, wydanej także po polsku nakładem wydawnictwa PAX w 1976 r. Już w pierwszym zdaniu Gutiérrez wprowadza nas w istotę teologicznego zamysłu: „Książka stanowi próbę refleksji opartej na Ewangelii i na doświadczeniu ludzi zaangażowanych w proces wyzwolenia rozwijający się na uciskanej i wyzyskiwanej ziemi Ameryki Łacińskiej. Refleksja ta ma charakter teologiczny; zrodziły ją przeżycia wspólnych wysiłków zmierzających do zlikwidowania obecnej niesprawiedliwości i zbudowania innego społeczeństwa, bardziej wolnego i ludzkiego”. Połączenie analizy marksistowskiej z przesłaniem biblijnych proroków i nauczaniem Jezusa z Nazaretu stanowi o rewolucyjnej sile tej teologii, ważnej nie tyle jako nowatorskie ujęcie teologii latynoamerykańskiej, ile jako podsumowanie całego dziesięciolecia praktyki w tzw. wspólnotach podstawowych działających w krajach Ameryki Łacińskiej. Dodać trzeba, że teologia wyzwolenia ma swoich męczenników i świętych, którzy dopiero za papieża Franciszka zostali za takich uznani przez Watykan. Ich poczet otwiera wspomniany Enrique Ángelelli. Rok później zginął jezuita z San Salvador Rutilio Grande, a w 1980 r. zamordowano abp. Oscara Romera, który będzie pierwszym męczennikiem teologii wyzwolenia. Lata 80. zamknęło okrutne morderstwo w listopadzie 1989 r. sześciu jezuitów – rektora i wykładowców uniwersytetu w San Salvador, wraz z pracującymi u nich dwiema kobietami.
Również w innych krajach krew męczenników znaczyła zaangażowanie Kościoła katolickiego na rzecz ubogich. Dziś już wiemy, że nie byli to walczący z bronią partyzanci, lecz głoszący Ewangelię i sprzeciwiający się wyzyskowi ubogich misjonarze. Beatyfikacja w 2010 r. ks. Jerzego Popiełuszki tylko potwierdza jednostronne spojrzenie Watykanu na zaangażowanie społeczne księży w różnych częściach świata. Zmienia się to jednak, odkąd rządy w Watykanie sprawuje przedstawiciel Ameryki Łacińskiej.
Owszem, ojciec teologii wyzwolenia przyznał, że w dialogu z Watykanem były chwile trudne, a nawet krytyczne, ale jest „naprawdę szczęśliwy, że się tu znalazł”. Podczas wykładu Gutiérrez podkreślił, że „ubóstwo to nie tylko sprawa społeczna, ale również teologiczna”. Nawet więcej – „to podstawowy problem chrześcijaństwa”. Nawiązywał też do nauczania papieża Franciszka: „Kiedy mówimy o miłości, nie możemy zapominać o sprawiedliwości. Żyjemy w okresie postsocjalis-
tycznym, postkapitalistycznym i postprzemysłowym. Niektórzy mówią, że żyjemy w świecie post. Jednak nie żyjemy w świecie postubóstwa. Biedny Kościół jest dla ubogich, jak mówi papież Franciszek, jest on przyjacielem ubogich”. I tak oto „ojciec założyciel” teologii wyzwolenia mianował papieża jej przedstawicielem.

Męczennicy teologii wyzwolenia

Jednak to nie teologia wyzwolenia interesowała dziennikarzy, ale problematyczny stosunek do niej przedstawicieli Kongregacji Nauki Wiary. Co ciekawe, jej obecny prefekt, kard. Gerhard Ludwig Müller, jest przyjacielem Gustava Gutiérreza. Przed kilku laty opublikowali wspólnie książkę „Po stronie ubogich”. Peruwiański teolog przyznał: „To był bardzo krytyczny, a czasami trudny dialog. Podstawowym tematem teologii wyzwolenia jest szczególna troska o ubogich, właściwie 90% teologii wyzwolenia jest właśnie o tym. Myślę, że w chwili obecnej, gdy weźmie się pod uwagę postawę papieża Franciszka, jest to bardziej jasne. Papież Franciszek wyjaśnił, że szczególna troska o ubogich jest kwestią teologiczną. Kiedy otwierasz Biblię, znajdujesz tu ubogich, nie teologów… Myślę, że krytyka i samokrytyka teologów wyzwolenia to były ważne kroki, ale teologia jest czymś drugorzędnym. Nim zostałem teologiem, byłem chrześcijaninem. Teologia jest częścią mojego życia, naprawdę lubię teologię, ale teologia nie jest religijną metafizyką. Jest refleksją nad praktyką miłości i sprawiedliwości. Może być inspirująca dla tych, którzy są zaangażowani w praktykę miłości i sprawiedliwości”. Dodawał też: „Jesteśmy świadkami największej przepaści między bogatymi i biednymi w dziejach ludzkości, a Kościół, który jest po to, by dawać świadectwo Ewangelii, musi mocno się angażować w te sprawy”. Przechodząc do spraw związanych bezpośrednio z teologią wyzwolenia, stwierdzał, że nie chciałby mówić o rehabilitacji teologii wyzwolenia, bo ona nigdy nie była „niepełnosprawna”. Jeśli już, to należy „»rehabilitować« Ewangelię”. Na pewno można stwierdzić, że klimat otaczający teologię wyzwolenia się zmienił.
Nawiązując do beatyfikacji abp. Romera, Gutiérrez zwrócił uwagę na nowe akcenty w rozumieniu męczeństwa za wiarę. Podkreślił, że do tej pory męczennicy ginęli z rąk nieprzyjaciół Kościoła. Romero i Ángelelli zostali zamordowani przez ludzi, którzy sami uważali się za chrześcijan. Obaj męczennicy zginęli z powodu wiary w Boga, wierności Kościołowi i dlatego, że służyli swojemu ludowi. Stali się świadkami sprawiedliwości i ludzkiej godności, co niejako rozszerza pojęcie męczeństwa. Zdaniem Gutiérreza, to nie jest nowe znaczenie męczeństwa, ale jego dodatkowy przymiot, wcześniej niedostrzegany.

15 duchowych chorób

Na zakończenie przypomnę przemówienie Franciszka, które zostało wygłoszone podczas spotkania w Sali Klementyńskiej w Watykanie 22 grudnia 2014 r. Jest ono wręcz fundamentalne dla zrozumienia Kościoła papieża Franciszka. Oto jego główne tezy:
1. Choroba czucia się „nieśmiertelnym”, „odpornym”, a nawet „niezastąpionym” przy jednoczesnym zaniedbywaniu koniecznej i zwyczajnej kontroli. To często wypływa z patologii władzy, z „kompleksu wybranych”, z narcyzmu zafascynowanego własnym wyobrażeniem i niedostrzegającego obrazu Boga odciśniętego na twarzy innych ludzi.
2. Choroba materializmu, czyli zbytniego krzątania się.
3. Choroba zwapnienia (skamienienia) umysłowego i duchowego. Utrata ludzkiej wrażliwości koniecznej do tego, by płakać z płaczącymi i radować się z radosnymi jest niezwykle niebezpieczna!
4. Choroba przesadnego planowania i funkcjonalizmu. Kiedy apostoł planuje wszystko bardzo szczegółowo i wierzy, że przygotowując perfekcyjny plan, powoduje, iż sprawy skutecznie posuwają się do przodu, staje się księgowym lub kupcem.
5. Choroba złej koordynacji.
6. Choroba duchowego Alzheimera. Chodzi o postępujący upadek zdolności duchowych, który w dłuższym lub krótszym czasie czyni osobę niezdolną do samodzielnej działalności i sprawia, że żyje ona w stanie absolutnej zależności od swoich, często wyimaginowanych, sposobów widzenia świata.
7. Choroba rywalizacji i próżnej chwały. Dochodzi do niej, gdy wygląd, kolory szat, honorowe insygnia stają się najważniejszym celem w życiu.
8. Choroba schizofrenii egzystencjalnej.
9. Choroba gadulstwa, szemrania i plotkarstwa.
10. Choroba ubóstwiania szefów. To choroba tych, którzy schlebiają przełożonym, mając nadzieję na ich przychylność. Są oni ofiarami karierowiczostwa i oportunizmu, oddają cześć ludziom, a nie Bogu.
11. Choroba obojętności wobec innych.
12. Choroba pogrzebowej twarzy. Chodzi o osoby gburowate i ponure, które uważają, że aby być poważnym, należy pomalować twarz melancholią, surowością i traktować innych – zwłaszcza uważanych za niżej stojących – w sposób sztywny, twardy i arogancki.
13. Choroba gromadzenia.
14. Choroba zamkniętych kręgów. Przynależność do grupki staje się ważniejsza niż przynależność do Ciała, a nawet, w niektórych sytuacjach, do samego Chrystusa.
15. Choroba zysku doczesnego, ekshibicjonizmu. Wtedy apostoł przekształca swoją służbę we władzę, a władzę zamienia w towar służący do otrzymania zysku światowego i jeszcze większej władzy.
Obcość Kościoła Franciszka nad Wisłą to fakt, z którego zapewne sam papież nie bardzo zdaje sobie sprawę. Nie jestem też pewien, czy ten fakt dociera do polskich biskupów. Tym pilniejszą potrzebą jest tego uświadomienie. Nie śmiem przypuszczać, by biskupi przeczytali ten artykuł, ale sądzę, że jego lektura może zmniejszyć dystans między nimi a ich szefem w Watykanie. To jednak może oczekiwanie nazbyt bezczelne. Pozostaje polecenie lektur „bardziej neutralnych”, jak chociażby ostatnio wydanej po polsku książeczki kard. Waltera Kaspera „Papież Franciszek. Rewolucja czułości i miłości” czy dwóch książek wydanych po angielsku: Austena Ivereigha „Wielki reformator. Franciszek i tworzenie radykalnego papieża” oraz Garry’ego Willsa „Przyszłość katolickiego Kościoła z papieżem Franciszkiem”. Każda z tych książek już stała się bestsellerem, głównie za sprawą medialnego bohatera. Ale nie tylko. Katolicyzm rzeczywiście wchodzi w okres radykalnych zmian i zapewne sam Franciszek nie wie, dokąd one go zaprowadzą. Tym bardziej zmiany te zdumiewają polskich biskupów, z których większość pragnie spokoju i zachowania stanu posiadania. Nie jest to jednak spokój święty, a stan posiadania na pewno nie jest ewangeliczny.

Autor jest teologiem, historykiem i antropologiem kultury, pracuje w Ośrodku Studiów Amerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, w 2005 r. wystąpił z zakonu jezuitów i zrezygnował z kapłaństwa

 

Wydanie: 38/2015

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy