Na granicy bez zmian

Na granicy bez zmian

Skala problemów, z którymi dziś walczymy, jest światowa – mówią na Podlasiu

„Dziewczynka Dyam i chłopiec Daro. Kilkanaście godzin temu dzieci wyszły z więzienia – po ponad czterech miesiącach. Będą teraz w ośrodku otwartym, oczywiście z rodzicami. Bardzo mnie to cieszy”, pisze w mediach społecznościowych Kamil Syller, prawnik i aktywista z Podlasia. „Pogranicznicy nie nosili ich jesienią na rękach, jak noszą teraz ukraińskie dzieci. Kilku trepów w przepoconych mundurach przepchnęło Daro i Dyam przez drut żyletkowy – tylko z matką, bo ojciec został w szpitalu. Nikogo nie interesowało, że w ojczyźnie Dyam i Daro są zamachy terrorystyczne, krajem rządzą uzbrojone bojówki i milicje, a ojciec dzieci podpadł władzy. (…) Trzeba było uruchomić Europejski Trybunał Praw Człowieka, żeby zadziałały »cywilizowane« procedury – czyli umieszczenie kilkuletnich dzieci w więzieniu zamiast wywiezienia do lasu.

Dzieci mieszkały w naszym domu przez kilka dni. Odpoczęły, pokonały biegunkę, odżyły, zaczęły się bawić. W związku z tym pobytem toczy się teraz postępowanie karne. Ktoś uznał, że wziąłem te dzieci do domu, żeby zarobić (ja osobiście – bo mojej żonie dali spokój).

Może w Waszym domu są teraz białe, słowiańskie dzieci zza wschodniej granicy. Korzystajcie z tego, że nie musicie nosić im jedzenia w tajemnicy i wyglądać co jakiś czas przez okno, czy nie zajechał samochód z agresywnymi pogranicznikami. I że po udzieleniu pomocy nikt nie potraktuje Was jak chciwego gnojka. To wspaniałe, że pomagacie. Oglądamy to ze Wschodniego Patostanu z dumą, zazdrością i goryczą”.

Życie na poligonie

Kamil Syller przeniósł się z rodziną na Podlasie w 2015 r. Dwa lata później włączył się w akcję ratowania puszczy przed lex Szyszko. – Już wtedy powstała „sieć” – opowiada. – Zgromadziła osoby o podwyższonej wrażliwości społecznej, miejscowych i przyjezdnych. Niektórzy przyjechali, żeby wziąć udział w akcjach, i zostali.

Ostatniej jesieni „sieć” musiała porzucić walkę o las i o drzewa w przydrożnych alejach. Życie ludzkie wysunęło się na pierwsze miejsce. – Zaskoczyło nas to kompletnie – mówi Kamil. – Wynieśliśmy się z Warszawy, żeby żyć inaczej, decydować na spokojnie, czy w danym roku posiać to czy tamto albo czy na wycieczkę pojechać na Kosowy Most lub do rezerwatu ścisłego. Skala problemów, z którymi dziś walczymy, jest światowa.

Wioska, w której mieszkają, oddalona jest o 5 km od granicy. Nie znajduje się w „zonie”, ale i tak naznaczyła ją obecność wojska, WOT i policji. Po drogach ciężki sprzęt budowlany jeździ w kierunku granicznego płotu. – Jesteśmy soczewką tego, co się dzieje na Podlasiu – komentuje Syller. Podkreśla, że odkąd region stał się poligonem doświadczalnym służb mundurowych, ich niekompetencja i brutalność powodują rosnący opór społeczny. Na dorocznym zebraniu ochotniczej straży pożarnej – jednym z ważniejszych wydarzeń społeczno-kulturalnych we wsi – obecni przedstawiciele wszystkich gospodarstw domowych przeszli po części oficjalnej do rozmów o sprawach codziennych: uchodźcach, mundurowych, budowie płotu. – Poza jednym wyjątkiem słychać było wyłącznie krytykę tego, co się dzieje – wspomina Kamil. – Zmiana nastąpiła na podstawie kontaktu z problemami – dodaje. Podlasianie mają dość sięgania złodziejską ręką po ich prywatność. Potrafią się postawić, zażądać protokołu z procedury przeszukania bagażnika, co skłania mundurowych do odstąpienia od czynności. Kamil dzieli się historią znajomej: jechała z dziećmi podmiejskim autobusem, naprzeciw niej siedział uzbrojony żołnierz, trzymał palec na spuście – na podlaskiej drodze, w trzęsącym się pojeździe. Kobiecie puściły nerwy, zaczęła krzyczeć, że co on sobie wyobraża. Odpowiedział, że musi być w każdej chwili gotowy do strzału…

Brak odpowiedniego wyszkolenia służb daje się we znaki na każdym kroku. Na każdym metrze dróg rozjechanych przez rosomaki. A drogi to podstawa bytu. Brakuje połączeń komunikacji publicznej, sieć internetowa jest słaba, często jeździ się do urzędu załatwić coś osobiście. Zimą nie docierał do wiosek sklep obwoźny, ludzie nie mogli kupić rano chleba. Listonosz nie dowiózł renty czy ważnej korespondencji. Najstarsi mieszkańcy pamiętają, jak budowano drogę na torfie – do zbrojenia mostka użyto resztek radzieckiego czołgu. Teraz pod ciężarem maszyn Budimexu drogi dosłownie rozjeżdżają się na boki. Nie ma chętnych, by wyciągać z błota pojazdy. – Miejscowi znają realia, nie chcą użyczać swojego sprzętu – mówi Kamil. – Któryś z zakopanych rosomaków stał tak przez tydzień. Można było przyjść, posiedzieć w środku – dorzuca ze śmiechem. I zaraz się tłumaczy, że czasem trzeba z czegoś się pośmiać.

Część znajomych myśli o tym, żeby wyjechać z Podlasia. Jaki sens ma mieszkanie w strefie zmilitaryzowanej, z ogrodzonym kawałkiem puszczy, która kojarzy się bardziej z Mordorem niż z rekreacją? – Tutaj coś może się zadziać tylko w turystyce, przemysł już nie wróci – twierdzi Kamil. – Miejscowi mają świadomość, że katastrofa przyrodnicza puszczy to cios wizerunkowy dla regionu. Boją się jej wypadnięcia z listy UNESCO.

Bez pracy

Lucyna Żłobin jest związana z turystyką od wielu lat. Prowadzi jedno z kilkunastu biur przewodnickich w Puszczy Białowieskiej oraz obiektach Białowieskiego Parku Narodowego. – Przyjeżdżają do nas turyści indywidualni i grupy, młodzież szkolna i dorośli. Z roku na rok popyt na usługi przewodnickie wzrastał – opowiada. Tak było do września zeszłego roku. Na ostatnie miesiące 2021 r. do biura Lucyny zgłosiło się kilkadziesiąt grup, ale odwołały rezerwacje po wprowadzeniu stanu wyjątkowego na okres od 2 września do 2 grudnia. W tym czasie obowiązywał zakaz przebywania na terenie puszczy, przewodnicy nie mogli pracować. Potem wprowadzono kolejny czasowy zakaz przebywania na tym terenie, do 1 marca 2022 r. Ruch turystyczny zamarł.

Bez pracy jest kilkudziesięciu przewodników, nie funkcjonują sklepy z pamiątkami, wypożyczalnie rowerów i innego sprzętu sportowego oraz przedsiębiorstwa agroturystyczne, które z różnych względów nie kwaterują służb mundurowych. Firmy z branży turystycznej mogły składać wnioski do wojewody podlaskiego o rekompensatę za okres od 2 września 2021 r. do 2 marca 2022 r. – To pozwoliło mi opłacić składki ZUS i inne należności – mówi Lucyna. – Liczyliśmy na to, że po 1 marca zaczniemy normalnie żyć i pracować. Niestety, wprowadzono nowy zakaz przebywania na terenie przygranicznym do 30 czerwca. Przez kolejne cztery miesiące nie będziemy mieć pracy.

W urzędzie wojewódzkim Lucyna Żłobin otrzymała informację, że przy ubieganiu się o rekompensatę za okres od 2 marca będą brane pod uwagę przychody z trzech wybranych miesięcy z ostatniego półrocza. – W tym okresie nie pracowaliśmy, nasze przychody były bliskie zera. Za co mamy żyć przez najbliższe cztery miesiące? – pyta. Zanosi się na kolejny stracony sezon turystyczny. Nie ma żadnej gwarancji, że zakaz przebywania nie zostanie ponownie wydłużony. Lucyna nie wie, co odpowiadać turystom, którzy wypytują o miesiące wakacyjne. BPN odwiedza rocznie ok. 140 tys. osób. Za przedsiębiorcami ujęła się posłanka Hanna Gill-Piątek z Polski 2050. Zwróciła się do ministra spraw wewnętrznych i administracji z pytaniami dotyczącymi rozporządzenia MSWiA, którego forma może powodować błędne interpretacje przez urzędników. Faktem jest, że zakaz uniemożliwia pracę przez 10 miesięcy, bez przerwy. Lucyna: – Cieszyłam się na każde wyjście z turystami do puszczy, teraz jest to strefa zmilitaryzowana i wielki plac budowy.

Kamil Syller zupełnie serio wskazuje model turystyki czarnobylskiej jako ratunek dla regionu. Przejechać się do Hajnówki, zobaczyć rozciągnięty wzdłuż drogi drut żyletkowy, minąć się z rosomakiem, poobserwować obóz, w którym żołnierze markują przygotowania do ataku. Na razie jednak nikt po takie wrażenia nie przyjeżdża. A „sieć” znów działa na zwiększonych obrotach. Nadeszła wiosna, w lesie są ludzie.

Uchodźcy gorszego Boga

Lucyna Żłobin: – Cieszę się, że rodacy tłumnie ruszyli z pomocą uchodźcom z Ukrainy. Z drugiej strony jest mi przykro, że w moim kraju obowiązują podwójne standardy. Często ci pomagający Ukraińcom uważają, że uchodźcy z Syrii nie zasługą na pomoc. My tu, na granicy z Białorusią, pomagamy już od siedmiu miesięcy i będziemy robić to nadal. Wiem, że nikt nas za to nie pochwali.

Dla Kamila niedopuszczalne jest, że o losie osoby znalezionej w lesie decyduje Straż Graniczna: – Cudzoziemcy pokonujący granicę polsko-białoruską to uchodźcy i migranci ekonomiczni. Nikt nie powinien być traktowany przez Straż Graniczną w taki sposób, jak to się odbywa. Bez decyzji szefa Urzędu ds. Cudzoziemców status takiej osoby jest w zawieszeniu. To, co się wydarzyło w polskiej legislacji, to horrendum na skalę europejską. Nasi parlamentarzyści wpisali do ustawy pushbacki. W rezultacie kierowca wojskowej ciężarówki wiozący dzieci z powrotem do granicy decyduje o kraju powrotu. Albo jego niski rangą dowódca – bo w postanowieniu komendanta placówki Straży Granicznej o pushbacku państwo powrotu nie jest w ogóle wskazane.

– W mediach temat przycichł, ale to nadal się dzieje – mówi Monika Matus, działaczka na rzecz praw człowieka, z Grupy Granica. – Od 8 do 14 marca o pomoc prosiły nas 123 osoby, dotarliśmy do ponad 50. Wiemy o 39 osobach, które na pewno zostały wywiezione do Białorusi, w tym o dziesięciorgu dzieciach. GG powstała w zeszłym roku na granicy polsko-białoruskiej, teraz jest aktywna na obu odcinkach wschodniej granicy. Aktywiści pracują w podlaskich lasach z medykami, ostatnio z wolontariuszami z Niemiec. Nagłaśniają przypadki łamania praw człowieka, żeby przeciwdziałać pushbackom. Mimo że po interwencjach międzynarodowych zawieszono loty z Syrii i z Iraku na Białoruś, ciągle przybywa osób, którym obiecuje się, że droga przez Polskę jest dobrym sposobem dotarcia do Europy.

Na odcinku ukraińskim aktywiści z GG rozwożą ludzi do innych części Polski, pracują w punktach recepcyjnych. GG organizuje też przejazdy dla nie-Ukraińców, nie pozostawia bez pomocy grup, których nie objęła większość założeń dyrektywy europejskiej zezwalającej Ukraińcom na pobyt i pracę w Europie. W samej Ukrainie także byli ubiegający się o ochronę międzynarodową. Złapała ich kolejna wojna.

Stosunek polskiego rządu do tego, co się dzieje na obu odcinkach granicy, Monika Matus ocenia jednoznacznie: – Tępią wszystko, co robimy. Nie ma zmiany w kontekście wywożenia ludzi na druty. A wobec uchodźców z Ukrainy rząd buduje sobie wizerunek dobrego gospodarza. Tymczasem cała praca w ciągu tych trzech tygodni została wykonana przez organizacje pozarządowe i wolontariuszy. Ze strony rządu nie ma zrozumienia, ani co to jest migracja, ani kim są uchodźcy. Wszyscy zapłacimy za to cenę. Również tą sytuacją, przyjmując tylu uchodźców i uchodźczyń.

„Jurne byczki”, „opaleni turyści Łukaszenki”, „pseudouchodźcy” – te określenia napędza rządowa propaganda, zastępująca edukację na temat procesów migracyjnych na świecie. Potrzeba determinacji i odwagi, żeby robić swoje. Lucyna Żłobin, korzystając z doskonałej znajomości terenu, znów chodzi do lasu, ratować zdrowie, czasem życie ludzi. Kamil Syller rozkręcił akcję zielonych świateł dla uchodźców, udziela pomocy prawnej. We własnej sprawie spodziewa się umorzenia śledztwa, nie jest pierwszym oskarżonym o przemyt ludzi. Dalej chodzi na interwencje.

– W Bruzgach na Białorusi przeczekało zimę kilkaset osób, głównie rodzin z dziećmi – opowiada. – Jest wiosna, idą przez tereny podmokłe, bagna, omijają płot. Wielu z nich nie da się uratować bez pontonów i drabin. My, pracując w nocy, potopimy się. Co innego, gdybyśmy mogli pomagać oficjalnie. Ale tak nie jest i raczej nie będzie. Przywitanie wychodzącego z lasu aktywisty słowami: „Stój, kurwa!”, powalenie go na ziemię – to się ciągle zdarza.

Mur

W Iraku, skąd dociera na Podlasie część uchodźców, powstał po 2000 r. p.n.e. jeden z pierwszych murów na świecie. Wybudowano go na polecenie Szulgiego, króla Ur, którzy rządził w tym okresie dużą częścią Mezopotamii. Setki lat później, w starożytnej Grecji rywalizowały między sobą sposobem życia bez muru i za murem Sparta i Ateny. Najbogatszą historię wznoszenia murów mają Chiny. Przez dwa tysiąclecia ważono koszty zmuszania setek tysięcy ludzi do życia i pracy na dalekich granicach wobec zagrożeń wynikających z najazdów barbarzyńców. Piotr Wielki znalazł sposób na stepowych koczowników – zbudował mocne drewniane fortyfikacje, na które wysłał Kozaków, zbuntowanych chłopów pańszczyźnianych, zamieszkujących ziemie niczyje pomiędzy rosyjskimi liniami umocnień a stepem. XVII w. wypełniła seria najazdów i akcji odwetowych, która zakończyła się pierwszym w dziejach zepchnięciem nomadów do defensywy.

Polska właśnie wpisuje się w historię budowania murów XXI w. na wszystkich kontynentach. Płotu na Podlasiu nie wspiera Unia Europejska, ale mimo skarg złożonych przez ekologów do Komisji Europejskiej nie zakazała dotychczas budowy zapory w pobliżu obszarów Natura 2000. – Mamy niestabilnego sąsiada – komentuje Kamil Syller. – Ochronę granicy trzeba zbudować od podstaw. I przywyknąć do tego, że mundurowych będzie na Podlasiu przybywać.

Polski rząd z trudem nadąża za teraźniejszością, tymczasem na horyzoncie rysuje się wizja największej wojny ludzkości. „Państwa dokładają wszelkich starań, by zatrzymać swoje dobra i zasoby w obrębie własnych granic, których z determinacją strzegą przed przyjezdnymi. Większość armii narodowych przeorganizowano w silnie uzbrojone patrole graniczne. Celem jest całkowite zamknięcie, ale jeszcze nie w pełni się to udało. Zdesperowani ludzie zawsze znajdą sposób, by się przedostać. Przez pewien czas niektóre kraje były lepszymi dobrymi samarytanami niż inne, ale i one skutecznie uszczelniły granice, zamknęły portfele i odwróciły wzrok”, to świat w 2050 r. opisany w książce „Przyszłość zależy od nas”. Poszliśmy w tym świecie niewłaściwą drogą, prowadzącą w sam sam środek chaosu. Przegraliśmy sami ze sobą. Nikt nie chciał słuchać „sieci” obywateli.


Korzystałam z literatury: David Frye, Mury. Historia cywilizacji, Grupa Wydawnicza Foksal, Warszawa 2021; Christiana Figueres, Tom Rivett-Carnac, Przyszłość zależy od nas. Przewodnik po kryzysie klimatycznym dla niepoprawnych optymistów, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2021.


Fot. Grupa Granica

Wydanie: 15/2022

Kategorie: Kraj

Komentarze

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy