Holandia gwarantuje zatrudnienie

Holandia gwarantuje zatrudnienie

Jak holenderski rząd tworzy miejsca pracy W styczniu 2009 r., mimo kryzysu, poziom bezrobocia w Holandii wyniósł zaledwie 2,8%, co jest najlepszym rezultatem w Unii Europejskiej. Sukces ten nie pozwala uciec od pytania: czy istnieje jakaś jednoznaczna recepta na tak skuteczne radzenie sobie z bezrobociem? Jedną z przyczyn osiągnięcia rządu w Hadze okazuje się wprowadzony w 1991 r. program zobowiązujący każdą holenderską gminę do utworzenia odpowiedniej komórki, która zapewnia wchodzącym na rynek pracy młodym ludziom zatrudnienie w sektorze publicznym lub w organizacjach non-profit. Co więcej, nie jest to odosobnione w świecie rozwiązanie. Program ten stanowi bowiem częściowe wprowadzenie znanej, zdobywającej coraz większe uznanie wśród ekonomistów, propozycji: zatrudnienia gwarantowanego. Prawo do pracy W Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka ONZ zapisane jest, poza wieloma innymi, również prawo każdej istoty ludzkiej do pracy. Nakłada to na państwa sygnatariuszy wyjątkową odpowiedzialność, zobowiązując do dążenia w kierunku zagwarantowania zatrudnienia wszystkim zainteresowanym nim obywatelom. Dróg do likwidacji bezrobocia jest oczywiście wiele, jednak, w świetle opinii rosnącej liczby ekspertów, najskuteczniejszą metodą walki z tą ewidentną niesprawnością rynku okazuje się recepta najprostsza. Jej zwolennicy dowodzą, iż rządy same powinny dawać pracę każdemu gotowemu, chcącemu i mogącemu ją podjąć. Jako jedyne rozwiązanie bowiem, w przeciwieństwie zwłaszcza do tyle kosztownych, co nieskutecznych systemów ubezpieczeń i świadczeń socjalnych, jak również instrumentów tzw. aktywnej polityki rynku pracy, zatrudnienie gwarantowane pozwala rozwiązać problem bezrobocia całkowicie i natychmiastowo. W najpopularniejszej wersji propozycja ta (zwana również planem pełnego zatrudnienia, pracą gwarantowaną lub „pracodawcą ostatniej szansy”) wzywa do zatrudnienia przez władze publiczne, przy społecznie pożądanych projektach, wszystkich gotowych podjąć pracę bezrobotnych, oraz do płacenia im jednej uniwersalnej płacy, niezależnie od ich umiejętności, doświadczenia zawodowego czy wcześniejszych zarobków. Rząd oczywiście pozwoliłby fluktuować w programie liczbie pracowników, która wzrastałaby i spadała w odpowiedzi na cykliczne wahania zatrudnienia w prywatnym sektorze. Zarówno tam, jak i w sferze budżetowej, gwarantowany zarobek stworzyłyby efektywną płacę minimalną, poniżej której praca zwyczajnie traciłaby ekonomiczny sens. Przykłady płyną z Ameryk Choć teoretyczne podstawy dla propozycji pracy gwarantowanej dali dwaj wybitni dwudziestowieczni ekonomiści, John Maynard Keynes oraz Abba Lerner (a potem twórczo rozwijał m.in. laureat ekonomicznego Nobla z 1996 r., William Vickrey), to milowy dla rozwoju tej idei krok stanowiły dopiero pierwsze praktyczne wdrożenia programów zbliżonych w zamyśle do „pracodawcy ostatniej szansy”. Bez wątpienia wymienić w tym kontekście trzeba, zorganizowaną w odpowiedzi na Wielki Kryzys w USA, Administrację Postępu Prac, która przez osiem lat istnienia była największym pracodawcą w Stanach Zjednoczonych, dając w szczytowym okresie zatrudnienie aż 3,3 mln osób i pozostawiając po sobie drogi, mosty, parki, lotniska i stadiony, a także elektryczność w prawie każdym amerykańskim domu. Co więcej, programy z czasów Nowego Ładu nie były zwykłymi robotami publicznymi, służącymi li tylko budowie infrastruktury fizycznej. Promowano także najszerzej rozumiany rozwój kulturalny, oferując zatrudnienie bezrobotnym pisarzom, aktorom, malarzom, dziennikarzom i muzykom. Mało kto pamięta dziś, że w ramach administracji pracę znaleźli w tym czasie m.in. Burt Lancaster, Orson Welles czy Saul Bellow. Jednak kluczowy i całkiem współczesny przykład skuteczności zatrudnienia gwarantowanego jako leku na bolączki gwałtownie rosnącego bezrobocia dała dopiero Argentyna. W wyniku wybuchłego w grudniu 2001 r. kryzysu stopa bezrobocia w tym kraju w krótkim czasie osiągnęła rekordowy poziom 21,5%, wpędzając w ubóstwo ponad połowę Argentyńczyków. W odpowiedzi, w kwietniu 2002 r., rząd w Buenos Aires wprowadził w życie program bezpośredniego tworzenia miejsc pracy, znany jako Plan Jefes y Jefas de Hogar Desocupados (hiszp. Plan Głów Rodzin Bezrobotnych), gwarantujący zatrudnienie jednemu pozbawionemu zatrudnienia z każdej rodziny, w skład której wchodziło dziecko poniżej 18. roku życia, osoba niepełnosprawna albo kobieta w ciąży. Zapewnił on argentyńskim gospodarstwom domowym 150 pesos miesięcznie (płaca minimalna wynosiła wówczas 200 pesos) za 20 godzin pracy tygodniowo, dając pracę i płacę ponad 2 mln osób, czyli aż 13% argentyńskiej siły roboczej lub inaczej 5% populacji kraju. Zalety… Jak trafnie zauważył w polskiej edycji

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 16/2009, 2009

Kategorie: Opinie