Internet a demokracja

Internet a demokracja

Dawniej mówiono, że celem polityki jest praca na rzecz dobra wspólnego. Wydawało się to proste, dopóki nie zaczęto dociekać, co jest „dobrem wspólnym”, kto je definiuje, która droga do tego dobra wspólnego jest najlepsza, kto ją wybiera i na koniec realizuje.

W demokracji teoretycznie na te wszystkie pytania odpowiadają wyborcy, oddając głosy na tych, którzy ich zdaniem najlepiej to dobro wspólne definiują oraz najlepiej dobierają drogi i metody dochodzenia do tego dobra. Aby wygrać demokratyczne wybory, trzeba było mieć dobry program i umieć wyborców do tego programu przekonać. Uczciwie albo mniej uczciwie, posługując się czasem kłamstwem, czasem tylko demagogią i populizmem. Narzędziem tego przekonywania były media. Dawne wiece zastąpiły gazety, później pojawiło się radio, na koniec telewizja. Ta ostatnia przez kilkadziesiąt lat była najbardziej wpływowym medium.

To media, a ściślej politycy za pośrednictwem mediów komunikowali się z późniejszymi wyborcami. Pośrednikiem między politykiem a wyborcą był dziennikarz. Ważnym pośrednikiem. Tak ważnym, że media nazwano nawet czwartą władzą. To głównie od mediów zależało,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2026, 33/2026

Kategorie: Felietony, Jan Widacki