Izraelsko-amerykańska gra pozorów

Izraelsko-amerykańska gra pozorów

Najsłynniejszy izraelski szpieg – Jonathan Pollard – opuści amerykańskie więzienie 21 listopada. 30 lat od dnia, kiedy go aresztowano

W więzieniu znalazł się w 1985 r., w czasach gdy prezydentem USA był Ronald Reagan, a Michaił Gorbaczow zaczynał reformować Związek Radziecki. Jonathan Pollard – cywilny analityk i izraelski szpieg, który sprzedał wojskowe tajemnice Ameryki – miał spędzić za kratkami resztę życia. O jego uwolnienie od 30 lat bezskutecznie zabiegali w Waszyngtonie prezydenci i premierzy Izraela. Udało się dopiero za kadencji Baracka Obamy, który jak żaden prezydent w ciągu ostatniego półwiecza wprowadził dystans między Ameryką a jej bliskowschodnim sojusznikiem. Decyzja o wypuszczeniu Pollarda na wolność nie oznacza, że będzie on mógł wyjechać ze Stanów Zjednoczonych. Komisja ds. zwolnień warunkowych zakazała mu opuszczania kraju, ale prezydent Obama może ów zakaz uchylić. Przypuszczalnie los Pollarda nadal będzie przedmiotem dyplomatycznych przetargów między Waszyngtonem a Jerozolimą.

O tym, że sprawa Jonathana Pollarda ma zasadniczy wpływ na relacje amerykańsko-izraelskie, przekonali się na własnej skórze uczestnicy izraelsko-palestyńskich negocjacji pokojowych prowadzonych pod auspicjami prezydenta Clintona w Wye River w październiku 1998 r. Ostatniego dnia rozmów, kiedy po 90 godzinach trudnych rokowań porozumienie wydawało się w zasięgu ręki, premier Izraela Benjamin Netanjahu wprawił wszystkich w osłupienie, kiedy do listy omawianych od kilku dni zagadnień niespodziewanie dorzucił dodatkowy warunek. Było nim zwolnienie Pollarda. Losy porozumienia zawisły na włosku. Bill Clinton musiał obiecać, że osobiście rozpatrzy wniosek o darowanie mu kary. Wówczas sprawę na ostrzu noża postawił jednak szef CIA George Tenet, który w rozmowie z prezydentem zagroził, że poda się do dymisji, jeśli Biały Dom zgodzi się wypuścić szpiega. Ostatecznie Pollard wolności nie odzyskał, lecz rzadko się zdarza, aby cały proces pokojowy zależał od losów jednego więźnia. Ale Pollard nie był zwyczajnym więźniem.

Szpieg niedoskonały

Pollard nie stanowił naturalnego materiału na szpiega. Urodzony w 1954 r. w rodzinie amerykańskich Żydów w Teksasie odznaczał się dość bujną wyobraźnią. Już w czasie studiów lubił się przechwalać, że jest oficerem izraelskiej armii albo że Mossad płaci za jego studia. W 1979 r. dostał pracę jako cywilny analityk centrum antyterrorystycznego Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych. Ze względu na charakter swojej pracy miał dostęp do archiwów wywiadowczych, skąd wolno mu było zabierać tajne dokumenty do swojego biura. Jak ustalili izraelscy dziennikarze Dan Raviv i Yossi Melman, zanim Pollard podjął pracę analityka, starał się o posadę w CIA, ale jego kandydatura została odrzucona, ponieważ rekruterzy określili go jako „notorycznego kłamcę, żarliwego syjonistę i potencjalnego szpiega”. Co ciekawe, CIA nigdy nie podzieliła się swoją oceną z marynarką.

Pierwszy kontakt z izraelskimi służbami Pollard nawiązał latem 1984 r., spotykając Aviego Sellę, emerytowanego pułkownika lotnictwa. Rozgoryczony wyznał mu, że zorientował się, że USA nie przekazują Izraelowi niektórych informacji istotnych dla jego obronności. Dodał, że nie chce zaszkodzić Ameryce, a jedynie pomóc państwu żydowskiemu. Zawsze przedstawiał się jako lojalny obywatel USA, który wspiera Izrael w walce ze światem arabskim.

Pierwsza partia dokumentów przekazanych przez Pollarda dotyczyła danych o najnowszych systemach obronnych arabskich sąsiadów Izraela. Byli to głównie sojusznicy USA, tacy jak Egipt i Jordania, a więc kraje, które w połowie lat 80. nie zagrażały już Jerozolimie. Informacje, które pozyskiwał Pollard, utwierdzały go w przekonaniu, że Waszyngton nie jest lojalny wobec sojusznika. W wywiadzie udzielonym w 1997 r. izraelskiej gazecie „Maariv” stwierdził, że szczególnie niepokoił go fakt, że „Stany Zjednoczone nie podzieliły się informacjami o irackim programie broni chemicznej” realizowanym w latach 80. przez Saddama Husajna. Amerykanie zawsze temu zaprzeczali, argumentując, że służby państwa żydowskiego miały dostęp do danych na temat broni masowego rażenia.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 40/2015

Kategorie: Świat

Komentarze

  1. Anielka
    Anielka 8 listopada, 2015, 08:45

    Wydaje mi się że kiedyś był w telewizji film na ten temat. Dziwi mnie polityka Obamy, przecież w rządzie USA jest wielu ludzi wspomagających Izrael. Dzięki temu Izrael jest potęgą militarną. Dostaje wielką pomoc od USA.

    Odpowiedz na ten komentarz

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy