Wojna polsko-ruska pod biało-czerwonym szalikiem

Wojna polsko-ruska pod biało-czerwonym szalikiem

Najpierw przez całe tygodnie media i politycy rozważali, jak zachowają się „ruscy kibole” w Warszawie. Roztaczano różne fantastyczne wizje, zgadywano, co będą mieli napisane na koszulkach, jakie będą mieć czapki na głowach i co będą krzyczeć. Sugerowano konieczność zmiany miejsca zakwaterowania ekipy rosyjskiej, bo hotel Bristol stoi za blisko obszaru, gdzie Jarosław Kaczyński lubi palić znicze.
Krótko mówiąc, zrobiono wiele, aby z meczu piłkarskiego Polska-Rosja uczynić wydarzenie polityczne.
Zrobiono wiele i nawet wyjątkowo udało się nieźle. Przy okazji ożywiono wszystkie stare resentymenty, wskazano też nową formę ich zamanifestowania. Przez całe tygodnie o przyszłych wydarzeniach i zadymach wokół tego meczu powiedziano tyle, że zapanowałoby rozczarowanie, gdyby tych zadym nie było. Wszyscy, a już szczególnie kibole, wiedzieli, że zadymy będą, bo jak wszyscy mówią, być muszą. No, to ci, co zadymy lubią, ciągnęli do centrum Warszawy z najodleglejszych przedmieść, a nawet z całej Polski.
Zwykle kibole są „patriotami” jakiegoś klubu. Gdyby spojrzeć na nich od strony kryminologicznej czy socjologicznej, praktykowanie „kibolstwa” zaspokaja jakąś ich potrzebę dotąd w inny sposób niezaspokojoną. Kibolami są na ogół młodzi ludzie, mający z różnych powodów (także materialnych) zaniżone poczucie wartości. Mający trudności z własną identyfikacją i stworzeniem sobie pozytywnego obrazu samych siebie. Klub, któremu kibicują, daje im możliwość takiej identyfikacji. Identyfikują się z tym klubem i grupą jego fanów. To jest ich klub. Sukcesy ich klubu rekompensują im życiowe porażki, podnoszą zaniżone poczucie wartości. Porażki pogłębiają frustrację i skutkują tym większą agresją. W tłumie innych kiboli kibol czuje się pewnie, ma poczucie bezpieczeństwa, którego zazwyczaj mu brak poza tą grupą.
Zwalczanie kibolstwa policyjną pałką czy gazem łzawiącym, karą wymierzoną w trybie 24-godzinnym efektów nie przyniesie, bo przynieść nie może. To tylko umacnia spoistość grupy, wzmacnia identyfikację, rodzi chęć odwetu. A walnięty pałą czy ukarany przez sąd kibol wewnątrz grupy zyskuje dodatkowy szacunek, awansuje w hierarchii. Oczywiście policja jest od tego, by naruszony przez kiboli porządek przywracać, by, gdy trzeba, użyć do tego pałki czy gazu. Sądy są od tego, by karać za udowodnione naruszenia porządku. Ale policja razem z sądami nie zlikwidują zjawiska. Rację ma Janusz Palikot, który mówi, że kiboli trzeba ośmieszać, nie karać. Ośmieszony kibol traci także w swoim środowisku. Samo ośmieszanie to też za mało. Trzeba próbować, poprzez rozumne działania edukacyjne i społeczne, usunąć albo co najmniej złagodzić przyczyny tego zjawiska. Trzeba zlokalizować potrzeby, które zaspokaja kibolstwo, i spróbować zaspokoić je w inny sposób. Może rzeczywiście trzeba budować jeszcze więcej orlików, może trzeba zmusić kluby do organizowania turniejów piłkarskich dla swoich fanów. A może coś potrafią wymyślić samorządy? Coś więcej niż pani prezydent Warszawy, która potrafiła tylko skrytykować sądy za zbyt łagodne kary wymierzone kibolom. Czy w ogóle w Polsce ktoś na ten temat poważnie kiedyś dyskutował? Czy wymyślono coś więcej niż konieczność zaostrzania kar? Albo coś więcej niż to, by stadionowego chuligana nazwać „bandytą”, co tym bardziej stygmatyzuje go w społeczeństwie, a nobilituje w jego grupie?
Połączyć kibolstwo ze sprawą narodową to sukces nie lada. Najpierw przez całe miesiące antyrosyjska histeria, oskarżanie Rosjan o „zamach smoleński”, który nakładał się na ogrom narodowego cierpiętnictwa i ożywiał je. Sybir, knuty, kajdany, bolszewicy pod Warszawą, Katyń, Stalin, Breżniew ze swoją doktryną, a na koniec ten „smoleński zamach”. Retoryka prezesa, nagłówki w „Gazecie Polskiej”, „ustalenia” Macierewicza. Przeciętny kibol nie czyta przecież „Najnowszej historii politycznej Polski” Pobóg-Malinowskiego ani nie słyszał nawet o „Bożym igrzysku” Normana Daviesa. Ale do mózgu najgłupszego nawet kibola dotarło, że Rosjanie są źli, a na pewno od nas gorsi. I głupsi oczywiście. W ostatnich tygodniach dotarło dodatkowo, że rosyjscy kibole chcą nam ubliżać, robić w Warszawie zadymy, urągać naszej reprezentacji, ba, naszym narodowym barwom! No to jak się nie skrzyknąć, by dać im odpór? A nawet jak oni nie zaczną, to i tak im pokazać, kto jest lepszy? Jak się nie zgromadzić pod biało-czerwonym szalikiem?
I jak się dobrze składa! Chęć odreagowania frustracji, chamstwo, agresję można jeszcze patriotycznie zracjonalizować! Usprawiedliwić patriotyzmem. Czy w tej sytuacji można się dziwić temu, co wydarzyło się w Warszawie w dniu meczu z Rosją?
Iluś tam kiboli wyłapano. Policyjni analitycy ślęczą nad zapisami monitoringu. Policja zapowiada, że opierając się na tym, wyłapie jeszcze drugie tyle i doprowadzi do sądu. Sądy w przyspieszonym tempie wymierzają kary (wprawdzie wedle Hanny Gronkiewicz-Waltz zbyt łagodne, ale zawsze).
Bezkarni zostaną tylko ci, którzy tak sumiennie przez całe miesiące pracowali nad tym, by politykę połączyć ze sportem. By straszyć Rosją i budzić do niej niechęć. I którym wyjątkowo to się udało.

Wydanie: 25/2012

Kategorie: Felietony, Jan Widacki
Tagi: Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy