Zadecydują rodzice

Zadecydują rodzice

Nie damy wam pieniędzy i co nam zrobicie? Takiego stosunku polityków PiS do nauczycieli można było się spodziewać. Przecież nikt przytomny nie wybrałby do negocjacji ze związkami nauczycielskimi Beaty Szydło. Specjalistki od wypłacania sobie i swoim po uważaniu gigantycznych premii. Bo takie im się po prostu należały. A nauczycielom należy się tylko co łaska. Tyle ile pokornie przyjął Ryszard Proksa, szef nauczycielskiej Solidarności. Pierwszy na taką skalę solidarnościowy łamistrajk. Modelowa rządowa przystawka. Guzikiewicz i Proksa to dziś znaki firmowe tego, co zostało ze związku zawodowego, który jeszcze jedzie na historycznym szyldzie. I występuje jako dekoracja na mszach, pokropkach, zgromadzeniach PiS czy IPN.

Rząd i Solidarność to dziś jedna drużyna. Grają na tę samą melodię. Dyrygenta też mają wspólnego. Wspólnie udają, że negocjują. Że najważniejsze jest dla nich dobro dzieci. Podobnie było przy sejmowym strajku rodziców i dzieci niepełnosprawnych. Gdyby nie strajki, prezes Kaczyński nie miałby okazji spojrzeć w oczy krowom i świniom. I obiecać nowych dopłat. Tym razem z pieniędzy Unii, która o tym, że ma dać, dowiedziała się z telewizji. Strajki potwierdzają, że tylko związki zawodowe mogą skutecznie walczyć o prawa pracownicze. Pracownicy słabo zorganizowani są dla władzy zaledwie petentami. Skoro OPZZ, ZNP i innym strukturom związkowym obrona pracowników idzie tak ciężko, bez nich nie byłoby nawet o czym mówić.

Na zmianę stosunku rządu do nauczycieli mogą teraz wpłynąć tylko rodzice dzieci. Jeśli zacisną zęby i poprą ten strajk, to i rząd znajdzie drogę do porozumienia. I to jest temat do rozmów przy wielkanocnych stołach.

Wydanie: 16/2019

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański