Sposób na Kasandrę

Kasandra nie była osobą lubianą, ale też miała ciężkie życie. Miała zdolność wieszczenia, lecz nikt nie chciał jej wierzyć. Zaś w ramach nieszczęść, które sama wywieszczyła, została zgwałcona, oddana w niewolę, wreszcie zamordowana wraz ze swoim właścicielem, Agamemnonem, do którego należała jako łup wojenny. Od tej pory kasandryczność jest zajęciem niepopularnym i mogącym narażać na przykrości. Niemniej jednak należy od czasu do czasu podejmować to zajęcie, choćby dlatego, aby później mieć satysfakcję, że jest jednak lepiej, niż wynikało z przepowiedni.
Na przełomie stycznia i lutego bezrobocie w Polsce osiągnęło 18,7% siły roboczej, zbliżając się do wielkości krytycznej, za którą uważa się 20%. Wielkością krytyczną jest zaś taka sytuacja, w której społeczne efekty bezrobocia stają się nie do opanowania, a fakt braku pracy i środków utrzymania staje się dominującym czynnikiem dla całej zbiorowości. Również dlatego, że bezrobotni przestają być uczestnikami rynku konsumpcyjnego, skazując na upadłość przedsiębiorstwa, które jeszcze produkują, a na bezrobocie tych, którzy jeszcze w nich pracują.
Wiemy, że rząd w osobie ministra Hausnera wystąpił z nową, słuszną strategią walki z bezrobociem, przeznaczając więcej środków na podnoszenie kwalifikacji i szkolenie bezrobotnych niż na bezpośrednie zasiłki. Tak postępują wszystkie rządy, które sprawę bezrobocia traktują serio, istnieje jednak obawa, że przyjęcie tej słusznej strategii nastąpiło o kilka lat za późno i dzisiaj, jeśli mówi się o obniżaniu bezrobocia, to jedynie bardzo powolnym, niepewnym i rozłożonym na lata.
Jednakże perspektywa obniżania się bezrobocia w Polsce wydaje się perspektywą niejasną, głównie z tej przyczyny, że zbliżamy się do Unii Europejskiej. To prawda, że niektóre kraje unijne, m.in. Wielka Brytania, Dania czy Szwecja obiecały, że przyjmą polskich pracowników zaraz po naszym wstąpieniu do Unii, ale równocześnie Unia jako całość postuluje daleko idącą restrukturyzację naszej gospodarki – od górnictwa i hutnictwa poczynając, a na rybołówstwie morskim kończąc – co oznacza raczej ubytek niż przyrost miejsc pracy. Tak więc, w paradoksalny sposób, nasz wielki historyczny sukces, jakim jest wejście do zjednoczonej Europy, w mniej historycznej, bliższej perspektywie zaowocuje zapewne pogłębieniem się naszego głównego dramatu narodowego, jakim jest bezrobocie.
Bezrobocie, rzecz jasna, kurczyć się powinno w miarę rozwoju gospodarki i podejmowania nowych inwestycji. Jednak tworzenie inwestycji wymaga wsparcia i interwencji państwa, które nie ma na to pieniędzy. Aby je zdobyć, minister finansów proponuje nowy system podatkowy, mający wzbogacić finanse państwa. Istnieje jednak w tej kwestii widoczna gołym okiem sprzeczność pomiędzy obowiązkami rządu a interesem przedsiębiorców mających podejmować niezbędne inwestycje. Rząd musi zdobyć środki zarówno na zapobieganie katastrofie społecznej, będącej owocem bezrobocia, jak i na koszty naszego wstępowania do Unii, dąży więc – owijając to w różne zasłony – do podnoszenia podatków, podczas gdy przedsiębiorcy twierdzą, że podatki należy obniżać, aby dać im środki na inwestycje, a także podtrzymać rynek konsumpcyjny, bez którego wszelka produktywność nie ma sensu.
Dookoła tej kwestii rozegra się niebawem generalna batalia, z której nie ma dobrego wyjścia, jest tylko mniejsze lub większe ryzyko katastrofy.
Na ten obraz nakłada się sytuacja międzynarodowa, która w dającej się przewidzieć przyszłości wygląda dość paskudnie. Jej wyznacznikiem jest wojna z Irakiem, szerzej zaś wybór pomiędzy opcją wojenną, to znaczy proamerykańską, i antywojenną, to znaczy proeuropejską. Polska, jak wiadomo, wykonała wiele poważnych kroków w stronę pierwszej z tych opcji. Należał do nich – oprócz wielu kroków dyplomatycznych – także zakup kosztownych amerykańskich samolotów F-16, dokonywany z myślą o tym, że Ameryka odpłaci się tak zwanym offsetem, czyli inwestycjami w naszą gospodarkę. Tu i ówdzie daje się jednak przeczytać, że ów amerykański offset nie jest tak obfity, jak obiecywano, ale nawet gdyby był, studzi on jednak w sporym stopniu ochotę krajów europejskich do inwestowania w Polsce i już widzieliśmy, jak kilka europejskich inwestycji przeszło nam koło nosa. Nie wiem, czy dokonany został tu bilans strat i zysków, nie sądzę jednak, abyśmy wychodzili z niego z dużym plusem.
Oczywiście, można się pocieszać, że gospodarka europejska przechodzi obecnie okres trudności, widać to na przykład w Niemczech, podczas gdy gospodarka amerykańska jest w lepszej kondycji. Jednakże jeśli wejdziemy do Unii, nasze kłopoty wewnętrzne staną się siłą rzeczy także kłopotami europejskimi, zaś Ameryki mogą one w ogóle nie obchodzić, ponieważ nie wstępujemy jednak do Stanów Zjednoczonych. Ponadto, jak widać to coraz wyraźniej z mapy świata, ważnymi punktami w globalnej grze amerykańskiej stają się obecnie Rosja i Chiny, wobec których Polska nie jest elementem wiele znaczącym. Jeśli więc, jak twierdzą niektórzy, orientacja proamerykańska ma być gwarancją naszego bezpieczeństwa także wobec Rosji – chociaż, szczerze mówiąc, nie sądzę, aby zbyt wielu naszych obywateli czuło się zagrożonymi z tej strony – to jest to ubezpieczenie wykupione nie w tej firmie, o którą chodzi.
Te kasandryczne wizje splatają się w jeden warkocz, do którego oczywiście dopleść jeszcze można kilka wątków, na przykład nierozstrzygnięte wciąż referendum unijne, a także głosowania w parlamentach europejskich za naszym przyjęciem czy też nieprzewidziane konsekwencje wojny z Irakiem. Wprawdzie, jak się dowiedzieliśmy, jesteśmy stosunkowo zabezpieczeni na wypadek epidemii ospy, ale nie jesteśmy równie dobrze przygotowani na wstrząsy gospodarcze, na przykład na rynku ropy naftowej, jakie wojna z Irakiem może ze sobą przynieść.
Czy jest jakiś sposób na Kasandrę, czy też musi ona mieć rację?
Owszem, dzisiaj, po niemal trzech tysiącleciach, wiadomo, że jest. Zawiera się on w tak zwanej regule Morgensterna, która głosi, że nawet najtrafniejsze przewidywania Kasandry mogą się nie ziścić, jeśli potraktuje się je na serio i zawczasu podejmie środki zaradcze. Dzięki temu nie sprawdziło się już kilka trafnych i złowieszczych proroctw.
Nieszczęsna wieszczka nie dożyła jednak czasów, w których ktokolwiek potraktowałby ją na serio, a czy my dożyliśmy, to się okaże niebawem.

Wydanie: 10/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy