Egoizmy, a nie wspólnota

Egoizmy, a nie wspólnota

Z perspektywy europejskiej, a nie tylko polskiej, konsekwencje ostatniego szczytu to klęska społecznej wizji Europy

Jednocząca się Europa ma ambicje zbudowania alternatywnego modelu społecznego i ekonomicznego, mogącego być wzorcem rozwoju w skali światowej. Jego budowa zawsze natrafiała na trudności wynikające ze sprzecznych bieżących interesów państw tworzących Unię. Jednak w warunkach względnie pomyślnego rozwoju gospodarczego, jaki charakteryzował poprzednie dziesięciolecia, można było zauważyć powolny, ale ciągły postęp na tej drodze. Tyle że z lewicowego punktu widzenia ukształtowany dotąd europejski model społeczno-gospodarczy jest zdominowany przez podejście neoliberalne i w niewystarczającym stopniu uwzględnia potrzeby społeczne grup znajdujących się w gorszej sytuacji ekonomicznej. Jednym z ważnych zadań lewicy na poziomie europejskim jest więc działanie na rzecz nadania mu bardziej prospołecznego charakteru.

Fazy kryzysu

Dotychczasowy proces powolnego i pełnego sprzeczności budowania europejskiego ładu społecznego został poddany jednej z najpoważniejszych prób wraz z nadejściem obecnego kryzysu ekonomicznego. O ile bowiem w warunkach względnej prosperity „wytargowanie” przez lewicę kolejnych ustępstw socjalnych mogło być ułatwione, o tyle w narastającym kryzysie do głosu zaczęły dochodzić przede wszystkim różnego rodzaju egoizmy grupowe i narodowe. Wyrazem tych tendencji w pierwszej fazie kryzysu stało się skoncentrowanie działań antykryzysowych na pomocy dla sektora bankowego i finansowego (z pominięciem przedsięwzięć na rzecz ochrony poziomu życia i dobrobytu obywateli), a następnie rozbudowanie mechanizmów międzynarodowej pomocy finansowej (co samo w sobie może być traktowane jako wyraz solidarności europejskiej), uwarunkowanej jednak ostrymi cięciami w sferze socjalnej. Kolejnymi krokami na drodze do ograniczenia społecznego wymiaru europejskiej integracji stały się, niestety, postanowienia związane z przyjęciem tzw. paktu fiskalnego oraz ostatnie decyzje szczytu dotyczące perspektywy budżetowej do 2020 r.
Wszystkie te następujące po sobie działania można traktować jako etapy demontażu europejskich rozwiązań socjalnych. Z jednej strony, zaostrzone reguły „zdrowych finansów publicznych” będą musiały, zwłaszcza w biedniejszych krajach, powodować okrojenie kosztów i zakresu narodowych polityk społecznych. Z drugiej zaś, zmniejszenie ogólnych rozmiarów budżetu europejskiego, odnotowane chyba po raz pierwszy, także będzie oznaczało ograniczenie możliwości prowadzenia europejskiej polityki socjalnej. W rezultacie społeczny wymiar integracji europejskiej będzie ograniczany jednocześnie na poziomie narodowym i wspólnotowym.
Z perspektywy europejskiej, a nie tylko polskiej, konsekwencje szczytu budżetowego należy potraktować jako klęskę pewnej wizji Europy, nie zaś powód do świętowania sukcesu.

Poszukiwanie sojuszników

Oczywiście wszystko zależy od tego, za jaką wizją integracji europejskiej się opowiadamy. Czy będąc członkami jednoczącej się Europy, myślimy o stworzeniu z niej organizmu społecznego i ekonomicznego, który będzie zdolny do zrównoważonego rozwoju i sprostania międzynarodowej konkurencji w skali światowej, a równocześnie umożliwi zaspokajanie potrzeb i harmonijny rozwój społeczny swoim obywatelom? Czy też traktujemy tworzenie instytucji europejskich jedynie jako narzędzie ułatwiające realizację celów i zamierzeń formułowanych na poziomie poszczególnych państw narodowych?
W tym drugim przypadku jako Polacy musimy jednak zdawać sobie sprawę z tego, że sławetne „wyciskanie brukselki” jest możliwe tylko wtedy, gdy Unia Europejska stawia sobie wspólnotowe zadania społeczne. Nie uzyskalibyśmy bowiem na ostatnim szczycie tak wiele, gdyby wcześniej nie zaakceptowano na poziomie wspólnoty działań zmierzających do zapewnienia spójności jako ważnego kierunku działania Unii.
Także jeśli chodzi o możliwości rozwiązywania naszych wewnętrznych problemów społecznych, powinniśmy mieć świadomość, że w warunkach wzrastającej konkurencji gospodarczej jeden kraj, będący najwyżej na średnim poziomie rozwoju, nie zdoła sam realizować prospołecznej polityki wewnętrznej. Na to być może mogą sobie pozwolić jedynie znajdujące się na znacznie wyższym poziomie rozwoju kraje skandynawskie czy w jakimś stopniu Niemcy i Francja. Jeśli więc polska lewica chce zmierzać do rozwiązywania naszych narastających problemów społecznych, musi szukać dla siebie sojuszników na poziomie europejskim i współdziałać z nimi w kształtowaniu ogólnoeuropejskiego ładu społecznego. Nie ma ona zatem tak wielu powodów do świętowania sukcesu ostatniego szczytu.

Autor jest ekonomistą, profesorem w Katedrze Polityki Gospodarczej i Samorządowej Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, wiceprzewodniczącym Rady Programowej i członkiem Rady Krajowej Unii Pracy

Wydanie: 12/2013

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy