Ograli własnych kibiców

Ograli własnych kibiców

Im dłużej trwa Euro, tym wyraźniej widzę, jak bardzo nasi piłkarze odstają od czołówki. Napompowany optymistycznymi meldunkami ze sztabu reprezentacji uległem iluzji mocy, jaką Polakom mogą dać ambicja, własny teren i 12. zawodnik, czyli kibice. Zawierzyłem czarodziejskim zaklęciom, że Franek Smuda czyni cuda. A do tego trójka z Borussii Dortmund, czyli prawdziwy szczyt szczytów. Bo przecież za chwilę Lewandowski zagra w londyńskiej Chelsea, a Piszczek w Realu Madryt. Piękny był sen o wielkim zespole, ale niestety przebudzenie bardzo przykre.
Oglądam więc teraz mecze bez złudzeń, za to z przyjemnością. No i czytam. Komentarze i analizy, lamenty i usprawiedliwienia. Czytam i widzę, że czegoś mi brakuje w ocenach gry polskiej reprezentacji. Widzę, że brakuje mi sprytnie gdzieś schowanych piłkarzy. A przecież to oni przegrali, drugi w kolejce jest trener, który naiwnie wierzył w deklaracje kapitana drużyny, Błaszczykowskiego. Sam go wybrał, więc pewnie jeszcze nie mieści mu się w głowie, że wśród tych odstających był też jego ukochany kapitan. Bo dopóki Błaszczykowski grał w reklamach i wspierał Adamiakową, nadzieje kibiców rosły. Ale gdy piłkarz zaczął znikać na połówki meczu i mówić własnymi słowami, okazało się, że dużo lepiej wygląda, niż mówi. Obraz reprezentacji Polski od środka jest żenująco żałosny. Wyduszanie na PZPN dodatkowych biletów dla znajomych. Wymuszenie na Lacie zwiększenia z 15 tys. euro do 20 tys. tzw. startowego za samo wyjście na murawę, bez względu na wynik. Narzekanie, że 50% od wpływów z UEFA to dla drużyny za mało. W fatalnym świetle pokazuje to ludzi, którym wszyscy szczerze kibicowali. Przy tym wszystkim najmniej zastrzeżeń można zgłaszać do gry tych piłkarzy, których Tomaszewski nazywał odpadami i śmieciami. Traktowanie tegoż Tomaszewskiego jako autorytetu, stałe zapraszanie do debat i nabożne wysłuchiwanie jego ksenofobicznych obelg obraża widzów. Zadziwiają mnie dziennikarze, którzy uważają, że jest on pełnoprawnym uczestnikiem debat na różne tematy. Otóż oświadczam, że nie jest. Za własne słowa trzeba ponosić odpowiedzialność. Bo albo rynsztok, albo kawiarnia. Co szczególnie dedykuję telewizji publicznej. Nie musi ona się ścigać z TVN, która choć będzie pana Janka delikatnie krytykowała, to wynagrodzi mu tę przykrość zapotrzebowaniem na jego częstą obecność w studiu.
I jeszcze jedna przykra uwaga po Euro. Czekałem z tym, bo liczyłem, że może ktoś choć się zająknie. Niestety, media milczą, mimo że sprawa jest głośna. Jest głośna, bo dotyczy gwizdów dziesiątków tysięcy ludzi, które w czasie wszystkich meczów naszej reprezentacji towarzyszyły drużynom przeciwnika. Od pierwszej do ostatniej minuty nasi rzekomo wspaniali kibice gwizdali na Greków, Rosjan i Czechów. Gwizdali bez żadnego powodu. Chyba że Polakom wystarczy, że ktoś gra przeciwko nam. Jeśli uznamy, że tak może być, że to norma, a nawet że dzicz, która tak się zachowuje, to wspaniali kibice – strzelamy sobie w stopę. Zamiast brnąć w hipokryzję albo udawać jak Szpakowski, że nic nie słyszymy, podnieśmy larum. Gwizdy naszych kibiców w Warszawie i we Wrocławiu są dowodem chamstwa i kompleksów. I jeśli coś ma się zmienić, to trzeba takie zachowanie nazywać po imieniu.

Wydanie: 26/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy