Pamiętajmy o odpowiedzialności Niemców

Pamiętajmy o odpowiedzialności Niemców

Dzieci w całej Polsce jak zwykle 1 września poszły do szkoły. To, że tak się stanie, było dla nich oczywiste. Już trzecie i czwarte pokolenie Polaków nie ma tej traumy, której doznali ich przodkowie we wrześniu 1939 r. Pokolenia, które przeżyły najpotworniejszą wojnę w naszej historii, odchodzą. Niestety, coraz szybciej. A ich kraj marnuje szansę, by swoim obywatelom powiedzieć o nich coś ważnego. Zdradziecka napaść hitlerowskich Niemiec na Polskę z roku na rok staje się wydarzeniem coraz bardziej marginalizowanym. Nie żeby nic nie było. Tyle że z rutynowych i szablonowych migawek telewizyjnych coraz mniej wynika. A dla młodzieży? Jeśli w ogóle tak odległa data może jeszcze wywołać u niej jakieś emocjonalne skojarzenia…
Dla świata wcale nie jest oczywiste, że II wojna światowa zaczęła się od ataku na Polskę. W samych Niemczech historycy chętniej zaczynają opis historii wojny od operacji „Barbarossa” w 1941 r. A ignorowanie lub pomniejszanie przez co młodszych niemieckich historyków znaczenia napaści na Polskę powoli staje się normą. Tym ważniejsze jest więc, by jeszcze raz usłyszeć naszych świadków historii. Rocznice są do tego okazją. Mądra władza i rozumne media w wielu krajach potrafią to robić. Niestety, nie u nas. My nie mamy w tej sprawie żadnego długofalowego programu. Improwizacja i indywidualne inicjatywy zastępują strategię państwa. Nie wiemy, co chcemy kolejnym pokoleniom Polaków przekazać z tamtych tragicznych wydarzeń.
A mielibyśmy od kogo się uczyć. Wystarczy przeanalizować, jak coraz liczniejsi Niemcy budują oceny I i II wojny światowej, by widzieć, jak płynna może być granica między agresorem a ofiarą. Placówka, która została powołana do tego, by chronić pamięć historyczną, czyli IPN, nie robi tego i staje się wręcz karykaturalną instytucją zafiksowaną na paru tematach. A te ośrodki naukowe, które przez dziesięciolecia z sukcesami zajmowały się relacjami polsko-niemieckimi, zostały odcięte od środków budżetowych i w konsekwencji zmarginalizowane. Polityka, i to ta doraźna i kunktatorska, wygrywa z długofalowym interesem narodowym. Do wora z napisem polityka historyczna każdy pakuje, co chce. Zamiast walki o prawdę historyczną mamy zawody o to, kto jest większym patriotą i kto lepiej dokopie wrogowi ze Wschodu. Odpowiedzialność Niemiec za II wojnę światową schodzi na daleki plan. Nie potrafimy w relacjach z Niemcami prowadzić polityki równoległej. Takiej, która pamięta o całej, tak dla nas tragicznej historii i która umie mądrze współpracować z państwem niemieckim, takim jakie ono dziś jest.

Wydanie: 36/2014

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy