Trener bez drużyny

Trener bez drużyny

Mieli być jak Barcelona i grać jak hiszpańska drużyna marzeń, która od lat królowała w światowej piłce. Tak Platforma Obywatelska miała rządzić w Polsce i w naszej polityce. Bo przecież nie miała z kim przegrać. A do drużyny trener Tusk pościągał wielu dobrych graczy z prawej i lewej flanki. Długo dawało to dobre efekty. I na polską ligę polityczną wystarczało. Ale dziś o drużynie Tuska można już mówić tylko w czasie przeszłym dokonanym. Przede wszystkim nie ma już tej drużyny. Jest jeszcze nazwa Platforma Obywatelska, jest wielu zawodników i całkiem sporo kibiców. Ale drużyny nie ma. Jej czołowi gracze zachowują się, jak na profesjonalistów, całkowicie absurdalnie. Sfrustrowani i pokłóceni latają do mediów z donosami na siebie. A na dodatek traktują te media tak arogancko, że aż się proszą o kolejną, i to jeszcze większą, porcję krytyki. I jeśli czegoś PO może być pewna, to tego, że te media i ci dziennikarze, którzy przez lata przodowali w lizusostwie wobec niej, zrobią teraz wszystko, by zatrzeć po tym ślady.
No cóż, co parę lat potwierdza się, że zmiana poglądów i ocen nie jest przypisana tylko do świata polityki. A trener Tusk? Jest jak José Mourinho w Realu. Miał 100% władzy, bo taką pozycję sobie wywalczył dzięki sprawności politycznej, ale też bezwzględności, z jaką tworzył i stworzył tę drużynę. Bardzo długo z nią wygrywał. Ale to zawsze kiedyś się kończy.
A jak się ma w ręku taką władzę i gdy pociąga się za wszystkie prowadzone od niej i do niej nitki, to odpowiedzialność jest oczywista. I nawet gdyby premier Tusk próbował o tym zapomnieć, nie pozwoli mu na to opozycja wspierana przez sympatyzujące z nią media. Konkurenci PO wiedzą przecież, że ta partia stoi już na ostatnim filarze, jakim jest właśnie Tusk. Stąd polowanie na premiera i próba obarczenia go osobistą odpowiedzialnością za wszystkie nieszczęścia w kraju i w życiu naszych rodaków. Będzie to dla opozycji tym łatwiejsze, im głośniejsza jest platformerska piąta kolumna. Partia, w której nawet eksminister Jarosław Gowin w każdym wystąpieniu krytykuje premiera, małe ma szanse na ofensywę. Skazana jest na obronę własnych okopów. A w takiej pozycji nikt nie wygrywa i nie ma co liczyć na powrót sympatii wyborców. Na szaleństwo rozliczeń nie ma lekarstwa.
Ale jest coś znacznie ważniejszego od walk polityków pod partyjnymi dywanami o to, kto będzie miał największą kość. Bo z tych przepychanek i tak dla kraju nic sensownego nie wynika. Obecne kłopoty PO nie biorą się przecież z atrakcyjności oferty, jaką ma dla nas opozycja, ale z tego, że w tym roku bardzo przybyło Polaków osobiście dotkniętych łapą kryzysu. I przede wszystkim z tym trzeba się zmierzyć. Jeśli więc premier Tusk chce się wywinąć z tarapatów, a jednocześnie poważnie zmierzyć z nowym wyzwaniem, to recepta by się znalazła. Rząd ekspertów. Uznanych w swoich dziedzinach autorytetów. Bezpartyjnych fachowców. O co lud wyborczy od dziesiątków lat nie może się doprosić. Może więc teraz jest na to czas?

Wydanie: 22/2013

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy